poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Synku, idź w stronę światła

Po kilku smutnych i tematycznie ciężkich postach, które ostatnio napisałam, chciałabym opowiedzieć Wam dosyć ciekawą historię, jaka przytrafiła mi się parę dni temu. Czekając na wizytę do lekarza, spotkałam tam od dawna nie widzianą znajomą Antonellę, która przyszła ze swoim 5 letnim synkiem. Chłopiec jest śliczny, typowo włoska uroda, ale jest dzieckiem autystycznym. Po wymianie serdeczności zaczęłyśmy rozmawiać, przy czym ona nie wiedziała, że mój syn nie żyje. Albo poczekalnia była na tyle mała, albo ja mówiłam zbyt głośno, chociaż wydawało mi się, że kontroluję sytuację (mały Giovanni roznosił ją w posadach), ponieważ temu wszystkiemu przyglądała się starasza pani, która dobrotliwie uśmiechała się do mnie. Kiedy jestem w Stanach, akurat takie zachowania, jak uśmiechy, mówienie "hi" przez nieznane sobie osoby, od zawsze budzą moją radość. Przez chwilę więc, nie byłam tymi uśmiechami zdziwiona. Dopiero, gdy znajoma weszła do gabinetu, owa pani niepewnie przysiadła się do mnie. Okazało się, że słyszała wszystko, co mówiłam o Filipie. Współczuła mi, ale zarazem chciała coś przekazać. Otóż wyciągnęła z portfela troszkę podniszczone zdjęcie młodego mężczyzny. Na fotografii jest (był) jej 23 letni syn, który zginął w wypadku na nartach w górach (porwała go lawina). To tragiczne zdarzenie miało miejsce ponad 20 lat temu, ale ona od zawsze ma jego zdjęcie przy sobie. Zaraz potem wyciągnęła zalaminowany skrawek kolorowej kartki na której widniał jakiś tekst. Powiedziała, że jest to jej modlitwa do syna, którą codziennie odmawia. W tych paru słowach zawarta jest cała jej miłość i tęsknota. Kiedy tak mówi do niego, jest jej lżej, czuje, że ma z nim duchowy kontakt. Najbardziej jednak zaskoczyło mnie, iż tę modlitwę przekazała mnie. W tym naszym kilkunastominutowym spotkaniu było tyle serdeczności i ciepła. Oto skrzyżowały się na chwilę dwie ścieżki życia dwóch zupełnie obcych sobie osób, a zjednoczyła je wspólna historia. Wprawdzie pani dała mi namiary na siebie, ale czuję, że nigdy do niej nie zadzwonię. W tej poczekalni, byłyśmy niczym dwa samotne meteory, które równocześnie  spadły w to samo miejsce, by potem rozpierzchnąć się w przestrzeni. Przychodzi mi na myśl pewne porównanie, kiedy to dwoje nieznanych sobie ludzi, spotyka się w pociągu, by po chwili zacząć opowiadać historie swojego życia. Widocznie oboje tego potrzebują - spotkanie mówcy i słuchacza, aby po wyjściu z pociągu już więcej się nie zobaczyć. Pani zdążyła jeszcze opowiedzieć o swojej córce, która mieszka w innym stanie Ameryki, o tym, jak za nią tęskni. W jej opowieści, widziałam momentami siebie i też czułam tęsknotę za swoją córką. Tyle podobieństw, wspólnych kolei losu...

I rzecz równie dziwna, bo tekst tej modlitwy, napisany jest na tle przedstawiającym wschód lub zachód słońca, podobnie jak na zdjęciu, która stanowi takie swoiste logo na moim blogu. Czyżby aż taki zbieg okoliczności? Patrząc na te dwie fotografie, tak różne, bo przecież każdy wschód i zachód słońca jest inny, a zarazem tak podobne, chciałabym wyszeptać cichutko, aby wszyscy ci, którzy odeszli, szli w stronę światła, w stronę boskości, by ogrzewali się ciepłem i miłością, jaka z niego emanuje. PODOBNO BÓG, TO ŚWIATŁOŚĆ, MIŁOŚĆ I ENERGIA...

Fot.Clara 
Ku Pamięci Mojego Drogiego Syna

Trzy małe słowa "nigdy Cię nie zapomnę"
tak mało mówią, a tak dużo znaczą.
My nigdy Ciebie nie zapomnimy,
ponieważ wciąż jesteś w naszych sercach.
Nieważne, jak spędzamy nasze dni
nieważne, co robimy.
Poranki nie wschodzą,
Wieczory nie zachodzą
bez myślenia o Tobie.

Bardzo kochający, bardzo tęskniący (za Tobą)



Ilekroć oglądam jedną z finałowych scen filmu z Patrickiem Swayze i Demi Moore pt."Duch" zawsze płaczę, to są takie łzy nadziei. W tej scenie z pewnością doskonale ją pamiętamy, główny bohater już jako duch żegna się ze swoją dziewczyną, by spokojnie iść na spotkanie nowemu życiu. Właśnie zmierza w stronę światła, a jego bliscy wyszli, aby go powitać. Cóż innego pozostaje mi, jeśli nie nadzieja, że fikcja filmu miesza się z prawdą. Cóż innego mogę powiedzieć, jak tylko: Synku, idź w stronę światła...

                                                                                                                  Clara











                                                                                                                 













                                                                                                                               
                                                                                                                                
                                       







                                     
                                               


                                                                                                                     

6 komentarzy:

  1. ja w przypadki nie wierze,to spotkanie,to zdjecie,ta modlitwa,ta historia......
    Claro,moze powinnas jednak zadzwonic?
    internet,blogowicze to mile spotkania,ale prawdziwy usmiech,ciepla dlon,rozmowa.......samotnosc w bolu - bol w samotnosci to chyba ciezkie przezycie
    pozdrawiam serdecznie,po sasiedzku teraz:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kto wie, może z czasem dojrzeję do tego, aby zadzwonić. Ja też jakoś nie wierzę w przypadki, może jednak musiałyśmy się tam właśnie spotkać, żeby dać sobie odrobinę ciepła. A przy okazji pozdrawiam Cię miła Sąsiadko. Te odległości tutaj powodują, że wspólna kawa graniczy z kosmosem! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. W tym ostatnim poście niesamowite przesłanie i bardzo dużo nadziei ....
    Maria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mario, chyba większość z nas pełna jest nadziei na lepsze jutro, mam na myśli sprawy ziemskie i metafizykę. Mamy NADZIEJĘ i WIERZYMY, że jest to COŚ po drugiej stronie naszego życia. Miedzy innymi, właśnie dzięki nadziei dążymy do tego światełka w tunelu, łatwiej pokonujemy trudności.

      Usuń
  4. Poruszyła mnie Twoja opowieść, Klaro. Ja, w przeciwieństwie do Twojego syna, poradziłam sobie. Kosztowało mnie to ogromnie wiele pracy i cierpienia, ale przezwyciężyłam chorobę. Teraz jest we mnie ogromny spokój i głębokie przekonanie, wręcz poczucie, że tam jest światło i ogromna, bezwarunkowa miłość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za słowa nadziei dla mnie, a Tobie życzę spokoju i zdrowia.

      Usuń

Drogi Gościu,

Zanim napiszesz choćby jedno słowo, nie krytykuj, nie osądzaj, tak od razu! Znasz raptem mój pseudonim, ale nie znasz mojej historii...