niedziela, 24 czerwca 2012

Jeśli umrę za młodu

Jeżeli wierzymy, że istnieje coś szczególnego - drugie życie po tamtej stronie, jeśli ta WIARA ma przynieść ulgę tym, którzy pogrążeni są w żalu i tęsknocie, to dzisiejszy post chcę poświęcić in memoriam Kamilowi, młodemu człowiekowi, który odszedł nagle, 18 czerwca 2012. Chodził z moją córką Polą do szkoły podstawowej, a później jak to zwykle bywa w dorosłym życiu, ich drogi rozeszły się. Potęga internetu, daje o sobie znać nawet w smutnych chwilach. Ktoś zamieścił nekrolog na Facebooku, a potem wszystko poszło już szybko, informacja, że Kamil zginął w tragicznym wypadku samochodowym, mając zaledwie kilka kilometrów do domu. Ten odcinek jest szczególnie niebezpieczny, krzyże przy drodze mówią same za siebie. Powiecie, że każdego dnia ludzie giną w wypadkach, każdej minuty umierają w szpitalach. Tak, to prawda, tyle tylko, że wszystko jest do czasu ,dopóty dopóki jakaś historia nie dotyczy nas bezpośrednio. Słuchamy o tragediach, jedząc spokojnie kolację przy wieczornych wiadomościach, czasami westchniemy ciężko i przechodzimy do kolejnych "newsów", przecież takie jest życie, myślimy... Niestety, nie przypominam sobie twarzy Kamila jako dziecka, może gdybym zerknęła na szkolne zdjęcie, kto wie?! Tym bardziej nie znałam Jego jako dorosłego człowieka. Weszłam na  profil Kamila na Facebooku i ból ścisnął mi serce... na zdjęciach widać roześmianego, przystojnego chłopka wspinającego się z kolegami po pniu palmy. Przecież było to zaledwie ubiegłe lato, nie zapowiadające nadchodzącej tragedii! A za chwilę te przeraźliwie smutne komentarze kolegów i koleżanek Kamila, przecież zostały jeszcze świeże, majowe wpisy życzeń z Jego dwudziestych siódmych urodzin, przecież te życzenia miały się spełnić i co teraz? JESTEŚMY NICZYM TRZCINA NA WIETRZE, KTÓRĄ WIATR KOŁYSZE I RZUCA PO POLACH! Bezradni, bezbronni...jednego dnia wstajemy, myjemy zęby, rozpoczynamy dzień, a czy zakończymy go spokojnie i szczęśliwie, nie wiadomo! Mamy oczywiście nadzieję, że długie i szczęśliwe życie przed nami, a potem ułamki sekund i...już nigdy nie będzie tak samo. Nie mnie osądzać, nie mnie wdawać się w polemikę, czytałam jedynie wypowiedzi, że Kamil miał być w pracy do 15:30, a wypadek jakoby (nie znam szczegółów) wydarzył się około 14. Był piątek, może zwolnili się wcześniej z pracy, chcąc rozpocząć letni weekend, jak to młodzi. Spieszyli się na spotkanie ze śmiercią?! Niedorzeczność - tragiczny w skutkach wypadek!

Co można zrobić w obliczu śmierci, tym bardziej, że ginie młody człowiek? NIC, BĄDŹ PRAWIE NIC! TEN, CO POZOSTAJE ZASTYGA W BÓLU, SMUTKU I NIEDOWIERZANIU! Kiedy straciłam syna, świat się nie zatrzymał, do dziś nie wiem, dlaczego! Wydawało mi się wtedy, że mój syn będzie ostatni... Co można zrobić dla osoby, która odeszła? Nie ma mnie teraz w Polsce, ale poprosiłam moich rodziców, aby poszli na mszę w Jego intencji i pożegnali Go od nas. Słyszałam, jak kiedyś pewna kobieta mówiła, że...Pan Bóg jest bardziej wrażliwy na modlitwy staruszków i dzieci. Teraz palę świecę z myślą o Nim. Chciałoby się znowu powiedzieć...KAMIL, IDŹ W STRONĘ ŚWIATŁA! Dziś znowu siedziałam na ławce w parku, patrzyłam w niebo i widziałam, że odrzutowiec wzbija się w stronę pomału zachodzącego słońca. Czyżby to Kamil spieszył na spotkanie z Jasnością? Przecież był zawodowym żołnierzem, miał wiele wspólnego z lotnictwem. W swoją ostatnią drogę też "poszedł" w mundurze...

Kamil, co jeszcze można dla Ciebie zrobić? Pola, wyszukała utór, prosząc, aby dołączyć go do tego posta, taka swoista dedykacja dla Niego. Wideoklip poświęcony jest akurat amerykańskim żołnierzom, których już nie ma, bo możnym tego świata zachciało się wojen! Znowu młodzi, przystojni chłopcy - te ich odejścia, nie były światu do niczego potrzebne!
Czy coś to zmieni, jeśli dopowiem, że dwóch chłopców jadących z Kamilem, przeżyło!  DLACZEGO WIĘC, PANIE BOŻE NIE OCALIŁEŚ ICH WSZYSTKICH?

                                                                                                                         mama Poli                        




                                               
                                                                                             

4 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy chory na schizofrenie moze zabic? Wczoraj taki chory uugodził nozem chłopca

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety, ale człowiek, który choruje na schizofrenię i będący w stanie silnej psychozy może dopuścić się takiego czynu. Zacytuję tutaj fragment: "Psychoza, jest to zaburzenie psychiczne, jako stan umysłu, w którym osoba chora doznaje silnych zakłóceń w postrzeganiu rzeczywistości. Osoby, które doznają stanu psychozy, doświadczają zaburzeń świadomości, spostrzegania, a ich sposób myślenia ulega zwykle całkowitej dezorganizacji. Osoba taka znajdująca się w stanie psychozy ma przekonanie o realności swoich przeżyć i wydaje się jej, że funkcjonuje normalnie". Taka osoba najczęściej swój wyrok, jeśli w ogóle tak można powiedzieć, odbywa w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym, a nie w zakładzie karnym.
    Z drugiej strony nie trzeba być chorym psychicznie, aby np. popełnić zbrodnie w afekcie! To zbrodnia popełniona w wyniku silnego uczucia nienawiści, strachu czy złości. Osoba będąca w afekcie nie do końca zdaje sobie sprawę z popełnionego czynu, popełnia zbrodnię pod wpływem impulsu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam Claro,
    Zaczęłam czytac Twój blog i odnoszę wrażenie, ze jest to tylko wymyslona historia. ksiazka, ktora piszesz. Mam chorego syna, dlatego zainteresowal mnie tytul Twojego bloga. Szukalam informacji w jaki sposob zginal, zmarl, nie wiem, jak to okreslic Twoj syn? Nie znalazlam, dlatego uwazam, ze piszesz po prostu jakas powiesc, a nie opisujesz prawdziwych wydarzen.
    Bylabym wdzieczna za odpowiedz,
    Krystyna.

    OdpowiedzUsuń

Drogi Gościu,

Zanim napiszesz choćby jedno słowo, nie krytykuj, nie osądzaj, tak od razu! Znasz raptem mój pseudonim, ale nie znasz mojej historii...