Jest sobotni wieczór, kiedy zaczynam pisać, będąc po ciężkiej rozmowie z przyjaciółką Lilą. Wszystko zaczęło się dosyć niewinnie, rozmowa z nią przez telefon, na zasadzie nie ma to, jak wylanie kubła łez na mankiet koleżanki czy innej przyjaciółki. Nie wiem nawet, jak doszło do tego, iż wtajemniczyłam ją mówiąc, iż piszę bloga na temat choroby mojego syna. I w tym momencie wszystko się zaczęło..., bo po tej rozmowie, to akurat ja mam doła! Podałam jej adres strony sugerując, że niestety, posługuję się pseudonimem, nie chcąc być rozpoznawaną w swoim środowisku. Pisząc te słowa mam autentyczny ból w okolicy serca. Kiedy spokojnie przytaczałam argumenty, dla których nie jestem w stanie jeszcze się ujawnić, czułam jak w mojej przyjaciółce narasta zdenerwowanie. W jej pojęciu, w jej Kodeksie Postępowania nie mieści się, że można ukrywać się za czy pod pseudonimem, pisząc o chorobie dziecka. Przecież ona czytała tyle blogów, które piszą rodzice chorych dzieci i każdy pisze o tym jawnie! Tak to prawda, tylko Lila, przepraszam, nie uświadamia sobie delikatnej różnicy, że tak jest w Ameryce, gdzie obecnie mieszka, że to jest normalne (ta jawność), ale jeszcze nie w Polsce! W naszym kraju nie mówi się wprost o chorobach psychicznych. Do pewnego momentu nawet się z nią zgadzam, ale moja przyjaciółka mieszka na stałe w Stanach, gdzie na co dzień ma do czynienia z inną kulturą, innym podejściem do wielu spraw i przesiąkła już ich stylem życia, pracy i myślenia. Niestety, to ja widzę i czuję te różnice w interpretacji wielu kwestii (Polska - Ameryka). Nie mnie teraz rozstrzygać o lepszych czy gorszych prawach, obyczajach etc. Prawdą jest, że choroby psychiczne to jeszcze temat tabu, wstydliwy w Polsce, wszystkie bądź prawie wszystkie choroby jesteśmy w stanie, jako społeczeństwo zaakceptować, tylko nie tę grupę chorób. Boimy się (czego?), wstydzimy się (dlaczego?) mówić o tym głośno. Muszą przeminąć w naszym państwie pokolenia, aby coś się zmieniło - chyba, że jest to nasza skaza narodowa?! Mnie też jest przykro z tego powodu, ale w pojedynkę nie da się nic zrobić! Może właśnie tym blogiem (jego treścią) wyjdę do ludzi. Nie wiem, czas pokaże czy podjęłam słuszną decyzję. Pamiętam, że pisałam już wcześniej na ten temat, przepraszam, że się powtarzam, ale jest to świeża reakcja na wspomnianą rozmowę.
Także, Droga Moja Przyjaciółko Lilu, (te słowa mogłabym równie dobrze skierować do rodziny, znajomych, sąsiadów), jest mi strasznie przykro, źle i ciężko na duszy, że przez tyle czasu okłamywałam Ciebie, a inni dalej tkwią w niewiedzy, że Filip chorował na schizofrenię. Ilekroć mówiłyśmy o moim synu zawsze miałam jakieś ogromne poczucie winy, strachu, że okłamuję Ciebie i innych. Przepraszam, ale musiałam wybierać mniejsze zło dla siebie i mojego syna, bo on też wiedział i czuł presję środowiska. POSTĘPOWAŁAM TAK PRZEZ SZACUNEK I OGROMNĄ MIŁOŚĆ DO NIEGO I DO MOJEJ CÓRKI. Droga Przyjaciółko, też jesteś matką i liczę, że zrozumiesz mnie, jeśli nie teraz to w przyszłości. Chcę jednocześnie podziękować Ci za te miłe gesty jakie okazałaś Poli i mnie, kiedy wspomniałam o rocznicy śmierci mojego syna. Dałaś taki ciepły komentarz, to są właśnie te momenty, które pozostają z nami na zawsze. Na Twój odzew nie musiałam długo czekać, poszperałaś troszkę w internecie i przesłałaś mi piękny wiersz - piosenkę. Nie wiem, jak to odgadłaś, wyczułaś, że dedykując ten utwór przez jego słowa i melodię mogę pobyć blisko niego. Piękne słowa, piękna muzyka, chciałoby się przy niej zasnąć, trzymając dziecko w objęciach, tak jak przy kołysance właśnie, a utwór nosi tytuł "Kołysanka dla synka" w wykonaniu Krystyny Prońko, dziękuję... Wiem, że to co teraz piszę, mogę równie dobrze przekazać Ci przez telefon, ale dla mnie nie będzie miało wtedy takiego znaczenia. Zapewne znasz powiedzenie, że papier wszystko przyjmie. To jest właśnie ten papier, ten moment przeprosin i podziękowania zarazem. Obydwie wiemy, że nasze drogi dziwnym trafem krzyżują się za każdym razem, kiedy przylatuję do Stanów. Obydwie mamy poczucie, że wychodzimy sobie na przeciw. Do końca życia będę starała się pamiętać, że "skrzydła Aniołów nie zawsze są widoczne", a Tobie dedykuję ten tekst:
"Każdy z nas jest Aniołem, który ma tylko jedno skrzydło. Jeżeli chcemy wzbić się ponad ziemię, musimy wziąć się w objęcia." - Luciano de Crescenzo