czwartek, 22 marca 2012

Wreszcie oddali mi Ciebie

W dzisiejszym poście, chciałabym odnieść się między innymi do komentarza jedenej z osób, której cytat przytoczę: "stan, który od kilku wpisów opisujesz (problemy z kontaktem, narkotyki, ta akcja z aresztem), to nie była jeszcze schizofrenia, a stan pośredni pomiędzy zdrowy-chory? Ciężko mi uwierzyć (chociaż nie wykluczam innego scenariusza), że NIKT nie zauważył choroby. O pobiciach w areszcie ("dla zasady") już niestety słyszałam, ale ciężko mi uwierzyć, że żaden psychiatra nie zauważył ŻADNYCH objawów?"

Otóż, według mojej oceny, ten nagły wybuch choroby u syna, czyli to, że się samookaleczał, dziwnie zachowywał, mówił, że czuje, iż jest obserwowany przez kamery, śledzony,  itd. (opisałam w poprzednich postach), nastąpił w wyniku traumatycznego przeżycia jakim było zatrzymanie i osadzenie jego w areszcie. Być może choroba (schizofrenia) z opóźnieniem objawiłaby się w innych okolicznościach lub pozostałaby do końca życia w utajeniu - tak przynajmniej orzekli lekarze. Ta dramatyczna sytuacja musiała wywołać w nim bardzo silny wstrząs. Gdyby nie to całe zajście z policją, aresztem, może jego życie, a tym samym choroba miałaby łagodniejszy przebieg.

Pozwólcie, że przytoczę krótki cytat z fachowej literatury: "Lekarze psychiatrzy diagnozują tę chorobę na podstawie rozmów. Na chwilę obecną nie ma możliwości wykrycia jej przy pomocy badań laboratoryjnych. Jednak na etapie rozpoznawania zleca się czasami wykonanie niektórych badań, aby wykluczyć inne choroby psychiczne, które mogą mieć objawy zbliżone do schizofrenii. Rozwój tego zaburzenia może nastąpić albo gwałtownie bez wcześniejszych sygnałów lub powoli wybuchając nagle w kluczowym momencie. Rozpoznania schizofrenii dokonuje się na podstawie rozmów przeprowadzonych z pacjentem, a także wywiadów sporządzonych z członkami jego rodzinny oraz innymi bliskimi osobami. Pozwala to zauważyć wszystkie zachowania odbiegające od normy i sprawdzić, które z nich klasyfikowane są jako objawy schizofrenii. A te różnicujemy na dwie istotne grupy." Tyle krótkiego, lakonicznego opisu.

Ja, niestety nie dowiem się, nie sprawdzę, co tak naprawdę było zaczątkiem do wybuchu choroby. Czy wcześniej brane narkotyki? Ktoś powie, że miliony ludzi na świecie zażywa codziennie narkotyki pod różnymi postaciami i jakoś te miliony nie zapadają na tę czy inną chorobę psychiczną! Ale nie wiemy też dla ilu tysięcy potencjalnych chorych na schizofrenię, brane narkotyki odegrały kluczową, tragiczną rolę?! W jakim stopniu izolacja, przesłuchania, lęk przed tym jaką może ponieść karę, były zarzewiem do wybuchu choroby u mojego syna?! To są pytania na które nie znajdę już odpowiedzi.

Chcę powrócić raz jeszcze do lekarza psychiatry oraz opinii biegłych sądowych. Stwierdzili oni, że u Filipa występują jedynie zaburzenia osobowości, nic wiecej! W dokumentach, które przechowuję do tej pory nie ma żadnej wzmianki o objawach chociażby zbliżonych do schizofrenii. W którymś momencie moi rodzice włączyli się do pomocy i próbowali rozmawiać z lekarzem. Ten najpierw przetrzymał ich (dwoje starszych ludzi) na kilkustopniowym mrozie przed wejściem do aresztu, mimo iż wcześniej była umówiona godzina spotkania. I tak na półtorej godziny czekania na zasadzie - u bram Twoich stoję Panie, rozmowa z lekarzem trwała raptem kilka minut. Pan doktor potraktował ich jak intruzów, którzy zabierają jego cenny czas. Na prośbę, aby skierować wnuka na leczenie, odpowiedział szorstko, że nie widzi podstaw i najwyższa pora, aby wnuk skończył symulować i przestał nami manipulować! Po czym odwócił się na pięcie i poszedł! Moja mama biegła za nim i z płaczem pytała, żebrała o litość - czy on naprawdę nie widzi, że jej wnuk jest chory, że ona prosta kobieta bez szkoły medycznej to widzi, a on nie?! Co więc takiego musi się wydarzyć, aby on to zauważył? Moi rodzice strasznie przeżywali tę sytuację! Nikt wcześniej w rodzinie nie miał żadnego konfliktu z prawem, aż do tego zajścia. Cierpieli oboje, że ich pierworodny wnuk, wprawdzie popełnił przewinienie, ale intuicyjnie wyczuwali, że należy zawalczyć o niego, o jego zdrowie! Natomiast przekaz ze strony lekarza był jednoznaczny: matka, czyli ja i dziadkowie robią wszystko, aby syna - wnuka wyciągnąć za wszelką cenę z aresztu!
Choroba rozwijała się w najlepsze, a my jako rodzina nie mogliśmy nic zrobić, byliśmy bezsilni! Gdy czytam, że często rodzina bywa pomocna (wywiady) w ustaleniu diagnozy, w naszej sytuacji nie było to możliwe, syn był w zamknięciu! Wręcz przeciwnie, nikt z nami nie chciał rozmawiać, nikt nie przeprowadzał wywiadu rodzinnego. Będąc w areszcie nikogo nie obchodziło czy syn bierze leki, czy nie!

Po trzech miesiącach sprawę umorzono. Jego koledzy wrócili do domów, na studia, mając w pamięci, to co się stało, traktując ten incydent jako nauczkę na całe życie. Pamiętam dokładnie dzień, kiedy wypuszczono Filipa z aresztu. Stał i czekał na mnie zalękniony, przygaszony z małym węzełkiem osobistych rzeczy. Twarz jego nie wyrażała żadnych emocji. Wyrzucony za bramę, niczym pies z budy! Wreszcie mi go oddali, tylko w jakim stanie? Jak wiele złego może wydarzyć się w życiu człowieka przez trzy miesiące! Wiedziałam instynktownie, że tamten Filip pojechał na wakacje, by już nigdy z nich nie powrócić. Ten Filip, który czekał na mnie, to był ktoś nowy, ktoś kogo wcześniej nie znałam. Czy mogłam odwrócić się od niego? Czułam, że on z całego dotychczasowego życia, właśnie wtedy potrzebował mnie najbardziej. Wiedziałam też, że już nigdy nie będzie tak jak dawniej. Wreszcie oddali mi Ciebie...
                                                                                                            Clara  

6 komentarzy:

  1. Claro,
    nie znam Cie, nie znalam Filipa - a jednak Wasza histroria jest tak poruszajaca, ze lzy same cisna mi sie do oczu, gdy to czytam. Boze, jaki ten swiat jest okrutny. Tak strasznie Ci wspolczuje, Tobie, Twoim rodzicom i calej Waszej rodzinie, ktora musiala przez to przejsc. Najbardziej zal mi Twojego syna- jak bardzo musialo byc mu ciezko. Wiem- bo czytalam wszystkie Twoje posty - ze Filipa juz nie ma. Nic i nikt juz mu nie moze pomoc ani tez zaszkodzic. Ale martwie sie o Ciebie. Czy to napewno dobrze, ze tak przezywasz te historie z kazdym postem od nowa? Mam nadzieje, ze jest to Ci potrzebne i Ci to pomaga. Ale podziwiam Cie, ze znajdujesz w sobie tyle sily, zeby tak to opisywac. Mysle o Tobie i mam nadzieje, ze ten blog i my wszyscy, ktorzy tu piszemy w jakis sposob mozemy choc troche Ci pomoc. Tak bardzo bym chciala, zeby okazalo sie , ze poza blogiem jestes osoba, ktora potrafi sie czasem usmiechnac i oprocz smutnych wspomnien ma poza tym normalne, w miare pomyslne zycie. Tak bardzo Ci tego zycze. Przeciez wiesz - zycia toczy sie nadal.... choc bez Filipa, bez meza, ale jednak Ty pozostalas. Napewno jestes jeszcze komus potrzebna i mozesz zrobic duzo dobrego. .. I mysle, ze ten blog moze bardzo pomoc innym, ktorzy borykaja sie ze schizofrenia u bliskich. Wiem, ze gdy sie walczy z choroba - jest sie bardzo samotnym. Pamietam, jak walczylam o zdrowie swojej corki - jak bardzo pomagala mi rozmowa z innymi rodzicami podobnie chorych dzieci. Moja rodzina i przyjaciele, ci ktorzy byli z nami przed choroba starali sie byc bardzo pomocni, ale oni tak naprawde niewiele rozumieli z tej choroby, nie wiedzieli o czym mowie, czego sie obawiam - zyli w innym swiecie, nie byli w stanie zrozumiec wielu rzeczy. Choc bardzo chcieli - ale to ich przerastalo. To trzeba przezywac , aby naprawde rozumiec. Ja moge Ci bardzo wspolczuc, ale ja po prostu wiem, ze bylo Ci ciezko, ze bardzo cierpialas - ale rozumiem Cie jako matka, a nie jak osoba ktora miala kogos bliskiego chorego na te chorobe. Tu mimo najszczerszych checi - nie moge sobie wyobrazic horroru jaki przezywal Twoj syn i Twoja rodzina. Pozdrawiam Cie bardzo serdecznie i zycze mimo wszystko pogodnych dni :)) ula

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Uleńko, tak bardzo dziękuję Ci za ten komentarz. Jest w nim tyle troski, życzliwości i współczucia, aż chce mi się płakać. Widzisz, ja podjęłam temat pisania tego bloga o schizofrenii w odniesieniu do mojego syna. Miałam i mam nadal nadzieję, że może komuś przybliżę tę chorobę. Tyle młodych ludzi i nie tylko choruje na nią, a jak mało o niej wiemy. Wspomniałam ostatnio, że coraz ciężej idzie mi to pisanie, ale ze względu na trudniejsze tematy, które poruszam. Towarzyszą mi przy tym głębsze emocje, bo przybliżam się nieuchronnie do spraw, których nie sposób pominąć. Jednocześnie chcę na tych wirtualnych kartkach zapisać, to co było dla mnie ważne, takie zapiski ze smutnej historii życia mojego syna - ocalić od zapomnienia i przybliżyć chorobę, żebyśmy nie byli obojętni na los ludzi, którzy czasami żyją za ścianą. Wiesz, kiedyś bardzo dawno temu, byłam radosną osobą, ale to już historia starożytna! Teraz, tylko czasami bywam i to na chwilę radosna, a może Twoje szczere życzenia odczarują moją złą passę? Gdy czytam w różnych poradnikach, że zasługujemy w życiu na wszystko, co najlepsze, to uśmiecham się drwiąco, że chyba nie wszyscy, mając na myśli siebie. I zaraz rodzi się pytanie: a dlaczego nie wszyscy?
    Masz rację, ze mimo szczerych chęci, ludzie obok nas, nie są w stanie pewnych spraw zrozumieć - to trzeba przeżyć! Ja przerabiam ostatnimi czasy ten temat i już nie jest mi przykro, że ktoś tego nie pojmuje, bo po prostu nie może, nie potrafi, bo każdy ma swój Mount Everest. Ja już się nie czepiam, nie oceniam, odpuściłam sobie. Jeszcze do niedawna było mi przykro, że rodzina i znajomi odsądzali mojego syna od czci i wiary, że swoim wybrykiem przyniósł wstyd rodzinie. Niestety, niektórzy do tej pory nie wiedzą, że Filip był bardzo chory i nie znają przyczyny odejścia, czyli jak widzisz, byłam sama. Ale proszę nie potraktuj tego, jako formy samoużalania się nad sobą.
    Samych serdeczności dla Ciebie i Twojej córeczki (bez względu na to ile ma lat, zawsze będzie Twoją małą córeczką).

    OdpowiedzUsuń
  3. Droga Claro! Zaglądam do Ciebie często, czytam, przeżywam razem z Tobą Twój ból. Przejmuję Twoje emocje, czuję Twoja bezradność a jednocześnie chciałabym Ci pomóc. To co nas łączy to schizofrenia naszych synów z którą się nie wygrywa. Choroba ta osacza nas ze wszystkich stron, jest w nas i nie można znaleźć odpowiedzi dlaczego tak się stało. A może przestać szukać powodu, świadomość przyczyny jej powstania niczego nie zmieni. Pozdrawiam Cię Claro. Maria

    OdpowiedzUsuń
  4. Mario, zgadzam się z Tobą, co do tego, że szukanie przyczyn choroby i tak nic nie zmieni - nie wyrzucimy jej za burtę, mimo naszych chęci i marzeń. Ja celowo staram się opisać tę sytuację, żeby pokazać, że tych przyczyn wybuchu choroby może być tysiące, tyle ile jest osób chorych. To, o czym piszę, to tylko próby przybliżenia choroby. Gdy Filip był z nami, ja przestałam zastanawiać się nad przyczynami, bo i tak nie miało to sensu. Moc pozdrowień dla Ciebie Mario i Twojego Syna. Przytul Go ode mnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Odpowiedzi
    1. Witaj Ataner, dziękuję, jedno słowo, a taką ma moc...

      Usuń

Drogi Gościu,

Zanim napiszesz choćby jedno słowo, nie krytykuj, nie osądzaj, tak od razu! Znasz raptem mój pseudonim, ale nie znasz mojej historii...