poniedziałek, 28 lutego 2011

Moja córka Pola i magia przyjaźni...


Witam,

Napisałam już kilka postów, a nie przedstawiłam do tej pory mojej ukochanej Córki. Chciałabym napisać córeczki, ale jest obawa, że się obrazi?! Bo czy można mówić zdrobniale - córeczka, jeśli jest się tak dorosłą i ma przeżyte całe 23 wiosny?! Oświadczam, że można i należy! Dla matki (rodzica), nieważne jest ile dziecko ma lat, jak się uczy, czy przysparza kłopotów, czy wyjęte jest prosto z poradnika dla rodziców pt. "Wychowanie bez problemów". DZIECKO KOCHA SIĘ MIŁOŚCIĄ BEZWARUNKOWĄ!!! ZA TO, ŻE JEST, ŻE PRZYSZŁO NA TEN ŚWIAT!

Moja mądra, rozsądna, jak na swój wiek córka ma na imię Pola. Bardzo Ją kocham, a tak rzadko mówię Jej o tym! Pocieszam się tylko, iż nie zawsze mówimy o uczuciach, ale za tym świadczy nasze zachowanie, wzajemne relacje. Wiem też, że nie mogę ochronić Jej przed złem tego świata. Tak się nie da i nawet nie jest wskazane, bo co z dojrzałością każdego młodego człowieka, ze zdobywaniem doświadczeń życiowych?!
Pola niestety, bardzo szybko ukończyła przyspieszony kurs dorastania! Po prostu życie do tej pory obchodziło się z Nią brutalnie. Odejście Jej kochanego Taty dla, którego była "małą córeczką tatusia", śmierć jedynego brata, jego choroba, z którą tak do końca chyba się nie pogodziła i wiele innych traumatycznych przeżyć po drodze! To trochę za dużo jak na jeden młody, niedojrzały organizm! Czuję, że momentami (niestety) zamieniamy się rolami, co nie jest dobre ani dla Niej, ani też dla mnie!

Dziś właśnie, dostałam od Poli wiadomość, że "zrobiła" miły gest ku upamiętnieniu rocznicy śmierci Filipa i w związku z tym zamieściła na swoim profilu Jego zdjęcie i krótki komentarz. Jej znajomi wiedzą, że straciła brata. Wydaje mi się, że dobrze się składa, iż w takich sytuacjach jak ta (rocznicowych) można "pobyć" z bliskimi nawet w wirtualny sposób. Nie chcemy (ona i ja) współczucia czy użalania się nad naszym losem, ale czasami miło jest wysłać komuś sygnał, zaznaczyć - wiesz, trzy lata temu straciłam brata, a to dalej boli między innymi tak napisała.
Okazało się, że odpisali ludzie, którym strata kogoś bliskiego nie była obca. Mam nadzieję, że nie naruszam niczyjej prywatności mówiąc, iż jedna z koleżanek wspomniała przy tej okazji o swojej Mamie, która odeszła dwanaście lat temu, a ból nadal tkwi jak zadra! Jak mają się te trzy lata do tych dwunastu?! Ile czasu musi jeszcze upłynąć, aby ten ból okazał się mniejszy?! Wiem, że to kolejne pytanie bez odpowiedzi.
Pola mówiła, że dostała od swoich znajomych w tych komentarzach i telefonach tyle ciepła i przyjacielskiej czułości. To ważne, bo jest to sygnał - nie jesteś sama, masz nas...,a my mamy ciebie! Takie momenty nazywam "słownym trzymaniem się za rękę".

Jedna z osób napisała tak wspaniały, wzruszjąc tekst, że nie mogę o nim nie wspomnieć. Przeczytajcie proszę uważnie: "Bóg widział Ciebie, jak się męczysz, a leczenia nie było. Więc objął Cię i szepnął: chodź do mnie.... Ze łzami w oczach patrzyliśmy na Ciebie,jak odchodzisz... Mimo, iż kochaliśmy Ciebie bardzo mocno, nie mogliśmy Cię zatrzymać. Złote serce przestało bić, a pracowite ręce pozostały w spoczynku. Bóg złamał nasze serca, aby udowodnić nam, że zabiera do siebie tylko najlepszych". Ten tekst tłumaczony jest z angielskiego, więc może nie oddaje pełnego brzmienia. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że tekst napisała (przepisała) dziewczyna, która w ogóle nie znała Filipa, nie wiedziała, że jest chory na schizofrenię, że bardzo męczył się samym życiem, i że życie piekielnie Go bolało. Tak, dla Niego nie było lekarstwa! O ironio, czyżby za wcześnie się urodził? Chce mi się znowu wołać na szczycie góry: Panie Boże, czy mamy wierzyć i szukać w tych słowach pocieszenia, chociażby po to, żeby dalej żyć?

                                                                                           
                                                                                                       Clara Fabio


3 komentarze:

  1. Tak się zastanawiam, czy czasem nie ma u Pani cech nadopiekuńczości. Właśnie się zastanawiałem czy Pani dzieci mają ojca. I właśnie przeczytałem że tego ojca nie ma... Czasem matka ma potrzebę skierowania całej swojej miłości na dziecko. Chce ona dobrze, chce obdarzyć miłością dziecko, nawet gdy dziecko bardziej potrzebuje w pełni "wyfrunąć z gniazda" i odciąć się od traktowania go jak małego dzieciaka.

    Nie wiem, nie znam Pani, nie mówię, że tak jest, ale po prostu wyrażam głośno to, nad czym się zastanawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nadopiekuńczość, ale w polskim wykonaniu, czyli rządach autorytarnych. To smutne, że kiedy Go nie ma, dopiero wtedy chce Pani z nim być. Wypychała Go Pani do znajomych, a nie pytała co się dzieje, co go trapi, że się zmienił i nie interesują go wyjścia? Czy siedziała Pani z nim kiedykolwiek w milczeniu, spokoju, bez pośpiechu, słów, nakazów, zakazów? Czy prróbowała Go Pani za życia zrozumieć?

    Proszę nie brać tego zbyt serio, 90% znanych mi rodziców popełnia takie właśnie błędy. Zaharowuje się dla swoich dzieci, podczas gdy prawdziwą wartością dla ich pociech jest ich obecność, a nie więcej pieniędzy. Zamiast posieedzieć z dziećmi na dworze, porelaksować się na trawie w parku - gniją przed telewizorami, bo są "zmęczeni". Później, nie teraz - typowe wymówki rodziców. A później są tragedie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm, przeczytałam dosyć uważnie ten komentarz. Niestety, nie wiem, kto jest autorem w sensie: Pani, Pan - po prostu, nie wiem jak się zwracać?!

      Może spróbuję odeprzeć atak, bo tak się poczułam, czytając te słowa. Otóż, to smutne, że tak łatwo zostałam oceniona i to jednak niewłaściwie. "To smutne, że kiedy Go nie ma, dopiero wtedy chce Pani z nim być". To nie jest moja prawda, to jest tylko Pani(a) opinia i to bardzo powierzchowna.

      Byłam z moim synem, potrafiliśmy siedzieć i słuchać jego i moich ulubionych kawałków, rozmawiać o wszystkim i o niczym. Prawieże z namaszczeniem w ciszy masowałam jego rękę, która drętwiała jako skutek uboczny leków.

      Tak, to prawda - ja tyrałam na życie (przy jego najniższej rencie), ale nie na wczasy na Majorce, tylko po to, aby zabezpieczyć podstawowe potrzeby dwójce moich dzieci po śmierci męża.

      Proszę, nie odbierać mojej wypowiedzi jako agresywnej. Próbuję się bronić, bo jest mi przykro, że po paru moich postach ma Pan(i) taką ocenę. A może warto byłoby przeczytać całość...

      Usuń