piątek, 14 grudnia 2012

Kiedyś SKAŁĄ byłam

Pamiętam, że jeszcze w niedalekiej przeszłości, mój Tata, grzmiał na mnie groźnie, żebym dbała o siebie! Podnosił przy tym rękę, jakby w geście karcenia i wymachując mi przed oczami wołał: "Okręty na morzu stają, a co dopiero człowiek"! Oczywiście przytakiwałam skwapliwie, że ma świętą rację i dalej biegłam, goniona wiatrem. WYDAWAŁO MI SIĘ WÓWCZAS, ŻE PRZEZ MILIONY LAT DESZCZE, PIASKI I BURZE, RZEŹBIŁY MOJĄ POSTAĆ W NAJTWARDSZEJ SKALE ŚWIATA - GRANICIE! Byłam jak wygładzony, wypolerowany posąg, gotowy na stawienie czoła przeciwnościom losu, bez skazy na materiale! Czułam się tak, jakby gładź na mojej granitowej powłoce, zabezpieczała mnie przed mikrourazami, których wokół było pełno! To ja, SKAŁA, miałam być opoką dla moich dzieci po śmierci męża! To na mnie spoczywał obowiazek zbudowania już innych relacji w rodzinie i zabezpieczenia bytu moim najbliższym. Najważniesze stały się dzieci, dom i praca.


Pod granitową powłoką skrzętnie skrywałam uczucia, bo przecież, SKAŁA jest twarda, SKAŁA nie płacze! Tylko czasami, gdy mała Pola szła w sobotnie przedpołudnie na trening, a Filip na spacer z psem, ja brałam album z ostatnimi zdjęciami i dopiero wtedy pozwalałam sobie na łzy. Zdarzało się, że czasami karmiłam swoje wnętrze, czytając mądrości, typu poradniki psychologiczne. Odnotowywałam w nich, że powinnam zakochać się w sobie, pilnie obserwować siebie i spełniać swoje zachcianki, czyli kompendium wiedzy, jak dbać o siebie. Tylko na jedno nie miałam patentu, jak wydłużyć dobę, bo wszyscy byli mniej lub bardziej ważni, a szereg spraw powinnam była zrobić na wczoraj?! Tak więc żyłam w permanentnym stresie, nie mając czasu, siły i pomysłu na zakochanie się w sobie:( Ważniejsza była miłość do dzieci, niż do samej siebie. Widocznie ja, jako dzieło "Boga Wiatrów" i "Boga Wody", nie byłam tak doskonała i silna, jak mi się wtedy wydawało! Nawet nie zauważyłam, że moja wygładzona do tej pory postać, zaczęła pokrywać się pierwszymi rysami. Uczucia, obawy, lęki i żale, bóle somatyczne, to były tąpnięcia w moim organiźmie, które bagatelizowałam, a które wyrzucane były z siłą lawy wulkanicznej, zastygającej na powierzchni mojej skalnej powłoki. Wprawdzie czułam te zawirowania w sobie, ale się nie poddawałam...przecież SKAŁĄ byłam!


I znowu po paru latach, choroba Filipa - schizofrenia, nadciągnęła na mnie nagle z siłą błyskawicy, burzy z piorunami i gradobiciem! A ja SKAŁA, twardo stałam w słońcu i deszczu, nie zdając sobie sprawy z siły jej potęgi! Łudziłam się w swojej naiwności, że nic mnie nie zmorze, że mam za sobą "Bogów Żywiołów", którzy przez miliony lat, tworzyli mnie w granicie, wszak byłam ich, żeby nie powiedzieć, DZIECKIEM! A Oni co, zachowywali się jak twórcy, którzy ukończyli dzieło i kazali mu żyć własnym życiem! Nie chcieli czy też nie mogli obronić mnie przed spustoszeniem, jakie schizofrenia czyniła w moim życiu?! Lęk o syna, moja uwaga skupiona na nim, prawieże dwudziestoczterogodzinny monitoring Filipa, bezsilność, gdy coraz to inne leki pokazywały perfidnie swoje skutki uboczne, jego pobyty w szpitalach! To były te krople deszczu, ostre kawałki lodu, które dzień po dniu, drążyły mnie - SKAŁĘ, wdzierając się przez mikropęknięcia do mojego serca, mózgu i każdej komórki granitowego ciała, by kiedyś zatriumfować! I wreszcie zwycięstwo - woda drążyła skałę tak mozolnie, że ta w końcu pękła!

I oto tydzień temu, w piatek od rana, bardzo źle się czułam. Dopadł mnie pulsujący ból głowy w lewej skroni i ucisk w żołądku. Niestety, pomyliłam te objawy z niestrawnością oraz wydawało mi się, że ból głowy jest promieniującym bólem od stanu zapalnego ucha. Ten dzień jakoś przeszedł do historii, ale nadchodziła sobota, która mogła okazać się brzemienną w skutki. Nudności, poty, dreszcze, wirowanie w oczach i znowu rozsadzający głowę, ból. Wytrzymałam do wieczora, bojąc się przy okazji, aby zadzwonić po pogotowie, bo równie dobrze mogłam usłyszeć, że to objaw niestrawności i blokuję karetkę! Do dziś nie potrafię odpowiedzieć sobie, co się stało, że nagle wstałam z łóżka i wykręciłam numer na pogotowie. Po kilku minutach, ratownicy zmierzyli mi ciśnienie - 190/100 i kazali zbierać się do szpitala. Tam dowiedziałam się, że moje problemy z nadciśnieniem mają podłoże emocjonalne, czyli co, SKAŁA w końcu pękła! Zrobiłam sobie już prezent pod choinkę w postaci ciśnieniomierza, bo przez ostatnie tygodnie, znowu czarne chmury zawisły nademną, a "Bóg Wiatru" nie może, albo nie chce ich rozpędzić. I jeszcze ta myśl, że...przecież SKAŁĄ, to ja już byłam, a teraz jestem tylko trzciną kołyszącą się na wietrze... A może i tak powinnam zacząć myśleć...


"Kiedyś byłam SKAŁĄ dla własnego serca
Kiedyś byłam SKAŁĄ dla własnego ciała
Trawą, cierniem jestem dziś...
Bóg mi daje
Bóg mi odbiera
Kiedyś SKAŁĄ byłam
Lecz nie jestem teraz"
                                                                                                         Clara

8 komentarzy:

  1. Claro, przeczytalam "Kiedys bylam Skala" dobrze, interesujaco piszesz, bo piszesz uczciwie, szczerze, tak jak czujesz, dlatego tak chetnie czytam, dajesz mi duzo do myslenia, pomagasz mi...

    Wiesz ja mysle ze ciagle jestes Skala, jestes silna i madra kiedy piszesz ten blog dla ukochanego Syna, dla siebie samej i dla nas wszystkich...

    Claro, dla Ciebie zawsze byly i beda Twoje dzieci, rodzina na pierwszym miejscu, jak bedzie czas i sila wtedy pomyslisz o sobie.
    Te lata pelne tragedii, walka z okrutna choroba Syna, musialy wplynac na Twoje zdrowie nie tylko psychiczne ale i fizyczne.
    Ale gdybys mogla cofnac czas, jestem pewna ze dalej dawalabys z siebie najwiecej jak mozna dla ukochanego Syna i nie wazne ze zmeczona, spiaca, ze posilki o byle jakich godzinach, zreszta wszystko co sie robilo ustawione bylo pod chorobe, ktora terroryzowala.

    Mysle, ze tylko egoista mysli najpierw o sobie, i dobrze niech tak bedzie jezeli dzieci sa zdrowe, zaradne, samowystarczalne, zreszta wtedy tak powinno byc, oni zreszta wcale nie sa wtedy nawet egoistami, placze sie, ale chodzi mi o to ze jak ma sie chore dziecko i nie wazne w jakim wieku, najpierw dziecko, potem ja, taka Ty jestes i ja tez.

    Kiedy moj Syn, byl zdiagnozowany, ze ma schizofrenie, przeczytalam wszysko co moglam znalezc na ten temat, miedzy innymi byl poradnik dla rodzicow i byly wypunktowane porady i chyba jako pierwsze bylo napisane najpierw Ty potem corka/syn. Od razu wiedzialam ze ta rada nie jest dla mnie, przypomnialo mi sie to kiedy napisalas o podreczniku psychologicznym i co polecaja.

    Claro, jak musisz bedziesz zawsze Skala i nie przeszkodzi Ci w tym gorszy stan zdrowia.

    Dobrze ze w koncu przelamalas to martwienie sie ze moze na darmo wezwiesz pogotowie, a oni tacy zajeci, ja tez taka jestem, probuje walczyc z tego typu lekami.

    Claro, dobrze ze wiesz co bylo zle z Twoim zdrowiem i mysle ze dostalas wlasciwe leki i jest juz lepiej. Zycze Ci zdrowia z calego serca. Teresa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tereniu, uważam, że nie zawsze powinnam komentować wpisy osób czytających moje posty, bo one same w sobie mają taki ładunek emocji i mądrości, że staje się to zbędne.
      Dlatego tylko krótko napiszę, że w sytuacjach ekstremalnych powinniśmy kodować sobie choćby jedno małe, ale jak ważne zdanie: JESTEM TWARDA JAK SKAŁA - NIE STRASZNE MI WICHRY I BURZE! To chyba pomaga brać się z życiem za bary!

      A propos' leków, coś tam dostałam, jak na poczatek delikatnego. Podstawa jest obserwacja, czyli mierzenie ciśnienia 2 x dziennie.
      Dziękuję i Ty też popatruj na siebie z czułością, podobno wcale to nie jest łatwe na początek.

      Usuń
  2. Claro, krotko jeszcze raz, przepraszam ze poprzestawialam slowa w tytule "Kiedys Skala bylam", wiesz mialam napisany do Ciebie lepszy komentarz i byl juz prawie skonczony, niechcacy cos puknelam i zniknal, ale nie bylam zla tylko zaczelam pisac od nowa. W kazdym razie mam uczucie ze w tym pierwszym lepiej napisalam to co chcialam.

    Claro, trzcina na wietrze tez jestes, ladny wiersz napisalas. Teresa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tereniu, wiesz ile razy ja piszę komentarze i w coś jak to fajnie ujęłaś "puknę". Oczywiście cały tekst idzie w eter, a ja wtedy klnę jak spod budki z piwem!

      Niestety, to krótkie dzieło na końcu posta nie do końca jest mojego autorstwa, bo kiedy pisałam przyszły mi na myśl słowa piosenki Kayah:

      "Kiedyś byłam różą dla twojego serca
      Kiedyś byłam różą twoją
      Cierniem jestem dziś
      Gdy się przyglądasz mi
      Nie kobietą
      Bóg mi daje
      Bóg mi odbiera
      Kiedyś różą byłam
      Lecz nie jestem teraz"

      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Claro, rzadko teraz tu coś wpisuję, ale często zaglądam i przyznam zmartwiłam się kiedy tak długo nic nie napisałaś, że coś złego się stało z Twoim Tatą. Ale na szczęście to "tylko" Twoja mała niedyspozycja. Mam nadzieję, że chociaż spróbujesz zwolnić i pomyśleć o swoim zdrowiu. Chociaż myślę, że nam, matkom schizofreników, szczególnie trudno być rozsądnym i nie kierować się emocjami, kiedy nasze codzienne życie to huśtawka emocjonalna. Życzę dużo zdrowia i czasu dla siebie. Maria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mario, na szczęście to nie mój Tata, tylko mnie trochę tąpneło :( Jak na odpowiedzialnego pacjenta przystało mierzę 2 x dziennie ciśnienie. Martwi mnie ból głowy, który nie chce mi odpuścić od feralnego incydentu, dlatego idę do neurologa.

      To prawda, że kiedy nasze otoczenie choruje, nas dopadają wahania nastrojów z którymi ciężko sobie poradzić.

      Mario, przyjmij serdeczne życzenia, aby czas Bożego Narodzenia był dla Ciebie i Twoich bliskich czasem radości i nadziei.

      Usuń
  4. Claro! I skala czasami tez peka, nawet najtwardsza. Cos o tym wiem, prosze mierz cisnienie, i dbaj o siebie.
    Na prezent od Mikolaja pod choinke, prosze sobie zrobic wszystkie podstawowe (kiedys), kontrolne badania.


    Zasmucilas mnie:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ataner, moja Kochana, dochodzę do smutnego wniosku, że w Polsce, żeby się leczyć trzeba mieć walizkę pieniędzy na wizyty w gabinetach prywatnych i kontakty, inaczej kiepski żywot! Najbliższy termin do neurologa na NFZ, to 27 luty 2013, czyli wyboru nie mam!
      Widzisz, próbuję dbać o siebie, ale wczoraj lekarz neurolog (poszłam ze skierowaniem do szpitala na neurologię), robił wszystko przez 3 godz., żeby mnie tylko nie przyjąć na oddział! To, że przez 10 dni non stop boli mnie głowa, to PIKUŚ, że drętwieje mi lewa ręka, to nic groźnego. JA SIĘ NIE UŻALAM - JA SIĘ WŚCIEKAM!

      Ataner, na nadchodzące Boże Narodzenie, dużo dobroci dla Ciebie i Twoich bliskich, a pod choinką znajdź zdrowie, miłość i radość w sercu.

      Usuń

Drogi Gościu,

Zanim napiszesz choćby jedno słowo, nie krytykuj, nie osądzaj, tak od razu! Znasz raptem mój pseudonim, ale nie znasz mojej historii...