czwartek, 26 maja 2011

Nostalgia


Witam,

Za parę dni będę w Polsce i tak, jak wspomniałam w poprzednim poście zostawiam tutaj córkę, a sama wracam do domu. Smutno mi bardzo z tego powodu, jestem taka wewnętrznie rozdarta, ale w najbliższej przyszłości nic nie da się zrobić. Tak naprawdę boję się trochę tego powrotu, bo wiąże się on z pewnymi decyzjami, które powinnam podjąć, bo już czas... Tylko, kto ten czas określa i kto ustala zasady postępowania? Czy w końcu muszę się temu wszystkiemu podporządkować? Te decyzje, a za tym idące moje zachowanie, rekacje powodują, że tylko dlatego nie spieszno mi do własnego domu.

Otóż od jakiegoś czasu, czuję presję moich najbliższych, szczególnie rodziców, aby COŚ zrobić z osobistymi rzeczami mojego syna. Według nich trzy lata, to wystarczająco długi czas, aby powziąć jakieś postanowienia. No właśnie, a ja bardzo sie boję tych nieszczęsnych postanowień, niby jestem bardziej uważna na to, co mówią najbliżsi w tej sprawie, ale dalej chętnie odwlokłabym te decyzje na czas bliżej nieokreślony. Pytanie, jak długo jeszcze będę to odwlekać? Na dziś bez odpowiedzi!

Tak wyobrażam sobie, że otworzę drzwi do pokoju Filipa i poczuję przeróżne emocje począwszy od radości, że oto już jestem i ogarniam wzrokiem jego pokój po ogromny smutek, że to tylko pokój, materia (osobiste rzeczy, buty, resztki perfum, które jeszcze pachną). Bodajże w "Lalce" Prusa jest taki fragment, kiedy umiera dziecko (córeczka) jednej z kobiet, ona nie mogąc pogodzić się z tą tragedią robi prawie że sanktuarium z jej pokoju. Leżą tam jej lalki, misie, ubranka i wszystko wygląda tak, jakby dziewczynka wyszła na spacer i miała za chwilę wrócić. Kiedy w średniej szkole przerabialiśmy tę lekturę, byłam za młoda, by zrozumieć zachowanie tej matki po stracie dziecka. Teraz po latach dokładnie wiem, co ona przeżywała. Czy wtedy mogłam przypuszczać, że po latach podobne emocje będą moim udziałem...

Gdy piszę tego posta u mnie jest późno 10 pm, a w Polce chyba już świta. Chwilę temu Pola powiedziała mi, że weszła na Facebook i przeczytała, że trenerka Małgorzaty Dydek wydała oświadczenie, że Małgorzata Dydek nie żyje! Jaka to wstrząsająca wiadomość! I co warte jest ludzkie życie? Człowiek jest niczym trzcina na wietrze, wystarczy silniejszy podmuch i już go nie ma! Ta przykra wiadomość obeszła mnie z kilku powodów między innymi dlatego, że Pola zna osobiście jedną z sióstr Dydek, podobnie jak Małgorzata jest świetną koszykarką i równie, jak siostra bardzo wysoką dziewczyną! Czy w obecnych czasach nie ma zbyt dużego pędu do osiągania wyników w sporcie przewyższających ludzkie możliwości? Chyba jest - wszystko za wszelką cenę, nawet za cenę zdrowia! Małgorzata, podobno od dziecka miała problemy z sercem przy wzroście 2.18 m. Odeszła, tak młodo (37 lat) zostawiając dwoje dzieci, a z trzecim będąc w ciąży. Czy dla mnie ma to oznaczać, że przed przeznaczeniem się nie ucieknie? Nawet w Australii jej nie uratowali, mam na myśli tamtejszy poziom medycyny?! Czy zawsze człowiek musi być w określonym miejscu i czasie, aby się wypełniło?! Chyba na dziś już skończę, bo wiadomość przysłoniła mi to, o czym chciałam pisać.

                                                                                                       ZAPALAM ŚWIECZKĘ...






4 komentarze:

  1. Claro może spróbuj półśrodka? Spakuj rzeczy syna i gdzieś je w kartonie schowaj? Jeśli będziesz miała gorszy dzień zawsze będziesz mogła zajrzeć do niego. Wg mnie najważniejsze pytanie na które musisz sobie sama odpowiedzieć brzmi: ja chcę czy zrobię to bo otoczenie tego oczekuje? Jeśli Ty chcesz to spakowanie jego rzeczy i odłożenie w bezpieczne miejsce będzie pierwszym krokiem. Jeśli nie chcesz, a jedynie poddajesz się oczekiwaniom otoczenia to poczekaj. Sama wiesz co serce Ci mówi, ono nigdy nie kłamie :)
    Mnie również zasmuciła informacja o śmierci Gosi. Taka młoda kobiera, MAMA... serce ściska.
    Joanna

    OdpowiedzUsuń
  2. Uważam,że najważniejsze jest to co Ty czujesz a nie to co czuje lub czego oczekuje otoczenie. Jesli masz takie rozterki to znaczy,że nie jesteś jeszcze gotowa. co komu przeszkadza,że ten pokój stoi nie ruszony, czy ta przestrzeń jest potrzebna na zagospodarowanie jej jakoś inaczej?Przecież to i tak zawsze będzie pokój syna.Nie wiem, może popakuj i schowaj narazie, albo oddaj rzeczy komuś kto ich potrzebuje, ale etapami, nie wszystkie od razu? Zrób to tylko wtedy gdy Ty sama poczujesz taką potrzebe.
    Śmierć p. Małgorzaty bardzo mnie zasmuciła, dodatkowo nosiła przecież maleństwo pod sercem a młodsze dziecko ma dopiero 7mc i juz zostało bez mamy :(((Straszna tragedia:((((
    ps. dziękuje za życzenia na Dzień Matki, córeczka jeszcze malutka i schorowana ale pamiętała o mnie (za pomoca tatusia oczywiście) :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Joanno, masz rację - pierwsze i zarazem podstawowe pytanie powinnam skierować sama do siebie: czego ja tak naprawdę chcę? Jeżeli zacznę coś robić z rzeczami syna, to na pewno schowam je gdzieś do kartonu w jego pokoju, żeby mieć świadomość, że zawsze mogę tam zajrzeć, ale jakie to trudne...
    Dziękuję Ci jak zawsze za te Twoje mądrości.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiesz Nikulam, to jest tak, że jakoby otoczenie najlepiej wie, co jest "the best" dla nas - a to nieprawda! To my sami najlepiej wiemy, czy jesteśmy gotowi na podjęcie pewnych kroków. Na dziś, ja szarpię się z jednej strony, że nie mogę zrobić tego pierwszego kroku (usunięcie rzeczy syna) z drugiej strony denerwuje mnie ta presja otoczenia, mimo iż dawałam do zrozumienia, że to moja i tylko moja sprawa! Tak, to zawsze będzie pokój syna. PRZECIEŻ NIE MOŻNA KOGOŚ TAK PO PROSTU WYMAZAĆ ZE SWOJEGO ŻYCIA! OWSZEM, PAMIĘĆ PAMIĘCIĄ, EMOCJE, WSPOMNIENIA, ALE MUSI PO NIM POZOSTAĆ JAKIŚ ŚLAD NA TEJ ZIEMI W SENSIE MATERIALNYM. Nie można wszystkiego unicestwiać!
    A dla Twojej Kruszynki ślę wirtualne buziaczki.

    OdpowiedzUsuń