czwartek, 28 kwietnia 2011

"Gdzie jesteś, mój Synku?"

Witam,

Chciałabym opowiedzieć  pewną historię po części związaną z cudowną piosenką pt."Kołysanka dla Okruszka", którą to przed wielu laty śpiewał Seweryn Krajewski. Byłam wtedy młodą dziewczyną, gdy on święcił triumfy swojej popularności, a właściwie kariery solowej. Potem po latach, czytając w jakichś kolorowych pismach o życiu gwiazd dowiedziałam się, że ma on żonę i dwóch synów. Jeden z synów (młodszy), o ile dobrze pamiętam na imię miał Maksymilian. To właśnie dla niego została stworzona ta piękna kołysanka. Później już w dobie internetu czasami na nią trafiałam.

Otóż pewnego razu może siedem albo osiem lat temu podczas jakichś generalnych porządków po remoncie mieszkania, robiłam selekcję gazet typu: te do kosza, a te jeszcze poczytam, natknęłam się na gazetę, gdzie już z okładki krzyczał napis, że S.Krajewski stracił w wypadku syna Maksymiliana. Nie mogłam w to uwierzyć, była to wiadomość z gatunku czytam i nie dowierzam! Obszerny artykuł poświęcony był właściwie jego żonie Elżbiecie i jej rozpaczy po stracie syna. W wywiadzie tym mówiła o swoim bólu, zamknięciu się na świat i ludzi. Chłonęłam ten artykuł tak, jakbym chciała zapamiętać dokładnie jego treść. Po co? Odpowiedź miała nadejść już po kilku latach.

Mówiła ona, że w czasie tej rozpaczy każdy z członków rodziny zamknął się w swoim świecie. Ona była bliska obłędu, pogrążona w depresji, nie chciała dalej żyć (z próbą odebrania sobie życia włącznie). Zabijało ją poczucie winy, że ta tragedia wydarzyła się przez nią. To ona siedziała akurat za kierownicą samochodu, w którym doszło do wypadku ( ich synek miał sześć lat). Starszy syn pozostał sam ze swoim smutkiem po stracie brata. Mama (Elżbieta) albo leżała w pokoju z zasłonietymi żaluzjami albo jeździła na cmentarz i tato, który całkowicie poświęcił się muzyce i koncertom. Tak, każdy przeżywał tę rozpacz po swojemu! Ja, niestety w tym opisie widzę po części samą siebie i moją wtedy samotną córkę. Dopiero teraz dostrzegam, że była to kompletna destrukcja dla tamtej, jak i mojej rodziny. Ale może człowiek w obliczu takich wydarzeń nie umie, nie potrafi żyć inaczej.

Elzbieta, po tej tragedii zaczęła wychodzić z mroku, ale trwało to bardzo długo, zaczęła pisać wiersze, medytować, otwierać się na życie. Założyła coś na wzór Szkoły Przetrwania (temat psychotroniki). Znalazła dla siebie sposób na życie w wierze, pisaniu poezji, a w nim jakieś ukojenie. Po co to wszystko piszę? Otóż w wywiadzie tym zamieszczony był przepiękny wiersz jej autorstwa. Mojemu czytaniu i medytacjom nie było końca. Przecież mogłam spokojnie tę gazetę wyrzucić do kosza. ALE NIE, COŚ MI MÓWIŁO, ŻEBYM TEGO NIE ROBIŁA! Zatrzymałam całą gazetę i odłożyłam ją gdzieś na wieczne kurzenie się na półce. W tym czasie mój Syn nie był jeszcze chory albo inaczej w tym czasie Jego choroba była jeszcze w utajeniu, nie dawała żadnych objawów, dopiero czaiła się do skoku!

Minęło parę lat (dramatyczny wybuch choroby Syna, leczenie, odejście). Kiedy przyszedł czas na postawienie nagrobka dla Syna przypomniałam sobie o tym wierszu. Jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, nie mogłam w zdenerwowaniu znaleźć go, gdzieś się zapodział. Moje szczęście nie miało granic, gdy w końcu znalazłam go, a w te poszukiwania włączyłam nawet modlitwę o pomoc do św. Antoniego. Ten wiersz czekał sobie cichutko w "poczekalni smutku" na swój czas i miejsce. Czy w takiej sytuacji, można płakać ze szczęścia? Widocznie można, skoro płakałam... Z całego wiersza wybrałam tylko jeden, maleńki fragment i umieściłam go na pomniku. Tych parę słów jest dla mnie kwintesencją tego, co czuję do Syna.

"Gdzie jesteś mój Synku?
Kim lub czym jesteś?
Moim Słońcem, moim Życiem wszak byłeś..."
                                                                             tekst Elżbieta Seweryn

Jakieś dwa miesiące temu czytałam, że po długim czasie Seweryn Krajewski wreszcie wydał swoją nową płytę. Przy okazji w mediach przypomnieli jego krótką historię (karierę, życie). No właśnie... przy tej okazji znalazło się też kilkanaście przykrych wpisów na portalu dotyczących tej dawnej tragedii. Ludzie, jak to ludzie pisali różnie, od niechęci w stosunku do żony przez obojętność do współczucia. A oni, jako rodzina z "połamanym życiorysem" odnaleźli się i na swój sposób są szczęśliwi - zwyciężyli, wybrali życie, mają siebie! "Piosenką dla Makusia", którą dołączam u góry wpisu chyba rozliczyli się z przeszłością, a ich syn dalej jest częścią ich życia.

Jeszcze parę miesięcy temu może grzmiałabym na takie obelżywe treści i ich autorów, ale teraz no cóż... takie jest życie, proszę Państwa.

                                                                                                           Clara Fabio


                                                                   

                                                                                                   









10 komentarzy:

  1. Seweryn Krajewski...Moja miłość...Pamiętam to wszystko, a "Kołysankę dla synka" śpiewałam swoim synom, gdy tylko się pojawiła. Myślałam wtedy o małym Maksymilianie, ale nie sądziłam, że wkrótce i mnie spotka podobne nieszczęście.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Izis, ja niestety nie śpiewałam moim dzieciom kołysanek. Dopiero niedawno, to odkryłam i znowu jakiś kolejny żal do przerobienia. Nie znałam, nie miałam jeszcze wtedy dostepu do internetu (troche inne czasy). Tuliłam, pieściłam, gaworzyłam do nich, ale nie śpiewałam... To boli, bo na wszystko jest czas życiu. U mnie czas kołysanek minął już bezpowrotnie...smutne

    OdpowiedzUsuń
  3. Claro, pozwolisz, ze odbiegnę nieco od właściwego tematu Twojego bloga i podrążę sprawę "Kołysanki..."? Coś mi się nie zgadzało, ponieważ mój pierwszy syn urodził się w 1978 roku i tę właśnie piosenkę mu śpiewałam, gdy był malutkim okruszkiem, po roku na świat przyszedł drugi okruszek, a w następnym trzeci, ten który nie żyje. Czyli utwór istniał już w 1978 roku. Znałam go z radia i TV. Pogrzebałam w internecie i znalazłam informację, że powstał on w 1976 roku dla syna Sebastiana - to by się zgadzało. W każdym razie piosenka jest świetna. Pozdrawiam Cię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Były różne wersje tego nagrania. Pierwsza została nagrana w 1976, gdy istniały jeszcze Czerwone Gitary i ukazała się ona na świątecznym albumie grupy "Dzień jeden w roku". Potem była wersja już całkowicie solowa S. Krajewskiego nagrana dla Polskiego Radia w roku 1978. Później były następne...

      Usuń
    2. Wielkie dzięki za informacje dotyczące tego nagrania. Przyznaję, nie wiedziałam :(

      Serdeczności moc dla Ciebie

      Usuń
  4. Izis, jak dobrze, że zrobiłaś korektę odnśnie adresatów tej kołysanki. Jak wspomniałam, ja ten artykuł czytałam ładnych parę lat temu i wydawało mi się do dzisiaj, że ona byla dedykowana temu młodszemu synowi. Jeszcze raz dziekuję i w następnym poście skoryguję ten błąd. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Takie to smutne...takie prawdziwe.Zaplakane oczy to tez piosenka o moim synku,pamietam bolesne cwiczenia Vojty,ale jakie skuteczne.Dzis juz nie ma mojego synka ;( i bol przeszywa moje serce.mama

    OdpowiedzUsuń
  6. Chcę posłać światełko do samego nieba (*)(*)(*) dla Twojego Synka, a Ciebie przytulam...

    OdpowiedzUsuń
  7. my nie możemy mieć dzieci jesteśmy 5 lat po ślubie, z powodu mojego, połączyły nas piosenki Pana Seweryna MIĘTOWE POCAŁUNKI, CZEKASZ NA TA JEDNA CHWILE, CHCIAŁEM PODNIEŚĆ na duchu tych wszystkich ludzi którzy słuchają PANA SEWERYNA że jesteśmy i łączymy się z tymi którzy utracili SWOJE UKOCHANE POCIECHY JESTEŚMY Z WAMI mój mail maciejz0@tlen.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Macieju, przepraszam, ale z Twojego maila wydedukowałam, że możesz tak mieć na imię :)
      Dziękuję za Twój bardzo osobisty komentarz... Nie zawsze znajdujemy odpowiedź dlaczego coś lub ktoś kogo bardzo pragniemy nie jest nam dany, albo wręcz przeciwnie zabrany! Przyszło mi na myśl, aby podpowiedzieć Ci stronę www.dlaczego.org.pl może tam znajdziesz tematy, które będą dla Ciebie ważne. Wejdź i sprawdź, może tam kryje się jakaś odpowiedź dla Ciebie, a może to Ty komuś pomożesz pisząc o sobie.
      Ja też nie umiem przejść obojętnie obok piosenek Seweryna Krajewskiego, te utwory, które wymieniłeś oczywiście znam.
      Dziękuję za Twój pełen ciepła komentarz.

      Usuń