sobota, 23 kwietnia 2011

Tam było ci najlepiej, wiem


Znowu jest sobota tym razem inna, bo już świąteczna, a mnie przy Tobie nie ma, mój Synku... Dzwoniłam dzisiaj do Polski, tam padał deszcz, może jutro wyjrzy słońce. Tylko dziadkowie pójdą Cię odwiedzić. Kupią świąteczny stroik, zapalą lampki, wyszepczą cichą modlitwę. Człowiek wznosi się na różne poziomy w swojej tęsknocie. A ja, no cóż... tak po ludzku zazdroszczę tym, którzy jutro pójdą na cmentarz do swoich bliskich. Synku, niedługo już za parę tygodni wracam i nadrobię to wszystko, obiecuję.

Przesyłam Tobie i wszystkim dzieciaczkom, niczym promyk do nieba taką piekną piosenkę, a właściwie jej słowa - Krystyna Prońko "Tam było ci najlepiej, wiem".

"Tam było ci najlepiej, wiem
Cicho... ciepło... ciemno...
I długo śnił się dobry sen że zawsze będziesz ze mną

Tam moje serce stuku puk szeptało ci zaklęcia
A ja czekałam jak na cud jak na małego księcia
Wreszcie już mogę cię synku zobaczyć przytulić i dotknąć
Bo skończyło się długie czekanie i smutna wśród ludzi samotność

Tyś taki bezbronny maleńki w kołysce splecionej z mych ramion
A jutro się do mnie uśmiechniesz i kiedyś tam powiesz mi mamo
Nieraz ci przyjdzie palce gryźć w bezsilnej złości w szlochach
Więc żebyś synku umiał żyć nauczę cię świat kochać.

Pokażę ci gwiazdy i wróble trawy i żółte motyle...
I będziesz tak ładnie się dziwił i pytań zadawał mi tyle
Dziś taki bezradny maleńki w kołysce splecionej z mych ramion
A jutro się do mnie uśmiechniesz i powiesz nie smuć się mamo"

                                                                                 autor tekstu Magdalena Czapińska.

Przepraszam Cię Synku, ale jednak troszkę mi smutno... czy powinnam dopisać - tam jest Ci najlepiej, wiem.


                                                                                                          mama

2 komentarze:

  1. Post wpisany przez "maprzema"

    Droga Claro, wiem jak ciężko żyje się z poczuciem winy, z duszącymi wyrzutami sumienia, że... I tutaj lista jest długa. 6 listopada 2010r na skutek wypadku zmarł mój 21-letni syn. W dniu wypadku spędziliśmy z mężem ok. 10 godz. przed blokiem operacyjnym, wtedy to tylko szok i niedowierzanie, że to się dzieje naprawdę. Ale następnego dnia, gdy leżał już na intensywnej w śpiączce farmakologicznej dotarło do mnie, że być może mój syn nie wie jak bardzo Go kocham. Struchlałam na myśl, że może nie przeżyć, że może nigdy nie dojdzie do pełnego zdrowia, (głównym problemem był obrzęk mózgu ), że nigdy już nie usłyszy ode mnie tego, co skrywałam w sercu.
    W tym miejcu nadmienię, że staraliśmy się wychować naszych trzech synów na twardych facetów i na takich wyrośli. Nie wybaczę sobie tego, że częściej mój syn nie słyszał,jak bardzo Go kocham. Gdy serce, dusza i oczy krzyczały: kocham Cię mój piękny i dobry synku, to usta milczały, milczały także wtedy, gdy powinny powiedzieć: jestem z Ciebie taka dumna, popieram i akceptuje Twoje wybory...
    Zbyt duże wymagania, częste krytyki mające służyć wychowaniu, kształtowaniu charakteru i wiele innych, na pewno odbierał jako przejaw obojętności, czy wręcz braku miłości. I właśnie, to co opisałam w telegraficznym skrócie, a wiem, że nie udało mi się oddać tego, co chciałam powiedzieć, nie daje żyć, będzie mnie gnębić do końca moich dni.
    Dzień w dzień, przez trzy tygodnie, gdy mój syn leżał pod aparaturą ratującą życie, gdzie tak dzielnie walczył o życie, mówiłam Mu jak bardzo Go kocham, prosiłam o wybaczenie, obicywałam, że wynagrodzę Mu moją skrzętnie skrywaną miłość. Niech tylko wyzdrowieje, niech wróci do domu. Pozostało mi tylko mieć nadzieję, że mnie usłyszał, że odszedł ze swiadomością, że był kochany nie tylko przez swoja dziewczynę ale i przez nas - rodziców.
    Teraz, gdy jest już Aniołem, może już wie, ale czy to jakieś pocieczenie dla mnie?
    Podobno to normalne, że rodzice po stracie dziecka mają poczucie winy, czesto wyimaginowane winy, ale znowu zapytam; czy to jakieś pocieszenie dla mnie? Żadne!
    Nawet to, że tego feralnego dnia, nie zeszłam na dół do samochodu razem z nim, gdy wyjeżdżał i nie dopilnowałam, aby zapiął pasy. Pytanie, dlaczego nie przewidziałam tego bedzie rozbrzmiewać w mojej głowie po kres moich dni.
    Czy mój syn mi wybaczy? Nigdy się tego nie dowiem :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Maprzema, po tym Twoim wyznaniu czuję pustkę w głowie. Nie wiem i nie umiem nic powiedzieć. Żałuję tylko, że nie mieszkam na tyle blisko Ciebie, by móc wziąć Cię za rękę, abyś mogła mówić i mówić o swoim Synu bez końca wiem, że człowiek potrzebuje w tym czasie rozmowy, wysłuchania. Nie powinniśmy w czasie żałoby zostawać sami, ja niestety odsunęłam się od ludzi. Dziś wiem, że nie było to dobre. Dużo czułości ode mnie.

    OdpowiedzUsuń

Drogi Gościu,

Zanim napiszesz choćby jedno słowo, nie krytykuj, nie osądzaj, tak od razu! Znasz raptem mój pseudonim, ale nie znasz mojej historii...