Na wstępie chcę się wytłumaczyć z kilku podstawowych kwestii. Najważniejsza z nich, iż próbując pisać swojego bloga nie chcę siać grozy i przerażenia zarówno w stosunku do osób chorych, jak i ich rodzin. Nie chcę wywoływać złych emocji u samych zainteresowanych, jak i paniki z powodu tego, że choroba musi się źle kończyć - wcale nie musi! ZAWSZE TRZEBA PODJĄĆ LECZENIE I NIE POZWALAĆ JEJ, ABY "PANOSZYŁA SIĘ" W NASZYM ŻYCIU! Nie powinnam za dużo rozpisywać się na temat samej choroby, bo nie jestem lekarzem, ale spróbuję przedstawić krótki jej opis, korzystając z różnych materiałów.
Chciałabym, aby to moje pisanie było tylko przekazem delikatnych wspomnień, sytuacji wziętych z życia zarówno mojego jak i syna, który był chory na schizofrenię. Mam nadzieję, że ktoś to przeczyta i weźmie choćby cząstkę informacji dla siebie.
W tytule dzisiejszego posta napisałam, że każdy ma swoją schizofrenię. Należałoby dodać, że każdy kto choruje na schizofrenię ma swoją własną schizofrenię w sensie objawów, zachowań, sposobów leczenia i prognoz na przyszłość. Jest oczywiście wiele objawów podobnych (osiowych), ale każdy przypadek choroby jest inny. Żyjemy w dobie internetu, wystarczy wejść na jakąś stronę i mamy gotowe informacje. Korzystając z okazji chcę przybliżyć Wam pewne jej symptomy.
My, jako społeczeństwo nie zdajemy sobie sprawy, jak powszechną chorobą psychiczną jest schizofrenia. Około 1/3 chorych na oddziałach psychiatrycznych to właśnie osoby chore na schizofrenię. Podobno, co siódmy człowiek na tysiąc cierpi na tę chorobę. Nazwa jej pochodzi z języka greckiego i w prostym rozumieniu oznacza rozpad czynności psychicznych, ale nie ich rozszczepienie, tak jak kiedyś mylnie sądzono. Choroba ta przybiera różne formy, dlatego celowo dałam taki tytuł posta. Przyczyny jej są do tej pory nieznane. Na schizofrenię cierpią przeważnie ludzie młodzi, zapadają na nią najczęściej między 16 a 30 rokiem życia. Zdarza się też, że choroba atakuje ludzi w wieku dojrzałym. Chorują na nią między innymi ludzie bardzo wrażliwi, inteligentni o tzw. bogatej osobowości.
Najczęściej spotykamy się z powolnym początkiem choroby. Nie jesteśmy w stanie uchwycić momentu kiedy to wszystko się zaczyna. Jak zawsze choroba działa podstępnie. Pierwotnie pojawiające się objawy nie muszą być od razu alarmujące. Mogą być to: długo trwająca depresja, chwiejność nastroju, zapalczywość zwłaszcza u osób, które dotąd brały wszystko lekko, uderzająca potrzeba samotności, która przedtem nie występowała, postępująca zgorzkniałość, nieufność w stosunku do ludzi, stwierdzenie przez chorego, że każdy jest przeciw niemu, że nikt go nie kocha, grożenie gwałtem sobie i innym osobom lub wprowadzenie tego w czyn. Chory może usiłować popełnić samobójstwo, przestaje interesować się pracą i rodziną, zajmuje się zanadto swymi marzeniami, nie potrafi zająć się przez dłuższy czas jedną sprawą zachowuje się i mówi bezsensownie, postępuje tylko według swoich myśli, które nie mają związku z rzeczywistością, nie poznaje przyjaciół, nie wie gdzie jest, nie orientuje się w czasie, podaje nie prawdziwe informacje o sobie, może twierdzić, że przeznaczony jest do specjalnej misji, przywiązuje niezwykłą wagę do religijnych rozmyślań, chociaż przedtem nie interesował się sprawami religii, przybiera postawę nasłuchującą, przejawia zaburzenia pamięci. Oczywiście, to nie wszystkie objawy choroby. Musimy wiedzieć, że poważna choroba psychiczna może być długi czas nie zauważana wskutek pozornie normalnego zachowania się osobnika dotkniętego chorobą. Wiele chorób psychicznych charakteryzuje się na początku objawami fizycznymi. Bardzo często zdarza się, że pacjent zmienia wielu lekarzy, leczy się najpierw na niedokrwistość, wątrobę, nerwy, a dopiero potem proszony jest o pomoc psychiatra. Wiem, że to wszystko brzmi bardzo książkowo, ale w charakteryzowaniu tej czy każdej innej choroby nie można inaczej.
Schizofrenik może być pod wpływem swych halucynacji najczęściej słuchowych, ale również innych np. cielesnych, wzrokowych. Słyszy głosy, które mu grożą, złorzeczą, rozkazują. Chory nie znajduje dla nich wytłumaczenia. Dlatego błędnie komentuje owe głosy twierdząc, że jest prześladowany. Przez kogo lub co? Treść tych błędnych komentarzy zależna jest od poziomu wiedzy i postępu technicznego w dobie, w której chory żyje. W średniowieczu było to "opętanie przez diabła", dziś podchodzi się do tej choroby bez pierwiastka religijnego. Inny schizofrenik wprawdzie nie słyszy głosów, ale popada na okres dni i tygodni w stan zupełnego odrętwienia fizycznego i psychicznego, potrafi całymi godzinami siedzieć lub stać w najbardziej niewygodnej pozycji (schizofrenia katatoniczna). U jeszcze innego zaczynają występować zmiany charakterologiczne: chory nie zwraca uwagi na otoczenie, staje się otępiały w swoich uczuciach i woli.
Chorzy będący w psychozie nieprawidłowo oceniają otoczenie, mogą cierpieć na halucynacje i urojenia, niewłaściwie oceniają siebie, fałszywie siebie obwiniając lub na odwrót cierpią na urojenia wielkościowe, bezkrytycznie osądzając swój stan i swoje stosunki z otoczeniem. Na ogół sami nie zwracają się o pomoc do lekarza, ponieważ uważają się za zdrowych. Swoje trudności potrafią z reguły umiejętnie ukrywać. Chory zostaje przyprowadzony do psychiatry dopiero wówczas, gdy jego dziwne zachowanie bardzo zwraca uwagę lub jest nie do zniesienia dla otoczenia. Oprócz przypadków głębokich zaburzeń świadomości, chory na psychozę nie jest tak głęboko zamroczony, aby o niczym nie pamiętał. Należy to wziąć pod uwagę w czasie obcowania z nim. W większości przypadków chorzy będący w psychozie bardzo cierpią, ale nie są niebezpieczni, jak się powszechnie sądzi. Objawy zaburzeń mogą wystąpić zupełnie nagle ostro lub powoli. Nagły początek psychozy może przejawić się wybuchem bezsensownego i nieodpowiedniego zachowania, tzw. splątaniem myśli, nagle powstałą depresją lub podnieceniem, napadem związanym z zamroczeniem świadomości, niezrozumiałym sądem, wyjątkowym czynem itd. W chorobie tej występują w różnych okresach lub epizodycznie: depresja, mania i paranoja. W kolejnym poście krótko dokończę ten temat.
Kiedy teraz piszę na temat schizofrenii, przychodzi mi taka sugestia: jak bardzo nasz organizm może bronić się przed dewastacją psychiki?! Mam wrażenie, jakbym coś relacjonowała na zimno, a przecież jeszcze niedawno, to wszystko było moim i nie tylko moim udziałem. Przez pięć lat, od odejścia syna, nie wchodziłam na strony internetowe poświęcone schizofrenii, nie czytałam żadnych wypowiedzi na forach o tej tematyce. Musiałam zrobić STOP, żeby trochę odpocząć. To tak, jakby ktoś mi powiedział: dotąd możesz biec, ale odtąd zrób sobie przerwę, by potem iść. Problem w tym, że czasami dalej nie wiem, co się dzieje z moim życiem, na jakim etapie jestem, odkąd mojego syna nie ma. Jeszcze kilka lat temu, gdy nie radziłam sobie z jego chorobą, wydawało mi się, że nie jestem w stanie przeczytać już więcej żadnego artykułu na temat choroby, bo sama dostanę obłędu z tego "przeinformowania". Jest już późno, więc żegnam się z Wami do następnego razu.