czwartek, 5 lipca 2012

Sama przeciwko światu


Dzisiejszy post chciałabym w całości poświęcić mojej córce Poli, ponieważ okazja ku temu jest szczególna. Może uda mi się odtworzyć pewne sytuacje, które miały miejsce w jej uczelnianym życiu. Ten poniedziałek, tj. drugiego lipca 2012 roku, przejdzie do historii zarówno w życiu mojej córki jak i sporej grupy osób dla których ona była i jest ważna. MOJA CÓRKA POLA ZDAŁA EGZAMIN, KTÓRY POZWALA JEJ UBIEGAĆ SIĘ O PRZYJĘCIE DO SZKOŁY DENTYSTYCZNEJ (DENTAL SCHOOL) W STANACH ZJEDNOCZONYCH. Wiem, że brzmi to bardzo dumnie i oczywiście jestem szczęśliwa z tego faktu, ale radość ta nie jest jeszcze pełna, ponieważ za nią dopiero jeden z arcytrudnych etapów. Aby w Ameryce zostać lekarzem stomatologiem, czy w ogóle lekarzem trzeba przejść bardzo długi i trudny proces! Może łatwiej zaliczyć wygraną paru tysięcy dolarów w kasynie w Las Vegas, niż przedostać się przez "ucho igielne" przepisów dla studentów międzynarodowych! Przy okazji, może informacje, które tutaj wypłyną będą dla kogoś przydatne. Wspominałam kiedyś, że Pola uczyła się i jak na razie mieszka za granicą, konkretnie w USA. Celowo wymieniam nazwę kraju, gdyż systemy edukacyjne w Polsce i Ameryce bardzo się różnią. Pola zrobiła w Stanach masters's degree (magister) na kierunku okołomedycznym - administracja szpitala na jednym z uniwersytetów, miała przy tym stypendium sportowe z tej uczelni, gdyż reprezentowała barwy szkoły w tenisie ziemnym (w Polsce grała w tenisa). Tak się złożyło, że ten kierunek nie był i nie jest jej największym, zawodowym marzeniem. Skończyła go głównie dlatego, aby mieć tzw. wyjście awaryjne na wypadek, gdyby nie dostała się do dental school i jeśliby urząd imigracyjny nakazał jej wyjazd z Ameryki po skończonym wcześniej licencjacie (Pola przebywa w Stanach tylko na wizie studenckiej). I tutaj pojawiają się pierwsze różnice w systemach edukacyjnych obu krajów. W Polsce, bezpośrednio po maturze zainteresowany zdaje na stomatologię. W Stanach najpierw trzeba zrobić college cztery lata, biorąc przedmioty (classes) typu: biologia, chemia generalna, chemia organiczna, matematyka, geometria i tym podobne. Dopiero po nim, odpowiednik naszego licencjata, przystępuje się do egzaminu uprawniającego do podjęcia studiów w dental school, gdzie nauka trwa kolejne cztery lata. Pola, po skończonym licencjacie przez dwa lata "robiła" master's, przygotowując się jednocześnie do egzaminu do dental school. Trzeba być Alfą i Omegą, aby nie popełnić żadnego błędu, ale tak się nie da! Za pierwszym razem przystąpiła do egzaminu, nie czując się w pełni przygotowaną! Próba ta nie powiodła się - nie zdała! Oczywiście, zobaczyła jak to wygląda od strony technicznej (znowu inaczej niż w Polsce), ale to podejście negatywnie zapisało się na jej koncie. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że przyszły student ma tylko trzy podejścia do egzaminu, za czwartym razem musi składać odpowiednie pismo, prosząc o zgodę.

Fot.Clara 
Odkąd sięgam pamięcią, Pola od najmłodszych lat chciała zostać "panią dętystką"! Swoim misiom wyrywała wszystkie zęby, potem wstawiała im zapasowe z gumy do żucia. Potrafiła zakradać się do gabinetu mojej teściowej, która była stomatologiem i pożyczać jej narzędzia. Dziwnym trafem znajdowałam je później przy torturowanych miśkach. Pola, kolekcjonowała przy tym wszystkie "mleczaki" swojego brata! Pewnego razu, gdy mały Filip siedział na fotelu dentystycznym, Pola dodawała mu otuchy trzymając go za rękę. To współczucie nie było tak do końca bezinteresowne, bo z ciekawością zaglądała mu do buzi. W którymś momencie Filip nie wytrzymał i wrzasnął na nią: "Nie gap się tak, bo mnie gorzej boli!" Wychodzi na to, iż od najmłodszych lat Pola miała swoje marzenia, które w dorosłym życiu chciała realizować.

Edukacyjna droga mojej córki jest trochę pokręcona, fakt grania w tenisa z jednej strony otworzył przed nią sporo drzwi na świat w ogóle, ale z drugiej spowodował, że ta droga jest dosyć kręta i wyboista! W Polsce w razie, gdyby tam właśnie zdała egzamin już kończyłaby studia stomatologiczne. Tutaj, o ile zostanie przyjęta do szkoły dentystycznej czekają ją jeszcze cztery lata nauki. Pocieszam ją, że co to są cztery lata do wieczności, czyli nauka w stosunku do trzydziestu paru lat pracy zawodowej! Żeby powiedzieć, iż zdało się egzamin uprawniający do starania się o przyjęcie do szkoły dentystycznej, trzeba osiągnąć wynik dziewiętnastu punktów, jest to minimalną ilość. Pola, otrzymała z tego egzaminu dwadzieścia jeden punktów. Pani, która wręczała jej wyniki z uśmiechem powiedziała - great job! Tak, faktycznie wspaniała robota, tylko po chwili radości przyszło zwątpienie i lęk, czy z takim wynikiem może liczyć na zaproszenie na interview (kolejny etap) przez wcześniej wybraną przez siebie szkołę! Dlaczego? Pola boi się, że niektóre szkoły mogą zwracać uwagę i są takie, które patrzą na ilość podejść do egzaminu, czyli gdyby dostała tak dobry wynik za pierwszym podejściem, to z pewnością spokojnie czekałaby na zaproszenie ze szkół, a tak...niepewność! Zaraz też musi składać aplikacje do odpowiedniej organizacji, która rozpatrzy wszystkie jej dokumenty i wyśle do wybranych przez Polę szkół dentystycznych. Uczelnie amerykańskie kochają dobrych sportowców, więc to też będzie jej atut.

Pola powiedziała mi kiedyś, że czasami zastanawia się, czy nie wzięła za dużo na swoje barki?! Może i tak, ale z drugiej strony udowodniła sobie, że przy wielkiej determinacji i samozaparciu można zawalczyć o swoje marzenia. Trudny egzamin, gdzie sami Amerykanie z wielkim wysiłkiem zdają go, język obcy, problemy natury administracyjno - urzędowej i ona sama przeciw temu! Kiedy w ubiegłym roku zdawała i dostała tylko osiemnaście punktów usłyszała, że jeśli byłaby obywatelką Stanów Zjednoczonych, mogłaby próbować składać papiery, a tak, no cóż jest tylko biedną, ambitną Polką z głową pełną marzeń. Teraz po zdanym egzaminie, usłyszałam od niej zdanie, które zapamiętam na długo: "Na tym egzaminie, walczyłam sama przeciwko całemu światu"! Doskonale wiedziałam, co ma na myśli. Przepraszam, że odbiegłam od zasadniczego tematu bloga, ale czy można przejść obojętnie obok zwycięstwa choćby ono było małe?! DLA MNIE, POLI ZWYCIĘSTWO JEST WIELKIE, BO STOCZYŁA WALKĘ Z WŁASNYMI SŁABOŚCIAMI, LĘKAMI, ALE TEŻ UDOWODNIENIE SOBIE, ŻE JEST SILNA I JAK NA RAZIE PODĄŻA ZA MARZENIAMI...
                                                                                                        Clara   


15 komentarzy:

  1. Konczylam studia na uniwersytecie medycznym w Polsce, planowalam swoja kariere a tu na ostatnim semestrze dowiedzialm sie, ze wspolczesna medycyna nie ma nic wspolnego z leczeniem. Musialam prawie wszystko zapomniec i zaczac swoja edukacje od poczatku. Taki ten los przewrotny jest :). Bardzo sie ciesze, ze poznalam prawde i dowiedzialam sie ze choroby nieuleczalne nie istnieja.

    Co sie tyczy stomatologii, to warto zerknac na ten filmik:
    http://www.youtube.com/watch?v=LmxvWwYHma0
    i przeczytac ksiazke "Uninformed Consent: The Hidden Dangers in Dental Care".

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, dziękuję Ci za podane informacje - już przekazałam Poli. To, o czym napisałaś o swojej edukacji jest bardzo ciekawe. Rozumiem, że musiałaś zweryfikować swoje poglądy na temat współczesnej medycyny, co nie było dla Ciebie łatwe.
      A tak odbiegając od tematu, zastanawiam się, gdzie mimo wszystko łatwiej jest studiować Polakowi? Jeśli chodzi o Stany i całe te procedury, to 100% w Polsce. Oczywiście, że nigdzie nie jest łatwo i każdy etap niesie za sobą ogromny stres! Teraz Pola czeka na interview, później pytanie czy dostanie pożyczkę na dalsze studia dla obcokrajowców? Uffffff
      Aniu, dużo dobrego w realizacji samej siebie.

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Witch, bardzo dziękuję - przekazałam Poli gratulacje. Ona mimo wszystko potrzebuje teraz wsparcia. Zajrzałam do Ciebie. Dzięki pięknym wręcz artystycznym zdjęciom można trafić do bram Raju...

      Usuń
    2. Dziękuje za miłe słowa. Ja ciągle wierzę, że najlepsze kadry są jeszcze przede mną
      Lubię to zdjęcie...zniebazstąpienie. A jeszcze bardziej lubię tą bajkę.

      Usuń
  3. Wspaniała informacja Claro, Poli graltuluję determinacji w dążeniu do marzeń, a Tobie takiej córki!

    moc pozdrowień z upalnej Polski :)

    joanna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joanno, dziękuję za gratulacje - przekazałam :) Momentami wydaje mi się, że rodzimy się dokładnie tacy, a nie inni i niewiele jest w tym czasami zasługi osób trzecich. Zostaliśmy tak "zaprogramowani" z dobrym lub złym kodem emocjonalnym, zdrowotnym itd. Oczywiście wzrastamy w rodzinie, żyjemy w środowisku i to wszystko nas określa, ale ten genetyczny, emocjonalny kręgosłup jest w nas od dnia narodzin. Chcę przez to powiedzieć, że niewielka to moja zasługa!
      Oj, tutaj dziś też szczyt upałów 98*F
      Pozdrawiam Cię serdecznie.

      Usuń
  4. Wielkie, ale to wielkie brawa dla Poli, dzielna dziewczyna! Z tego co piszesz Pola to bardzo madra dziewczyna, spelnia swoje marzenia i dazy do celu krok po kroku.
    Zycze aby wszystkie jej marzenia spelnily sie:)
    A Tobie Claro, gratuluje takiej corki. I pisz od czasu do czasu o Poli, pozdrawiam Was bardzo serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj Ataner, przekażę Poli życzonka od Ciebie, to takie duchowe wsparcie dla niej. Hmmm, muszę Ci powiedzieć, że ja z wielkimi oporami włączam wszystko to, co nie jest związane z chorobą Filipa. Jak sama widzisz tytuł tego bloga jest wymowny?! Parę razy miałam już rozterki, czy poruszyć parę tematów, które niewiele mają wspólnego z moim synem. Zawsze ktoś może mi zarzucić, że rozmywam się w tematach, ale ten zdany egzamin Poli, był na tyle ważny, że musiałam o tym napisać! Oczywiście ja też bardzo się cieszę, ale niepewność trochę paraliżuje. Ostatnio cytuję bardzo mądrego człowieka, którego słowa przynoszą mi ulgę, powiedział: "BĘDZIE TO, CO MA BYĆ!" i tyle, albo aż tyle!
    Serdeczności Ataner, nie daj się upałom!

    OdpowiedzUsuń
  6. Claro ,mysle ze Pola ma bardzo silny kregosłup emocjonalny..Mimo ogromnej tragedii ktora ja spotkała nie zamknela sie w sobie i nadal walczy o soiebie o swoje marzenia o swoje zycie..To cudowna dziewcczyna ..I pisz claro o czym tylko masz ochote .wszystko jest wazne i radosci i smutki .Jesli w danej chwili masz ochote z nami podzielic sie czymkowlwiek innym to chetnie cie wysluchamy..Bardzo sie ciesze ze napisałas o sukcesie Poli .Pozdrow ja od nas i niech walczy i sie nigdy nie poddaje bo jak to mowia "wygrywa ten co przestaje walczyc ostatni"Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magdo, takie słowa to prawdziwy balsam na rozkołatane nerwy Poli, bo jeżeli nie dostanie zaproszenia na interview, bo np. byli lepsi od niej, to nie wiem, co będzie dalej?! Dlatego zaproponowałam jej, aby weszła na mojego bloga i poczytała sobie te ciepłe słowa płynące pod jej adresem. Wiem, że to prawdziwa psychoterapia dla niej.
      Wydaje mi się, że dobrze się stało, iż Pola po kilku miesiącach pobytu w domu po śmierci brata, musiała w końcu wyjechać do szkoły. Jak to określam - ŻYCIE UPOMNIAŁO SIĘ O NIĄ. Weszła w wir codziennych szkolnych obowiązków. Polska, dom i cmentarz zostały tysiące kilometrów za nią i to może oszczędziło ją choć trochę emocjonalnie, taką przynajmniej mam nadzieję.
      Bardzo podoba mi się to motto, które zamieściłaś. Podobnie, jak mawia mój tata: "Trzeba walczyć, niczym żołnierz na wojnie do ostatniego naboju!".
      Dziękuję raz jeszcze w imieniu Poli, a jak będzie mi coś w duszy grało na wesołą nutę z pewnością napiszę.

      Usuń
  7. Pani Claro, „będzie to, co ma być”, to nic innego jak przeznaczenie. Ja nie do końca zgadzam się z tym. Ludzie zostali obdarowani rozumem i wolną wolą, a każdy dzień zależy od nas samych. Mamy wybór i albo wmawiamy sobie, że tak musi być, bo to było przeznaczenie, albo staramy się coś zmienic. To samo dotyczy naszego myślenia. Nieszczęścia, które nas spotykają, nie muszą nad nami panowac, zawsze możemy się od nich choc trochę zdystansowac, co nie znaczy, że mamy zapomniec.
    Jeżeli ktoś zachoruje, to nie mówmy, że Bóg, który jest miłością tak chciał. Choroba i jej konsekwencje, to splot różnych czynników: błąd genetyczny, warunki środowiskowe, osobowośc człowieka itp.
    Gdyby nasze życie zależało od przeznaczenia byłoby na tym świecie za dużo pesymizmu, rozczarowań, zazdrości i za dużo łez, bo każdy miałby wieczny żal za swoje niepowodzenia (nie każdy przecież trafia szóstkę w totolotka).
    Nie wierzę, że Bóg ingeruje tu na ziemi, czy poddaje nas próbie.
    Każdy ma swoją ścieżkę życia i każdy realizuje się jak chce lub jak potrafi a do tego na każdym etapie życia może jeszcze wszystko zmienic, by dopiero po życiu doznac sprawiedliwego przeznaczenia. Tak ja to rozumiem.
    Najważniejsza jest satysfakcja z tego, co się robi a to, że Pani pisze o córce wcale nie świadczy, że rozmywa Pani temat Filipa. To jest śliczne powiązanie osób najbliższych Pani sercu. Możliwość uzewnętrznienia swoich myśli i uczuć pomaga krok po kroku odnaleźc na nowo swoją rolę w życiu. Nawet tytuł Pani bloga można poszerzyc - Schizofrenia zabrała mi syna, ale jest Pola, jestem ja…..
    Proszę serdecznie pogratulowac Poli !
    Z pozdrowieniami
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Ewo, bardzo cieszę się z Pani komentarza. Dlaczego? Bo pokazuje Pani inny sposób myślenia, interpretacji jakiejś kwestii, choćby - przeznaczenie a wolna wola i własny wybór. Ważne, że zarówno ja jak i inne osoby mogą przeanalizować to o czym Pani napisała, jeszcze raz dziękuję.
      Z pewnością ma Pani rację, co do tego tytułu bloga, iż można go rozszerzyć o Polę i o mnie, czasami o ważne osoby, które spotykamy w naszym życiu. Tak robiłam, jednak z dużymi obawami. Mimo wszystko myślą przewodnią tego bloga jest, aby poświęcić go mojemu synowi. Jeśli jakiś temat będzie za mną "chodził" z pewnością napiszę o tym.
      Bardzo dziękuję za gratulacje dla Poli. Staram się zaczynać od tego naszą rozmowę. Te wszystkie gratulacje, to takie witaminki z literką "S", jak sympatia. Powinna czasami je połknąć dla wzmocnienia.
      Pozdrawiam

      Usuń
  8. Masz świetną córkę!:) Pola jest chodzącym przykładem dążenia do American Dream można powiedziec, ale ja wolę na to patrzec tak jak Ty, goni za swoim marzeniem i mimo obaw ciągle idzie dalej, prze na przód i nie podda się tak łatwo. Wielki szacunek i podziw dla Niej! Wzruszyłam się czytając, ze to marzenie ma od dzieciństwa i jest mu wierna. Genialne i inspirujące!:)Gratulacje dla Niej i dla Mamy:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za te ciepłe słowa pod adresem Poli, takie dobre słowo działa zbawiennie! Pola urodziła się w maju jest wiec zodiakalnym Bykiem. Kiedyś jakaś wróżka powiedziała, że Pola mimo trudności w życiu będzie parła rogami przed siebie, że tak łatwo nie podda się. Ciekawie to określiła "będzie bodła życie". Niestety, ale za szybko zaczęła brać się z życiem za bary! Za dużo trudnych przejść i dramatycznych wydarzeń, jak na tak młody wiek! Ale ponoć nikt też nie mówił nam, że w życiu będzie łatwo!
      Dziękuję i pozdrawiam.

      Usuń

Drogi Gościu,

Zanim napiszesz choćby jedno słowo, nie krytykuj, nie osądzaj, tak od razu! Znasz raptem mój pseudonim, ale nie znasz mojej historii...