piątek, 13 maja 2011

Mamo, wołam Twoje imię



W ostatnią niedzielę obchodzono w miejscu, w którym obecnie jestem Dzień Matki, trochę wcześniej, aniżeli w Polsce. Jest mi smutno, bo z tym świętem nie jestem związana będąc tutaj ani emocjonalnie, ani historycznie. W tym roku nie poczuję tego święta i w Polsce, ponieważ wyjeżdżam stąd pod koniec maja, także jestem trochę poza wszelką celebracją. I tak należę do szczęśliwców, że ten dzień przypadał akurat w niedzielę w związku z tym mogłam spędzić go razem z córką. W sumie, tak mało czasu mamy dla siebie. Ciągle i ciągle za mało... Pola codziennie zajęta, zabiegana pomiędzy uczelnią, a pracą. Ja zaczęłam świętowanie, właściwie wieczór wcześniej w sobotę, kiedy Pola powiedziała mi, że tak myślała sobie pewnego razu o tych naszych wzajemnych relacjach i doszła do wniosku, że... ja nawet się jej udałam :-) Tak fajnie i ciepło to zabrzmiało. Zaśmiałyśmy się obie, bo powiedziała, to przy okazji jakiegoś wesołego komentarza. Sama zauważyła, że kiedy jestem w domu w Polsce, ona bardzo często dzwoni, nie możemy się nagadać, a jej koleżanki z Meksyku, Brazylii o Stanach nie wspomnę nie mają takiego ciśnienia na częste dzwonienie do domu jak ona.

Ten dzień spędziłyśmy, tak jak chciałyśmy. Poszłyśmy sobie do restauracji na obiad, dostałam piękną różę i było naprawdę miło, ale... no właśnie. Ja, gdzieś podświadomie szukałam kogoś na pustym krześle, odczuwałam brak tej jednej, ważnej osoby przy stole. Łapałam się na tym, że czasami uciekałam myślami do przeszłości, gdy życzenia i kwiatki dostawałam od obojga moich dzieci. Niby byłam obecna, ale tak nie do końca. Oczywiście, przypominałyśmy sobie niektóre zabawne sytuacje, kiedy to po życzeniach bez względu na rodzaj święta, dzieci od razu deklarowały gotowość pójścia na naszą ulubioną pizzę. Mieliśmy taki swój rytuał, że zawsze na koniec roku lub jakieś święta (Dzień Dziecka, Dzień Matki), szliśmy do tej samej już wypróbowanej pizzerii. Tak, to znowu jest przeszłość...ta wesoła, mimo, że boli.

Teraz, tak mi się wydaje, że powinniśmy czasami otworzyć drzwi od pokoju z dziecinnymi zabawkami i przewietrzyć go. Powyciągać na światło dzienne coś, co jest głęboko skrywane na dnie szuflady, podotykać delikatnie i z troską. Te zabawki, to najczulsze wspomnienia. One czasami bolą, ale jak dobrze, że są...

Przeczytałam kiedyś, że codziennie powinno się przeznaczyć na czas dla dziecka minimum 20-30 min., ale takiego bezwzględnego bycia tylko dla dziecka i z dzieckiem, słuchania go, patrzenia z uwagą na niego! To nie ma być czas wliczony na odrabianie lekcji, zawożenie i przywożenie z zajęć szkolnych. Tylko Ty i Twoje dziecko! Niby tak dużo tego czasu, a jednocześnie, tak mało? Co to jest 30 min. z 24 godzin.? Właśnie w związku z tym Dniem Matki przyszedł mi do głowy dziwny skądinąd pomysł, aby od następnego roku obchodzić Dzień Matki przez dwa dni po sobie następujące. Oznaczałoby to, że sama świadomość przynajmniej dla mnie, iż ten pierwszy Dzień Matki przeznaczę na bycie duchem i ciałem z córką, choć z tym ciałem może być w naszym przypadku różnie (córka tutaj, a ja w Polsce). Tak sobie wyobrażam, że nie obędzie się bez wspominania Filipa oczywiście, ale będę starała się być dla Poli i tylko z Nią, bo świadomość, że następnego dnia pójdę spokojnie na cmentarz i ten czas przeznaczę dla Filipa (posiedzę, pomedytuję, zapalę świeczkę), powoduje niesamowity spokój i radość. Każdemu dziecku poświęcę swój czas w myśl maxymy: "oddaj, co boskie Bogu, co cesarskie cesarzowi". Mam tylko nadzieję, że ten pomysł się sprawdzi.

Ostatnimi czasy coś mnie wzięło na słuchanie muzyki takiej, której na co dzień nie mam zwyczaju słuchać. Ale odkąd pamiętam, że kiedy słucham piosenki Violetty Villas pt."Mamo", mam smutek w oczach. Dlaczego zawsze wtedy myślę o Filipie, że tam jest mu smutno i obco, że próbuje mi powiedzieć, że tak naprawdę, to on się nie skarży, ale że czasami spogląda na nasz dom, że woła moje imię, a ja Go nie słyszę, bo... wtedy w sercu Go kołyszę. Tak trudno, tak ciężko, tak smutno mi, Boże...

Violetta Villas - "Mamo"

"Mamo, smutno tu i obco
drzewa inne rosną
i ciszy nikt nie zna tu

Mamo, nie myśl, że się skarżę
żal mi tylko marzeń
dziecięcych dni, moich dni

Widzę znów nasz dom
Ciebie Mamo w nim
wspominam stary klon
ciemny i wysoki jak dym

Mamo, wołam Twoje imię
znowu jesteś przy mnie
jak za dawnych lat

Widzę znów nasz dom
Ciebie Mamo w nim
wspominam stary klon
ciemny i wysoki jak dym

Mamo, w sercu cię kołyszę
list do Ciebie piszę
ciemny jak ta noc

To nieprawda, Mamo
jutro wyślę inny list
jest dobrze Mamo, tak jak miało być
a Ty Mamo, śpij
jeszcze noc dobrze, śpij
o, Mamo"

Miłości i jeszcze raz miłości tej najwspanialszej dla wszystkich Mamuś na świecie życzę.

                                                                                                               Clara




                                                                                                               
                                                                                                                 
                                                                                                     

1 komentarz:

  1. przeczytalam....i teraz lzy obcieram.....i nie wiem co powiedziec,bo to 1-szy raz tu jestem i nie czytalam nic wiecej,zagladne do tych starszych notatek wieczorkiem.....
    ja tez swietowalam w niedziele,byly kwiaty,smiech dzieci,piekne swieto

    tak mi przykro...
    bede zagladac,pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Drogi Gościu,

Zanim napiszesz choćby jedno słowo, nie krytykuj, nie osądzaj, tak od razu! Znasz raptem mój pseudonim, ale nie znasz mojej historii...