sobota, 2 czerwca 2012

Samotne gęsi z East Islip

Od niepamiętnych czasów nie lubię sobót i niedziel, działają na mnie dosyć przygnębiająco, ponieważ dwa tragiczne wydarzenia, miały miejsce właśnie w te dni. W sumie znalazłam dla siebie, tak mi się przynajmniej wydaje, jakieś rozwiązanie na cyklicznie pojawiające się weekendy. Kiedy nad moją głowę nadciągają "czarne chmury" wypełnione równie czarnymi myślami i przypuszczam, że z tego może wyniknąć już tylko straszna burza, wtedy próbuję przegonić chmury z mojego na dany dzień spokojnego nieba. Wiem, jaką destrukcję przynosi mi tkwienie w tak ciężkim nastroju, dlatego wmawiam sobie, że np. dziś, nie jest dobry moment na przykre wspomnienia, które nadciągają jak huragan. Dlatego też sobota, to czas, kiedy będę mogła i chciała przypomnieć sobie pewne zdarzenia, poddać się smutkowi, o ile ten wprosi się do mnie. Zarezerwuję czas, aby pobyć ze swoimi myślami w takim nastroju! Będę próbowała pozostać blisko mojego męża i syna. Sobota jest dla nich, aby pójść odwiedzić ich, posiedzieć w ciszy... Muszę przyznać, że w moim przypadku to działa, taki stan panowania nad własnymi emocjami. Oczywiście nie zawsze udaje mi się, ale staram się ze wszech miar. Wyćwiczyłam w sobie tę umiejętności i próbuję panować nad przykrym nastrojem. Wcześniej zdarzało mi się, że np. codziennie słuchałam muzyki, którą Filip miał tego tragicznego dnia przy sobie. Coś pchało mnie do włączenia, akurat tego, a nie innego kawałka. Po takiej dawce emocji spalałam się wewnętrznie, byłam kompletnie rozbita i nie mogłam funkcjonować. Natomiast od pewnego czasu, kiedy przychodzi sobota i wiem, że jest to specjalny dzień dla nich i wiem też, że jeśli dopadną mnie jakieś żale i smutki, to nie będę chciała przed nimi uciekać. Daję sobie wewnętrzne przyzwolenie.

fot.Clara, 2012r

Codziennie staram się chodzić na spacer w moje ulubione miejsce, tak było i dziś. Jest taki pobliski skrawek zieleni, gdzie w pobliżu po małej zatoczce, pływają dzikie gęsi, kaczki i łabędzie z dwójką potomstwa. Zresztą co i raz widzę maluchy w gęsim stadzie, tak jakbym dostawała informację od natury - pamiętaj, wiosną najczęściej powstaje nowe życie! Wiem, że nie powinnam karmić dzikiego ptactwa chlebem, ale ich radość jest ogromna. Gdy widzą, że wyciągam z torby pokruszony chleb, lecą do mnie, trzepocząc skrzydłami. Widok jest zdumiewający, a małe dzieci popatrujące na tę scenę, mają wiele uciechy. Gęsi są bardzo oswojone, nie syczą na mnie, tylko na swoich   współbraci, którzy chcą dla siebie coś uszczknąć z tego jadła.

fot.Clara, 2012r
Dzisiaj, po rytuale karmienia, usiadłam na ławce i patrzyłam z zaciekawieniem na dwie gęsi będące ciągle razem. Inne chodziły w stadzie, a te dwie trzymały się na uboczu. Mnie (przy sobocie), łatwiej było przyjąć, że te dwie, samotne gęsi, to niczym dawniej, mój syn i ja. My, też trzymaliśmy się trochę na uboczu, odseparowani na własne "przymusowe życzenie", bojąc się niezrozumienia, wytykania palcami i ośmieszenia. Niby chodziliśmy w tym ludzkim stadzie razem, ale oddzielnie, własnymi ścieżkami, szczególnie ja, uciekając przed drwiną. Dziś, jak i każdego dnia, siedziałam na ławce sama, wzięłam więc kawałek patyka i napisałam na czarnej ziemi: I LOST MY SON... Przecież nie muszę informować całego świata, że straciłam syna! Nie wiem, ale musiałam to napisać. Dzisiaj, tak bardzo za nim tęskniłam. Mimo, iż Filip jest w moich myślach codziennie, to w tę sobotę, miałam szczególne prawo do tej tęsknoty, bo czułam, że byliśmy, niczym te samotne gęsi z East Islip - TYLKO MÓJ SYN I JA.
                                                                                                        Clara
                                                                                                                               

19 komentarzy:

  1. Jesteś niesamowicie uduchowioną kobietą o pięknej duszy,wiesz? To co piszesz trafia do każdego milimetra mej duszy. Ta notka podoba mi się bardziej, tzn. Twoje uczucia w niej. To jak starasz się zwalczyc co złe w sobie i nie dac się desktrukcji. Nie zasługujesz na to, bo nie zrobiłaś i nie robisz nic złego. Walcz o siebie, dla siebie i Niego, bo ja nie wątpię, że gdzieś na Ciebie tam czeka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, każdemu potrzebne są słowa pocieszenia i nadziei, nawet, kiedy twierdzi, że ich nie chce! Ta nadzieja, pozwala patrzeć inaczej na świat. Czasami wydaje mi się, że jeśli ktoś stracił kogoś ważnego w swoim życiu, pewne sprawy widzi i odbiera inaczej, momentami głębiej. Dziękuję Ci za te ciepłe słowa...

      Usuń
    2. witam,
      bardzo bym chciała sie z Panią skontaktować Clara Fabio
      pozdrawiam,
      Agnieszka
      516444962

      Usuń
    3. Witaj Agnieszko, bardzo chętnie nawiążę z Tobą kontakt, ale dopiero na początku września, ponieważ wracam wtedy do Polski. Te gąski karmię właśnie w E.Islip.
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Jesteś bardzo wrażliwą i delikatną osobą. Myślałaś może o terapii dla siebie? Ona mogłaby poukładać emocje, wspomnienia.. W jaki sposób zmarł Twój syn? Wiem, że popełnił samobóstwo, ale w jaki sposób? Mój ojciec też chorował na schizofrenię i też odebrał sobie życie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, powiem szczerze, że nie myślałam, ale słyszałam, że niektórzy wyjeżdżają np. do jakiegoś zakonu na tydzień i biorą udział w specjalnych warsztatach - uzdrowienie wspomnień, grupach rozwoju osobistego itd. Przykro mi z powodu Twojego Taty, to tylko kolejne potwierdzenie, że czasami ta choroba bywa okrutna!
      Przepraszam Cię, ale nie powinnam jeszcze teraz pisać o tym, co stało się z moim Synem. Mam tylko nadzieję, że za jakiś czas, może za parę tygodni o tym wspomnę. Nie chcę, aby zabrzmiało to, iż próbuję budować dramaturgię wydarzeń z tej przykrej sytuacji na swoim blogu, ale myślę sobie, że
      za jakiś czas, to będzie ten właściwy moment, wynikający z kolejności zdarzeń. Zajrzyj, proszę, troszkę później. Pozdrawiam Cię ciepło.

      Usuń
  3. Bardzo piękne ... pozdrowienia z Hiszpanii

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, według mnie te gąski też są bardzo dostojne i poruszają się z gracją. Chyba powinnam być właścicielką piekarni, aby to ptactwo dokarmiać. Dziękuję za pozdrowienia. Hiszpania, to jest dopiero piękna ze swoją architekturą. Byłam tam, jak to określam w innym życiu - 17 lat temu.

      Usuń
  4. Silna i mądra mamo,

    Wiem, że to nie łatwe; ale gdyby tak obrócić wszystko do góry nogami i zapomnieć że weekendy są takie przytłaczające, takie złe, takie szare a gdyby spojrzeć na Twoją sytuacje z innej strony? Gdyby nie to że spotkała Cię taka "tragedia" nigdy nie zastanawiałabyś się nad sensem istnienia! Choroba to nie kara, to wyzwanie! Bóg daję je tylko nadzwyczajnie silnym osobom, może dlatego ja i moja rodzina dostaliśmy ten dar (tak DAR!) bycia w życiu niepełnosprawnego brata! Gdyby nie to że on jest chory, nie wiedziałabym jak cieszy uśmiech, jak wiele małych cudów zdarza się codziennie...
    To ze w Twoim życiu tak jest jak jest - tego nie da się zmienić, cofnąć, wymazać! Zacznij widzieć dobre strony a łatwiej będzie Ci żyć!
    Bedę zaglądać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam Cię na moich stronach :)Przeczytałam Twój komentarz i zaniemówiłam z wrażenia, ponieważ nie dalej jak w ten poniedziałek, rozmawiałam tutaj z polskim księdzem o stracie syna i On mówił podobnie jak Ty. Twój komentarz jest tylko inspiracją dla mnie do napisania kolejnego posta, powiedziałabym nawet, że momentami rozwinięcia nawet Twoich przemyśleń. Ja już też do Ciebie zajrzałam, bardzo fajny klimat panuje na Twoim blogu.

      Usuń
    2. A może by tak wrócić to tej jak ty to określasz artystycznej duszy. Może spróbować pełnić główną rolę w swoim życiu. Przypomnij sobie jak to było gdy stałaś na deskach. Teraz stąpasz po twardym gruncie, po ziemi która niczym nie różni się od teatru. Decyzje które podejmujemy i nad którymi się zastanawiamy są jak analiza roli, jak przygotowanie aktora do gry. W swoim życiu jesteś zarówno aktorką jak i reżyserem, scenografem czy oświetleniowcem... to Ty o wszystkim decydujesz. Jeżeli jesteś na etapie życia (a tak to odbieram) kiedy czujesz źle sama ze sobą, to usiądź - i z całych sił pokochaj siebie, za to co było dobre i złe, przebacz sobie swoje błędy i rozpocznij kolejną sztukę.

      Usuń
    3. Taaaaak, fajnie, niezwykle mądrze i dojrzale to wszystko ujęłaś, ale zauważ, że mimo wszelkich chęci, energii, która nas rozsadza nie zawsze, my sami mamy wpływ na wiele decyzji, sytuacji, które dzieją się w naszym życiu. Czasami bywamy zależni od innych i trzeba wprowadzić poprawki do naszego scenariusza, a za tym idą kolejne mozolne godziny pracy nad rolą.
      Czy pamiętam, jak czułam się, stojąc na deskach... czułam, że żyję, to była moja PASJA, a potem musiałam zakopać głęboko talenty Pana Boga. Teraz próbuję z mozołem dźwigać się, niczym Nike z Samotraki.

      Usuń
  5. witaj Claro,,podczytuje Cie w milczeniu bo znam Twoj Bol..7 lat temu powiesil sie Moj cudowny brat..miał 28 lat..Byc moze miał depresje,moze schizofrenie..nie wiem..zachowywał sie dziwnie..Bol jaki pozostał,cierpienie..TYLKO TY ZROZUMIESZ..Tak jak Ty zyje na uboczu bo czuje sie naznaczona..Moj byly partner chce odebrac mi coreczke,wykorzystując smierc mojego brata..PRZEZYWAM WSZYSTKO OD NOWA...pozdrawiam..niezapominajka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezapominajko, masz piękny pseudonim. Jest to bardzo delikatny kwiat, zarazem symbol pamięci. Niezapominajka, jest kwiatem stanowym Alaski, a wiadomo, że dominują tam góry i wyżyny. Czy rozumiesz, co chcę przez to powiedzieć? W tak ciężkim klimacie niezapominajka żyje i daje sobie radę! Chyba nie przez przypadek ten pseudonim przylgnął do Ciebie! WALCZ O SIEBIE I O DZIECKO I NIE DAJ SIĘ KOMUKOLWIEK, MIMO ŻE JEST CI POTWORNIE CIĘŻKO! NIKT NIE MA PRAWA WYKORZYSTYWAĆ NASZEJ NIEMOCY, TYM BARDZIEJ PARTNER, KTÓREMU NA SWÓJ SPOSÓB UFAŁAŚ!
      Tak, obie wiemy, jak boli taka rana i jak łatwo ją rozerwać na nowo. Bardzo, ale to bardzo współczuję Ci z powodu Brata.
      PROSZĘ CIĘ, NIE DAJ SIĘ ZNIEWAŻAĆ I WYKORZYSTYWAĆ!

      Usuń
  6. Niezapominajko, to jeszcze raz ja...Clara. Tak bardzo poruszył mnie Twój wpis, że nie mogę przejść obok niego obojętnie! Dziś są moje urodziny, a właściwie dobiegają już końca. Byłam w dobrym nastroju, do czasu przeczytania Twojej historii. Broń Boże, nie odbieraj tego, że zepsułaś mi święto! Chcę przez to powiedzieć, że tak już z Tobą i ze mną będzie z naszymi wspomnieniami, które od czasu do czasu dopominają się o uwagę. Wydaje nam się, że mamy coś misternie przyklepane pod stertą codzienności, ale wystarczy czasami mała iskra jak dziś, żeby rozprzestrzenił się ogień i to bardzo szybko. Jakoś żyjemy, cieszymy się i nagle bum! Ktoś opowie swoją historię, ktoś inny próbuje zrobić nam krzywdę i wszystko wraca! Przeżywamy na nowo, może mniej boleśnie niż na świeżo po tragedii, ale jednak. Tak właściwie po samym zdarzeniu przeżywamy nasz żal jeszcze inaczej, bo jesteśmy w szoku, nasze emocje są zamrożone. Twoja historia z bratem, tylko pomaga zrozumieć mi pewne bolesne sprawy. Trzymaj się i próbuj być dzielna i WALCZ! Odezwij się, gdy będziesz czuła taka potrzebę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam Twoją wewnętrzną moc, mądrość , wiedzę, dobroć i odwagę, CLARO.Po śmierci Syna niemal rozsypałam się , bo tego wszystkiego bardzo mi brakowało.Nie umiałam mówić o swoim bólu, a to był błąd olbrzymi.Serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
    2. Oj, Dobrochno ja wcale nie czuję, iż jestem silna, mądra i mam, jak to miło określiłaś wewnętrzną moc! Wiesz dlaczego? Bo gdybym tak się czuła, chyba nie pisałabym tego bloga! Po śmierci mojego syna, wprawdzie mogłam mówić, ale nie wszyscy chcieli mnie słuchać (tylko nieliczni), a nie mogłam płakać. To było strasznie ciężkie uczucie. Bardzo współczuję Ci z powodu odejścia Twojego Syna. Dla mnie słowo odejście, to mniejszy ciężar emocjonalny. Napisz coś, gdy będzie Ci smutno.

      Usuń
  7. Kiedy ja myślę o moim Tacie... i kiedy zaczyna mnie ogarniać tęsknota i smutek... staram się sobie przypomnieć, że On by nie chciał, żebym się smuciła, żebym traciła życie i czas na smutki... to pozwala mi się wziąć w garść :) zwykle... bo nie zawsze, maszyną nie jestem :) Zawsze staram się pamiętać, że Tata ma się lepiej tam, gdzie się ma... i wymyślam sobie co nie było mu dane tutaj, wśród nas... i że pewni TAM z tego właśnie korzysta. To mnie zwykle pociesza... zwykle... bo czasem płaczę nad świeżo upieczoną drożdżówką, której pieczenie opanowałam po Taty śmierci... że On jej nie spróbuje... :(
    Pozwalanie sobie na smutek jest dobre... ważny jest tylko umiar... bo pamiętaj, my wciąż żyjemy :)


    P.S. Zgadzam się z Tobą :) może właśnie dlatego, że One mają w sobie Coś, podobają mi się bardziej :) i mam z nimi dobre skojarzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mała Mi, chętnie skosztowałabym tej Twojej drożdżówki, pewnie jest to Mistrzostwo Świata z Twojej strony! Ciepło napisałaś o swoim Tacie... miło się czyta. Wiesz, ostatnio oglądałam jeden z odcinków reality show, gdzie jedna z kobiet, urządziła ze swoją siostrą przyjęcie na cześć swojego (ich) taty, który odszedł parę miesięcy temu. Tata lubił bywać u niej na tego typu kolacyjkach i pewnie chciałby, aby one (siostry) podtrzymywały tę tradycję. Na komodzie było jego zdjęcie w otoczeniu córek - wszyscy radośni, uśmiechnięci. Może to też jest jeden ze sposobów na dalsze życie: before and after?!

      Usuń

Drogi Gościu,

Zanim napiszesz choćby jedno słowo, nie krytykuj, nie osądzaj, tak od razu! Znasz raptem mój pseudonim, ale nie znasz mojej historii...