piątek, 23 listopada 2012

Z trwogą choroby dotykam

Parę tygodni temu, dowiedziałam się, że mój Tata jest ciężko chory, mimo iż zewnętrznie wygląda całkiem dobrze. Jednak choroba toczy go od środka w zastraszającym tempie! Lekarz prowadzący, powiedział, że nic już nie da się zrobić, że żadne leki nie pomogą. Spojrzał przy tym wymownie w kartę historii choroby, twierdząc, że rozpoznanie nastąpiło zbyt późno z powodu opieszałości pacjenta i, że dziesięć lat wcześniej, był już to drugi stopień nowotworu, że miał szczęście żyć tak długo z tą chorobą. Gdy wyszłam do rodziców, czekających w poczekalni, wiedziałam już, że od tego momentu muszę założyć maskę i brać udział w pierwszym akcie kolejnego dramatu. Oboje patrzyli na mnie badawczo, próbując sprawdzić mnie czy  ich nie oszukuję. A ja z wystudiowanym wcześniej uśmiechem patrzyłam im w oczy i mówiłam tekst, który oni pragnęli za wszelką cenę usłyszeć! Wiedziałam, że gdyby mój Tata, poznał prawdę położyłby się do łóżka i już nie wstał! Szczególnie teraz jest bardzo słaby psychicznie, a zarazem nie poddaje się! Walczy do ostatniego naboju - tak mawia o sobie! Za każdym razem kłamię i wiem, że to przynosi im spokój i jakąś nadzieję. Lekarz rodzinny, obstawała przy tym, aby powiedzieć Tacie prawdę, że...powoli dobija do brzegu. Nie zgodziłam się na takie postawienie sprawy, znając Jego psychikę! Nawet pani psycholog, gdy zapytałam ją o radę, poparła mnie, że nie byłby to dobry pomysł.

Często słyszymy, że chory ma prawo poznać prawdę, aby mieć czas na uporządkowanie swoich spraw, pożegnać się z bliskimi, czy tak po ludzku poprosić o wybaczenie, żeby odejśc w spokoju. Słowa, które usłyszałam od lekarza znowu zabrzmiały dla mnie, jak wyrok! Jestem bardzo mocno związana z moimi Rodzicami i bez względu na to ile mają lat chciałabym, aby odeszli jak najpóźniej. Gdy ktoś, próbując pocieszyć mnie, mówi, że mój Tata i tak dożył pięknego wieku, robi mi się przykro, bo czuję, że znowu KTOŚ tam u góry, chce zabrać mi najbliższą osobę!

Dlaczego w ogóle o tym piszę, jaki to ma związek z chorobą mojego syna? Uważam, że ma i to ogromny. Sama próbuję zadawać sobie pytania: czy można przygotować się na śmierć bliskiej osoby, skoro znamy już wyrok i wiemy, że trawi ją choroba, że najdalej za kilka miesięcy odejdzie z tego świata? Czy też lepiej jest dla tych, którzy zostają, aby "śmierć w czarne koronki spowita", jak kiedyś pisałam o niej, zapukała do nas i nagle, bezlitośnie zabrała kogoś do "Krainy Cieni"? Czy jest na to jakaś logiczna odpowiedź? Wydaje mi się, że nie ma! Każda śmierć jest traumatycznym przeżyciem, nieważne czy nagła typu: wypadek, samobójstwo, czy powolne odchodzenie! Musimy zmierzyć się z bólem, z etapami żałoby i wreszcie, z akceptacją tego ciężkiego zdarzenia! Tylko jak to zrobić, jak przez to przejść? Nie wszystkim udaje sie to od razu. Niektórzy zatrzymują się na jakimś etapie żałoby i nie mogą zrobić kroku do przodu! Mój syn, chory na ciężką postać schizofrenii, popełnił samobójstwo! Przecież parę godzin wcześniej romawiałam z nim, obiecując, że za trzy dni przyjadę do niego (leżał w Instytucie), a kilka godzin później dostałam wiadomość, że nie żyje! Szok, lament, niedowierzanie, wykrzykiwanie na lekarza, że "zabiliście mi syna"! Walka o życie mojego męża trwała około tygodnia, też odszedł nagle - nie było ratunku!

A teraz doświadczam powolnego odchodzenia mojego Taty! Każdy dzień jest nam darowany! Patrzę na Niego i próbuję zapamiętać jak najwięcej, nawet nasze sprzeczki o przyjmowanie leków - wszystko jest ważne! Gdy wracam do siebie, do domu, chce mi się płakać, że znowu minął bezpowrotnie kolejny dzień, a rano cieszę się, że będzie mi dane być przy Nim i przy mojej Mamie. Usłyszałam od pewnej osoby znamienne słowa, aby teraz cieszyć się każdym dniem, bo na żałobę przyjdzie czas! Próbuję więc wyrywać to, co najlepsze dla nas wszystkich! Jestem już spokojniejsza, nie denerwuję się na Tatę, że jest uparty i nie chce np. pójść do lekarza! Już nie walczę, złożyłam broń, bo znowu choroba wygrała z nami! Teraz chcę już tylko spokoju dla Taty i radości po kawałku wyrywanej z życia! Cóż wiecęj mogę zrobić dla Niego i siebie? Być z Nim i dla Niego! Takie trudne, a zarazem takie łatwe...
                                                                                                                   Clara

                         






35 komentarzy:

  1. Claro, masz racje kazda strata ukochanej bliskiej osoby jest bolesna, zawsze jest trudno z tym pogodzic sie. Dawno temu umarli mi rodzice, ponad 20 lat temu, plakalam, cierpialam, najpierw tato na serce, mama na raka, tez gralam, mama miala operacje, mowilam ze wszystko bedzie dobrze, mama umarla w szpitalu bylam z nia, potem przez wiele miesiecy snila mi sie, byly to raczej nieprzyjemne sny. Moj Syn 17 lat temu, mial wtedy 17 lat byl diagnozowany ze ma schizofrenie, bylismy z mezem w takim szoku ze doslownie myslelismy o zakonczeniu zycia dla nas trojga, syn byl w zupelnie innym swiecie, w tak okrutnym swiecie ze tylko cierpial,meczyl sie. Syna zabrala mi schizofrenia 4 miesiace temu,ja tak cierpie ze mozna zwariowac, nie moge wytrzymac tego ze nie ma mojego , jedynego ukochanego Syna. A to ja mialam umrzec, 5 lat temu dostalam dwie diagnozy jak wyroki smierci motor neurone disease, nerwy umieraja trace miesnie, jestem mocno niepelnosprawna, nie chce napisac kaleka, mialam tez operacje na raka piersi, mam tez powazna wade chorobe serca. Claro, nie umialam wyslac komentarza 2 tygodnie temu dlatego napisalam e-mail do ciebie. twoj email byl w jakims komentarzu, ale chyba nie dostalas. Teresa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Tereso, przepraszam, ale nie sprawdzałam poczty od dawna. Jeśli dotarł do mnie Twój e-mail, oczywiście odpiszę na niego. Opisałaś historię własnego życia, bardzo trudnego, to nie jest samoużalanie się nad sobą! TY opiszujesz fakty strasznie trudne do przeżycia. Wszystko boli, człowiek nie ma świadomości czy przeżyje w tej traumie kolejny dzień! Stoimy wtedy na krawędzi emocjonalnej, raczej nie chcąc żyć! Bardzo współczuję Ci każdej straty, szczególnie Syna. Kiedy rodzic traci Dziecko, bez względu na wiek, to jest największy gwałt na naturze! Właściwie doświadczyłaś już każdego rodzaju bólu. Nie dostaniemy odpowiedzi dlaczego, tak się dzieje! Ja odgrażałam się P.Bogu, dostając nawet przyzwolenie od księży. Tereso, zajrzyj na stronę www.dlaczego.org.pl, tam jest teraz Twoje mijsce, gdzie zawsze dostaniesz dla siebie wsparcie i słowa pocieszenia.
      Mocno Cię przytulam.

      Usuń
    2. Witaj Claro, dawno temu kiedy bylam mloda czesto zaczynalam listy od "witaj" i Ty mi przypomnialas to. Claro masz racje, musze powtorzyc po Tobie stracic Dziecko jest najwiekszym gwaltem na naturze, nie powinno byc nigdy tak ze dziecko umiera przed rodzicem. Kiedy moj Syn Tomek umarl nie modlam uwierzyc ze tak cierpie, waruje z rozpaczy, a zyje, tak bardzo bolalo ze nie mozna nic zrobic cofnac czasu, zeby Tomek byl spowrotem, Tomka nie ma a ja jestem. Napisalam bolalo a to przeciez ciagle boli. Wolalam do Boga "Oddaj mi Tomka" i znowu oddaj mi Tomka. Claro, ja zupelnie przypadkowo znalazlam Twoj blog,zaczelam wszystko czytac, bylam jak opetana cala noc czytalam, tak bardzo rozumialam Twojego Syna, jego cierpienie, Twoje cierpienie, ta cala walke z ta okrutna choroba. I wolalam do Tomka tak jak by byl ze mna i wolalam w czasie teraznijszym ze jest Chlopak, ktory ma podobne problemy-przymusy a nawet takie same, bo Tomek zawsze mowil ze nikt tak zle nie ma zeby np. napisy meczyly, tak jakbym myslala ze bedzie latwiej Tomkowi, ale na wszystko juz za pozno, nie ma mojego Syna, nie ma Twojego Syna. Claro, dziekuje za wsparcie, poslucham sie i wejde na strone o ktorej piszesz. Trzymaj sie. Teresa

      Usuń
    3. Dobry wieczór Tereso, piszę tak, bo u mnie głęboka noc. Może napisałam w którymś poście, że kiedy zmarł mój syn, ja potrafiłam gniewnie i z wielkim żalem wygadywać: "Panie Boże, nie dość, że zabrałeś mi męża, a dzieciom ojca, to jeszcze zabrałeś mi syna? Mało Ci było, więc zabrałeś go do siebie?!" I wiesz, co usłyszałam od pewnego księdza, że ja mam prawo wykrzyczeć swój ból w stosunku do Boga, bo wtedy wyrzucam kawałek cierpienia, a rodzi się miejsce na ulgę i wyciszenie. Gdy opowiedziałam mu o chorobie mojego syna, on rzekł mi jeszcze COŚ...Gdyby zapytała mnie pani, gdzie może teraz przebywać pani syn, ja bez wahania odpowiedziałbym, że z pewnością jest już blisko Pana Boga, a wie pani dlaczego? Bo on przeszedł już czyściec i piekło, tutaj na ziemi ze swoją chorobą! To ona była dla niego tym cierpieniem nie do zniesienia!"

      Tereso, chyba mogłabym bez cienia ironii, powiedzieć o Tobie, Św.Tereso, a może dla naszego dobra i nadzei dopuśćmy religię i zastanówmy się nad sensem tych słów? Mam tylko nadzieję, że może nasi Chłopcy odnaleźli się tam po drugiej stronie i są blisko siebie?! Kto wie? Tereso, a kto nam zabroni marzyć?

      Usuń
    4. Witaj Claro, mocno przesadzilas ze Sw.Teresa, ale i tak jestem Ci wdzieczna. Wiesz ja nie jestem tak prawidlowo wierzaca, praktykujaca, tylko gdzies gleboko mysle, ze Bog musi byc. Moj Syn Tomek podobnie mowil ze nie wierzy, ale czesto padal na kolana, zegnal sie i po swojemu prosil o pomoc kiedy bal sie problemu, kiedy bal sie polozyc w lozku, bo lozko go wyrzucalo. To prawda co ksiadz powiedzial i Twoj Syn i moj Syn przeszli pieklo na ziemi. Tak bardzo chcialabym wierzyc w to drugie zycie, tak jak piszesz tam po drugiej stronie i zeby tak nasi Chlopcy spotkali sie, nareszcie w spokoju, nawet na wesolo mogli porozmawiac. Tak bardzo nalezy sie naszym Synom to spokojne zycie bez tych wszystkich problemow. Tomek zawsze o chorych na schizofrenie mowil w specjalny sposob wiedzac przez co kazdy z nich przechodzi, mowil moi ludzie, mowil ze chcialby miec taka prace zeby im pomagac ale z kazdym dniem zycie dla Tomka stawalo sie coraz trudniejsze. Claro, marze wiec teraz i zeby to bylo mozliwe ze w koncu nasi Synowie maja wewnetrzny spokoj i tam na pewno nie ma demonow. Teresa

      Usuń
    5. Ponownie, dobry wieczór Tereso, chyba na początku powinnam delikatnie Ciebie przeprosić, bo zagalopowałam się z tą świętością, jako religią, niestety! Z tego wypływa dla mnie, aby nie szafować słowami, jeśli kogoś nie zna się bliżej, przepraszam! Mam tylko nadzieję, że uwierzyłaś w szczerość moich porównań, co do osoby, kobiety i Matki, która tak wiele problemów i cierpień musiała dziwgać na swoich barkach.
      Tereso, w takich momentach, gdy traci się dziecko, wiara człowieka, nawet mocno wierzącego, chwieje się w posadach! Też chciałabym wierzyć na 100%, że tam po tej drugiej stronie, jest to lepsze i szczęśliwsze życie, że nie jesteśmy tylko materią, która ulega rozkładowi, to byłoby smutne...
      Czasami, czytanie fragmentów "Pisma Świętego", nie przynosi żadnego ukojenia, a są dni, że przepełnia mnie radość, że gdzieś jest ten lepszy, radośniejszy świat bez bólu i cierpienia.
      Tereso, wszystkie matki na świecie, bez względu na okoliczności w jakich Ich Dzieci odeszły, będą czuły ból, tylko, że ten ból zmienia swoją siłę...
      Pozdrawiam Cię serdecznie

      Usuń
    6. Dzien dobry Claro, u mnie goracy dzien, dokladnie 12.50 w poludnie. Teraz juz musze otwarcie napisac ze porownanie do Sw.Teresy tylko mnie ucieszylo, ale chcialam byc skromna (to skromna powinnam byla napisac wyjasniajac Annie), bo w zasadzie ja jestem skromna, dlatego napisalam ze przesadzasz i jeszcze glupia niepotrzebnie dodalam mocno. Teraz nie bede skromna i napisze ze moj ex tez mowil czasami ze jestem swieta, pamietam tez kiedy przychdzilam do Tomka do szpitala, a przychodzilam codziennie i bylam tam pol dnia, wiec chorzy-pacjenci znali mnie i jeden z nich czesto rozmawial ze mna nazywal mnie Sw. Matka Teresa, bylam bardzo wzruszona gdy tak mowil.

      Claro, jestes mi bardzo bliska i lubie Cie, moze lepiej znam Cie niz Ty mnie, bo wszystko przeczytalam, masz racje czasami lepiej uwazac jak sie kogos dobrze nie zna co sie pisze i pisze to glownie o sobie, bo Ty jestes bardzo taktowna, jestes mila do osob co pisza do Ciebie, wiem ze jestes dobra. Umiesz pisac, wiem jak bardzo uczuciowo piszesz, przeciez ten blog jest o Twoim ukochanym Dziecku, Twoj jedyny Syn, dla Niego piszesz.

      Claro, pozdrawiam serdecznie, Teresa

      Usuń
  2. Claro, Tereso...kiedy czytam Wasze słowa, zastanawiam się jak człowiek tak wiele może znieść...ja sama często czuję że więcej znieść nie dam rady, cierpię na nerwicę, a to ból zarówno fizyczny jak i psychiczny, nie pozwalający na spokojne wyjście z domu. Zacytuję słowa Jana Pawła II,które przeczytałam kiedyś:
    "Drodzy przyjaciele, obarczeni ciężarem cierpienia, wy stoicie w pierwszym szeregu tych, których Bóg miłuje. Starajcie się być wielkodusznymi świadkami tej szczególnie cennej miłości, składając dar ze swojego cierpienia, które tak bardzo może się przyczynić do zbawienia ludzkości"
    Tereso, Claro życzę dużo siły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Diekuje Ci za wszysko co napisalas do mnie i do Clary,dodatkowo czuje sie zaszczycona podwojnie ze piszesz do mnie tak milo i ze jestem jak gdyby razem z Clara, jak napisalas "Claro, Tereso..." wzruszylo mnie to. Wiem ze jestes dobra, wspolczuje Ci w Twojej chorobie i tez zycze duzo sily. Trzymaj sie dzielnie. Teresa

      Usuń
    2. Witaj, serdecznie dziękuję Ci, że właśnie zacytowałaś słowa naszego Papieża. Był On i jest dla mnie wielkim autorytetrm. Te słowa pozwalaja zatrzymać się na chwilę i pomedytować nad ich sensem. Dziękuję :)
      To ja życzę Tobie ogrom siły w walce z chorobą. Dobrze znam jej symptomy.
      Pozdrawiam Cię ciepło w te łzawo-pochmurne dni.



      Usuń
    3. Tereso, jeszcze raz do Ciebie. Wydaje mi się, że Pani, która tak ładnie napisała do nas być może pomyślała sobie, że w stracie naszych Synów, chorujących na tę samą chorobę, rozumiemy się bez słów. Dziękując raz jeszcze, podaję dłoń Tobie i Naszej Pani w geście współczucia i wirtualnej sympatii. :)

      Usuń
  3. Modlę się o siły dla pani i za pani ojca aby od razu Pan go przyjął do siebie. Za pani syna też.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marysiu, sredecznie dziekuję Ci za te intencje. Wiem, że teraz tylko modlitwa może Im pomóc. To jest piękne, nie znamy się, a jednak Ty chcesz na swój sposób pomóc moim bliskim.

      Usuń
  4. Claro, piszac ten blog pomagasz wielu osobom. Przykladem moze byc komentarz Teresy, jestesmy tylko ludzmi i czasami bol laczy nas i pomaga przetrwac, usniezyc cierpienie. Czasami drobny gest moze zdzialac cuda.
    Wszystkiego co najlepsze zycze Ci Claro, usciski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ataner, kiedy u Ciebie jeszcze dzień, u mnie prawie północ :( Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałabym, aby mój blog przybliżył ludziom tę chorobę i ukazał cierpienie samego chorego oraz rodziny. Przed laty, gdy widziałam napis nad wejściem na "Oddział Psychiatryczny", czułam bliżej nie wyjaśniony lęk, co może się dziać za tymi zamkniętymi drzwiami oraz był to tylko zlepek liter wygladających groźnie!
      Ataner, przy okazji, życzę Ci, aby polskim zwyczajem zakradł się do Ciebie Św.Mikołaj i włożył do wypastowanego bucika coś o czym marzyłaś :)

      Usuń
    2. Ataner, masz racje ze blog Clary pomaga mi, nie rozumie tylko dlaczego napisalas "...jestesmy tylko ludzmi i czasami bol laczy..." Clara jest mi bliska bo przechodzila przez to samo co ja, patrzyla na cierpienie ukochanego Syna i byla bezsilna zeby pomoc, nie masz pojecia jak to boli, Clara wie i ja wiem. Kiedy jechalam a Syn nagle zobaczyl jakas reklame napis czy to na budynku czy na jakims samochodzie i nie zdazyl przeczytac czy zapamietac, trzeba bylo wracac i nie problem w tym zeby wracac ale to cale przerazenie mojego Syna, paniczny lek, kto to zrozumie, jak ja nie moglam. Daje ten przyklad bo Clara tez musiala zawracac zeby jej Syn mogl cos przeczytac. I tez dla niej nie problem byl w zawracaniu, tylko w tym jak te napisy, rejestracje samochodowe meczyly panicznie naszych Synow. Clara chce przyblizyc ludziom ta chorobe, to czytelniku sprobuj przez chwile pomyslec wchodzisz to centrum shopping z zamiarem kupienia czegos a tu tyle reklam wokol czytasz jedna a tu zaraz jest nastepna i nastepna, ale zaraz zaraz co bylo na tej pierwszej czy dobrze pamietam, moze trzeba zapisac, bo jak wroce do domu i nie bede pamietac co wtedy i jest paniczny lek, przerazenie do bolu bo widze to w twarzy mojego Syna. Czy ty mozesz do zrozumiec Czytelniku? Wiec nie dziw sie ze ktos cos robi dziwnego. Ataner przepraszam ze na pisaniu do Ciebie zeszlam na ogolnie do Czytelnika. Codziennie, co chwile ktos umiera, dzieci umieraja, dowiadujemy sie o tym z gazety, tv,radia czasami od znajomych oczywiscie ze wspoczuje szczegolnie matkom, ale nie sadze ze to ich cierpienie przybliza nas. Clara jest mi bliska przede wszystkim, bo wiem jak bardzo jej Syn cierpial i jak przerazajaco bezradne bylysmy. Pozdrawiam Teresa

      Usuń
    3. Tereso, jesli urazilam Cie moim komentarzem, to bardzo przepraszam.
      Piszac, ze jestesmy tylko ludzmi, mialam na mysli to, ze czasami wlasnie obcy ludzie sa bardziej przyjazni niz rodzina, czy najblizsi.


      Usuń
    4. Ataner, dzieki ze odpisalas na moj komentarz, to mnie wlasciwie nie urazilo tylko zaniepokoilo ze moge byc zle zrozumiana i dobrze ze sobie wyjasniamy. Masz zupelna racje ze czasami a moze i czesto lepiej dogadujemy sie i mamy wiecej pomocy od obcych niz od rodziny czy bliskich znajomych. Pozdrawiam serdecznie Teresa

      Usuń
  5. Znalazłam linka do tej strony w komentarzach innego bloga, gdzie bywałam często. Zainteresował mnie temat, postanowiłam przeczytać od początku i...niestety. Oczy odpadają od wpatrywania się w jasnoszare literki na ciemnoszarym, niejednolitym tle, który w dodatku nie przesuwa się razem z tekstem. Fatalny wybór formatowania dla bloga, gdzie ważna jest treść, informacja, trudny przekaz. Taki sposób prezentowania treści jest bardzo męczący dla wzroku (lepsza jest czarna czcionka na białym tle, a przynajmniej jasny na ciemnym). Szkoda. Bo i temat ważny i sposób pisania (oceniam po sześciu pierwszych postach) sprawia, że chłonie się słowa gładko. Jednak ja odpuszczam, pewnie nie ja jedyna - znam osoby, które nawet mają taką zasadę, by odpuszczać blogi, gdzie jasny tekst jest pisany na ciemnym tle. Szkoda oczu.... Pozdrawiam i życzę dużo, dużo spokoju. Małgorzata K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobry wieczór Małgorzato, z jednej strony dziękuję Ci za wskazówki, co do tego formatowani etc., ale muszę się przyznać, że to o czym piszesz, jest dla mnie na poziomie kosmosu lub czarnej magii! Nie jestem tak lotna w tematach dotyczących informatyki, stąd przepraszam Ciebie i wszystkich Czytelników, że nie sprostałam oczekiwaniu.

      W swoim komentarzu, wspominasz o tle i kolorze czcionki. Tak się składa, że przy wyborze tła, bardzo ucieszyłam się właśnie z niego, nie myśląc, że źle będzie się czytało :( Wybrałam, akurat to tło, ponieważ pewne jego elementy, jak choćby telefon, czy kanapa były i są bliskie mnie, a wcześniej mojej rodzinie. Mój syn bardzo dobrze czuł się w pokoju, urządzonym w podobnym stylu. To tło więc w szególny sposób wiąże mnie z synem, patrząc na nie przypominam sobie sytuacje, które dotyczyły jego.
      Dziękuję za rady, ale z moim poziomem wiedzy w tej kwestii, będzie mi trudno, zmienić cokolwiek.
      Pozdrawiam Cię serdecznie.

      Usuń
    2. Rozumiem, Claro, ja nie piszę bloga, więc nie wiem, jakie są techniczne możliwości zmiany tego. Wiem tylko, że jest to możliwe, bo są blogi, które wyglądają inaczej, nie wszystkie mają kolorowe tło. Może zatem kogoś poprosić o pomoc, miałabyś kogo? Bo jeśli nie, to ja mogę popytać wśród znajomych o jakieś wskazówki, jeśli oczywiście zechcesz, to tylko luźna i życzliwa propozycja. Te wszystkie ważne przedmioty, które są w tle nie muszą znikać całkiem, można je przesunąć na boki (będą nawet bardziej widoczne). A to co najważniejsze, Twoje słowa, emocje, wiadomości, wspomnienia, będą na planie pierwszym. Również Cię pozdrawiam i przesyłam mnóstwo ciepła dla Ciebie. Małgosia

      Usuń
    3. Małgosiu, moja córka przyjeżdża na święta i może poeksperymentuje z delikatnym rozjaśnieniem tła. Natomiast kanapa, telefon, ramki, czyli cały ten drugi plan musi pozostać - zżyłam się z nim.
      Jeszcze raz dziękuję za podpowiedź.

      Usuń
  6. Malgorzato, nie jestem Clara tylko Teresa, przeczytalam Twoj komentarz i oniemialam, mam nadzieje ze wejdziesz w ten blog chociaz raz i przeczytasz to co pisze. Krytykujerz, pouczasz i jakie mocne slowa FATALNY... zastanow sie nad soba, mowie zupelnie powaznie. Na blog Clary weszlam zupelnie przypadkowo, czytalam, plakalam i nawet placz nie utrudnial mi czytania nawet mi do glowy nie przyszlo ze trudno sie czyta, chociaz to nieprawda ze lekko sie czyta, czyta sie trudna ale nie z powodu czcionki czy tla tylko z powodu tego co Clara pisze. Dodam jeszcze ze jestem stara do czytania uzywam okulary. A najlepsze jest ze jednoczesnie napisalas "...chlonie sie slowa gladko" Musze miec racje Ty jestes z tych co musza sie czepiac, pouczac i zawsze szukaja dziury w calym. Teresa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tereso, coś chyba nie tak. Małgorzata napisała dokładnie to, co i mnie przeszło przez myśl kiedy zaczęłam czytać tego bloga. Bardzo źle się to czyta. Nie z powodu treści, ale właśnie z powodu koloru tła i liter. To raczej Clara była uprawniona do odpowiedzi i zrobiła to. Wyjaśniła dlaczego tak wybrała i ja to przyjmuję do wiadomości, co nie znaczy, że będzie się czytało lepiej. To jej wybór i ja go szanuję, co nie zmienia faktu, że czytając muszę robić przerwy ponieważ oczy się męczą. Chyba jesteś strasznie przewrażliwiona i we wszystkim co ktoś napisze szukasz drugiego dna. Pod jednym tylko postem przeprasza Cię Clara, Ataner i może jeszcze Małgorzata miałaby przeprosić? Przepraszają, choć nie napisały nic, co mogłoby Cię urazić. Bez przesady. Zarzucasz Małgorzacie czepianie się, choć to Ty czepiasz się każdego słowa.
      Jeśli mamy się tu tłumaczyć z każdego, nawet nie napisanego do Ciebie, tylko do Clary słowa, to raczej miło nie będzie. Dlatego proszę- oczekujesz zrozumienia, staraj się zrozumieć innych.

      Claro, przeczytam z pewnością Twojego bloga. Powolutku, na raty, ale przeczytam. Życzę Ci spokoju i siły. Wiem, że znowu będziesz jej potrzebować, bo sama przechodziłam przez to kiedy odchodził mój tata. Też nie wiedział wszystkiego o swoim stanie zdrowia. Choć nie jestem do końca pewna. Może to było tak, że on nie chciał martwić nas, a my Jego?
      Anna

      Usuń
    2. Anno, jestes w bledzie Clara mnie nigdzie nie przepraszala, bo nie bylo powodu a z Ataner wyjasnilysmy sobie nieporozumienie i tak powinno byc, nie mam do niej zadnych pretensji. Piszesz ze nie powinnam komentowac Malgorzaty komentarza, a niby dlaczego nie, robisz zreszta to samo, z Twojego punktu widzenia nie powinnas oddpowiadac mi pozwol zrobic to Malgorzacie. Mozna zrobic uwage ze litery, kolor cos komus utrudnia ale nie w taki sposob jak zrobila to Malgorzata. Kiedy pierwszy raz weszlam na Clary blog wiedzial ze ta sciana, obrazy, telefon, kanapa sa wazne. Anno, nie pouczaj mnie ze komentarz nie byl dla mnie, szczegolnie wtedy kiedy sama komentujesz moj komentarz do Malgorzaty. Szkoda ze wychowujemy sie tutaj wzajemnie jak blog jest o przyblizeniu Czytelnikowi tej okrutnej choroby schizofrenii, te nasze problemy az grzech nazywac to co sobie wytykamy problemami, to przez co codziennie przechodza chorzy na schizofrenie to sa okrutne, straszne problemy, ze nawet kiedy uda im sie zlapac na na chwile jakas radosc, to zaraz to znika bo pojawia sie mysl jak to mozliwe ze moze byc dobrze i jest znowu koszmarnie. Teresa

      Usuń
    3. Anno, ojej teraz dopiero musze sie tlumaczyc, masz racje i Clara mnie przeprasza, przeczytalam Twoj komentarz i od razu odpisalam, nie czytajac innych komentarzy. W zyciu bym sie nie spodziewala ze Clara mnie bedzie przepraszac. Clara w jednym z komentarzy napisala "...powiedziec o Tobie Sw.Teresa..." a ja odpisalam pol zartem pol serio "...mocno przesadzilas ze Sw.Teresa ale i tak jestem Ci wdzieczna", bo tak naprawde to sie ucieszylam z porownania do Sw.Teresy, ale uznalam ze wypada napisac ze do przesada, wiec napisalam ze to mocna przesada ale zaraz dodalam ze jestem wdzieczna. Teresa

      Usuń
  7. Byłam i jestem na Twoim blogu, Clara Fabio.Przychodzę TU dla CIEBIE, Claro, ale nie dla religijności, która teraz blog już zdominowała.Dominacja czegokolwiek/kogokolwiek była i jest moim wrogiem.Wciąż mnie ona dotyka i boli, ale jakoś sobie radzę z dominacją.Gorzej idzie mi z przerwaniem milczenia na temat bólu po śmierci Męża.Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrochno, sprawiasz mi swoim komentarzem ogromną radość, że zaglądasz tu dla mnie samej, to cieszy!
      Przy okazji spróbuję wyjaśnić Ci mój punkt widzenia odnośnie religijności zawartej na łamach tego bloga.
      Wydaje mi się, że czasami są w naszym, albo lepiej napiszę, w moim życiu chwile, że muszę i chcę odwołać się do Pana Boga. Raz jest to wściekłość i wygrażanie za to, co spotkało mnie i moją córkę, a przede wszystkim tych, którzy odeszli, czyli mojego męża i syna. Niestety, nie jestem, aż tak mocno wierząca, jakbym tego chciała! Zdarzają mi się przypływy wiary, tak jak modlitwa w parku, kiedy to moja córka pisała testy egzaminacyjne i być może wiele innych sytuacji podkreślonych w tym blogu. Może faktycznie coś jest w tym, że jak trwoga, to do Boga, ale częśniej odpływy. Zwracałam się do Pana Boga, gdy błagałam Go o to,żeby diagnoza była inna, niż schizofrenia, przykładów mogę mnożyć. Widzisz, nie mogę nie napisać o Bogu, gdy w danym momencie mojego życia, On w nim uczestniczy. Czasami odgrażam się Jemu i to ostro, a kiedy indziej prawie na kolanach, żebrzę o Jego miłosierdzie. Przez lata choroby syna, modliłam się do Niego o łaskę zdrowia dla niego, potem odgrażałam się Jemu, a teraz proszę, aby mój syn był blżej Niego.
      Dobrochno, jeżeli tylko masz ochotę, pisz, nawet jeśli nie jest to na temat.
      Pozdrawiam

      Usuń
  8. Claro, przeczytam komentarze na Twoim blogu z wielkim zainteresowaniwem i nie zgadzam sie z opinia, ze Twoj blog jest "nieczytelny", wrecz przeciwnie ( i nie jest to slodzenie).
    Uwazam, ze szata graficzna Twojego bloga jest wyrazna i przezroczysta. Ciemne tlo i jasne litery sa widoczne i jak najbardziej do odczytania, ja jestem slepota i czytam w okularach, i nie mam zadnego problemu z przeczytaniem Twoich postow.
    Komputery, to takie dziwne i jednoczesnie latwe stworzonka sa do opanowania. Czasami wystarczy nacisnac klawisz pod tytulem "control"and "plus"(powieksza trzcionke) i wszystko widac lepiej i wtedy nawet widze bez okularow.
    Bardzo czesto uzywam tych klawiszy i to pomaga.
    Ja jestem troszke komputerowa baba, kiedys mialam taka komentatorke ktora zarzucala mi, ze u mnie na blogu wszystko jest na fioletowo. Po jakims czasie okazalo sie, ze jej komputer padl, i pozniej mnie przeprosila, a tak swoja droga , wyobrazasz sobie mnie w filetach:))))

    Wiec , jako pierwsza mowie Ci, nic nie zmieniaj!

    Claro! Dziekuje Ci za mikolajkowe zyczenia , a ja w tym wypastowanym buciku skladam zyczenie, aby moj maz byl zdrowy - buziaki, i usciaki sle:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Claro, komentarz Ataner dodal mi odwagi, wiec jako druga mowie Ci, nic nie zmieniaj! bylam przedtem wystraszona jak mnie Anna objechala, wiec tylko sie tlumaczyla na lewo i prawo.

      Podoba mi sie sciana z telefonem, biale litery, a raczej jasne na ciemnym tle pasuja mi do czytania, umierz pisac wszystko razem jest perfect. Jak odpisalac Malgorzacie ze nie bedziesz zmieniac to odetchnelam z ulga.

      Claro, pa, pa, do nastepnego pisania, Teresa

      Usuń
    2. Ataner, my odwiedzamy siebie na blogach już od dawna i być może w pewnym stopniu przywykłyśmy do tła, czcionki itd. Być może pokombinuję coś z czcionką, ale wtedy, gdy Pola zawita na święta. Mimo wszystko obstaję przy tym tle. Dziękuję za podpowiedź - powiększenia czcionki. Jeślibym coś zmieniła, to nie byłby już mój blog, czułabym się tam obco!

      Ja też szczerze przyłączam się do tych "Mikołajkowych" życzeń, aby Twój Mąż był zdrowy i wszelkie schorzenia odeszły od Niego! Mam nadzieję, że jest On grzecznym, dużym chłopcem i prośby kierowane do Św.Mikołaja zostaną wysłuchane.

      PS.
      Jakoś trudno mi, wyobrazić sobie Ciebie zarówno w fioletach jak i w filetach :)

      Usuń
    3. Tereso, ja już przywykłam do różnorodnych opinii na swój temat, czy tego bloga. Wiesz, każdy ma prawo do wypowiedzi, chociaż nie ze wszystkimi się zgadzam.
      Naprawdę miło mi, że stanęłaś w mojej obronie. Niech więc wszystko tak zostanie.
      Siły i spokoju dla Ciebie.

      Usuń
  9. Claro, to co napisalam o mozliwosci powiekszenia trzcionki wlasciwie bylo skierowana do tych, ktorzy maja problem z odczytaniem Twoich postow, bo kazdy ktory posiada komputer ma taka mozliwosc.

    Oczywiscie mialam na mysli fiolety:)))))

    OdpowiedzUsuń
  10. Claro,ponad pięć lat przygotowywałam się na najgorsze i gdy nadeszła ostateczna wiadomość ze szpitala- okazało się,że wcale nie jestem przygotowana na przyjęcie wiadomości o śmierci Męża.Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrochno, mnie też wydaje się, że w życiu człowieka są chwilE do których nie jesteśmy w stanie się przygotować, mimo usilnych prób z naszej strony. Czujemy się bezradni, zszkoowani i zawsze gdzieś w oddali migocze nam to światełko nadzei do którego dążymy.

      Bardzo współczuję Ci z powodu śmierci Twojego Męża. Nie ma znaczenia czas ani okoliczności w których to nastapiło ważne, że ODSZEDŁ OD NAS CZŁOWIEK...

      Usuń

Drogi Gościu,

Zanim napiszesz choćby jedno słowo, nie krytykuj, nie osądzaj, tak od razu! Znasz raptem mój pseudonim, ale nie znasz mojej historii...