piątek, 7 września 2012

Za późno na radość

Witam,

Zanim przejdę do głównego tematu, chciałabym przeprosić za tak długą przerwę spowodowaną problemami natury technicznej. Do mojego komputera wkradł się wirus, stąd trudności z zainstalowaniem się do internetu.

Chcę nadmienić, że przez ostatnich kilkanaście dni mojego pobytu w USA (ultrakrótkie wakacje) wydarzyło się sporo sytuacji mniej lub bardziej ciekawych, ale niektóre tematy muszę zostawić w poczekalni bloga na dogodniejszy czas. Na razie nie powinnam i nie chcę pisać o radości, gdyż od wtorku smutek na dobre zagościł w moim sercu. Kiedy na jednym kontynencie, moja córka Pola, szykowała się do odlotu, na drugim (w Polsce) o podobnej porze, bliska mi rodzina pogrążała się w czeluściach rozpaczy, żegnając się z młodym, niespełna osiemnastoletnim Jakubem. Powiecie, że przecież niedawno pisałam w podobnym tonie i znowu... Niestety, nie potrafię przejść obojętnie wobec niepotrzebnej śmierci młodych ludzi. Wiem, że na całym świecie, co chwilę ktoś odchodzi tyle tylko, że zawsze te tragedie są czyjeś, prawda? Jeszcze nie nasze, to ich smutek, to ich płacz, nie nasz, czyż nie tak?! W pewnym sensie czuję się w moralnym obowiązku, aby wspomnieć o Kubie. Dlaczego? Ten chłopak to mój krewny, a ja zobaczyłam Go po raz pierwszy dopiero na zdjęciu podczas mszy żałobnej! Jak ten świat jest zwariowany! Pędzimy, gonimy i nie zawsze docieramy do celu! Jakub mieszkał jakieś 50 km ode mnie, gdzie w mieście nie czuje się takich odległości! Był wnukiem mojej kuzynki, z którą to cyklicznie umawiałam się na trzygodzinną kawę ilekroć wracałam z podróży. Ona zawsze wspominała i chwaliła swojego wnuka praktycznie za wszystko, za inteligencję i młodzieńczy czar! Teraz zdaję sobie sprawę, że nigdy nie miałyśmy czasu na zorganizowanie wspólnego, rodzinnego spotkania, bo gdzieś czaiła się naiwna wymówka, że przecież to już inne pokolenie! Głupi jest człowiek w swoim rozumowaniu, że jeszcze zdąży, że jeszcze nie teraz! A właśnie teraz, dokładnie wczoraj, szóstego września, dane mi było poznać Jakuba, spogladał na mnie, ale już tylko z fotografii przepasanej czarną, żałobną wstążką! Radość, która wypłynęła ode mnie do tego uśmiechniętego, przystojnego chłopca powróciła żalem i płaczem...za późno na wszystko! Spóźniłam się prawie o cały rok! Gdy w lipcu ubiegłego roku widziałam się z moją kuzynką, nic nie zapowiadało zbliżającej się tragedii! Jakub, w sierpniu zaczął uskarżać się na ból w pachwinie. Lekarz stwierdził, nie wykonując żadnych badań, że ból może spowodowany być zbyt gwałtownym wzrostem itd., zaraz potem pojawił się silny ból w kolanie. Miejscowi lekarze nie potrafili Go zdiagnozować. Kiedy trafił do Instytutu Onkologii w Warszawie, diagnoza zabrzmiała jak wyrok: najbardziej inwazyjny stopień raka kości i przyjazd o siedem miesięcy za późno bez rokowań na przyszłość! To tylko szczątkowe informacje, które teraz są bez znaczenia! Rok niewyobrażalnego cierpienia, rok nadziei, rok modlitw długich i niewysłuchanych...

Co czuje matka, gdy dziecko umiera w jej ramionach? Czy do ostatniego tchnienia, szepcze błagalne modlitwy do Boga o miłosierdzie dla niego, czy też prosi Go o spokojną śmierć dla swojego dziecka? Czy też szok jest tak wielki, że nie czuje kompletnie nic, bo jej organizm broni się, żeby nie zwariowała z rozpaczy?! A może dopiero po długim czasie, gdy odrętwiała budzi się do życia, emocje zaczynają do niej docierać i pojawia się uczucie delikatne niczym woal radości i szczęścia, że oto do ostatnich chwil czuwała przy swoim dziecku?! Ja, nie doświadczyłam takich uczuć... mnie nie było przy moim synu, kiedy odchodził! Był sam zdala od domu i bliskich sobie ludzi - sam i samotny! Dobrze wiem, że myślenie, iż widocznie muszę być tą gorszą matką, skoro nie dostąpiłam łaski bycia przy dziecku jest druzgocące psychicznie i do niczego nie prowadzi poza autodestrukcją! Nic nie można zrobić z takimi myślami! Oswoiłam je i pozwalam im odłynąć - takie moje przypływy i odpływy złych myśli.

Wiem też, że są w życiu człowieka sytuacje, które trzeba przeżyć, by o nich mówić, których trzeba doświadczyć, by je zrozumieć! Bo, co czuje matka (przepraszam wszystkich ojców i dziadków, pisząc o tym), gdy dostaje wiadomość, że jej dziecko odeszło?! Nagła rozpacz, lament i niedowierzanie, że nie było jej przy nim, że odchodziło samo, a ona niczego nawet nie przeczuwała! Czy narażę się, jeśli powiem, że wczoraj zazdrośnie słuchałam, jak Jakub odchodził wtulony w ramiona swojej mamy, że nie był sam!

Matka i dziecko w cudzie narodzin są jednością cielesną i duchową, by po chwili tworzyć dwa odrębne byty, ale nie do końca odrębne! Matka i dziecko w tragiźmie sytuacji zdani na siebie też są jednością, bo matka w swoim życiu doświadcza miłości absolutnej do własnego dziecka! Jak silne uczucia potrafią dochodzić do głosu nawet po latach, a przecież wydaje się, że minęły całe wieki od tej traumy i ból powinien wygasnąć! On jednak nigdy nie wygasa, jest uśpiony i tylko czyha, by wybuchnąć i zalać nas swoją lawą, niczym wulkan! Wczoraj, przestraszyłam sie tego uczucia zazdrości! Nie wiem, czy jest to normalna reakcja?! Właściwie, to nie istotne. Wiem na pewno, że ta zazdrość była moja i wielka! Wiem także, że wczoraj pojawił się ból, smutek, łzy i ogromny żal, że nie wykorzystałam okazji, aby poznać wspaniałego, młodego chłopaka - czas minął bezpowrotnie!

                                                                                             Clara

24 komentarze:

  1. To, że zwraca Pani uwagę na czyjś ból nie jest przejawem Pani pesymizmu i nastawieniem się wyłącznie na smutek w życiu. To znak, że jest Pani osobą wrażliwą i w codzienności pełnej pośpiechu jest jeszcze Pani w stanie się zatrzymać i poczuć świat Sercem i Sumieniem. Proszę mi wierzyć - coraz mniej takich ludzi we współczesnym świecie...

    Wiem, że to żadne pocieszenie, ale... ja też czułam ogromny żal, gdy odchodziły bardzo bliskie mi osoby, członkowie rodziny - często tej najbliższej. Bo odkładało się na bok wizyty, bo nie było czasu na rozmowy, bo nagle ten ktoś zniknął z naszego życia, z życia tego świata i nie ma już odwrotu, czasu cofnąć się nie da. Obiecywał sobie człowiek potem, że się zmieni, że przystanie, zrobi sobie przerwę od szarej codzienności i nadrobi zaległości, systematycznie będzie się kontaktował (chociażby telefonicznie) z bliskimi nam osobami.

    Czy to wychodzi? Czy w dzisiejszym świecie się da? Cóż... mnie się udaje to na tyle, na ile bym chciała. Staram się jednak od czasu do czasu zrobić bliskim mi osobom, rodzinie jakąś niewielką niespodziankę - np. wysyłając kartkę z pozdrowieniami. I choć na takiej kartce nie jesteśmy w stanie przekazać zbyt wiele, to jednak wiem, że potrafi przywrócić radość życia (słyszałam radosny, wzruszony głos w słuchawce, gdy ktoś z rodziny dziękował za niespodziankę).

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ cieszę się, że podzieliłaś się swoimi przemyśleniami - pokazałaś siebie! Masz rację często chcemy się spotkać, byc w kontakcie, ale nie robimy tego z najróżniejszych powodów. Świat wariuje, a często, my czasami razem z nim!
      Wiesz, szalenie podoba mi się, że np. w Stanach jest zwyczaj pisania do siebie kart praktycznie z każdej możliwej okazji, a karty te są specjanie zatytułowane. Radość moich rodziców z otrzymania kart np. na Dzień Matki i Ojca, była dla mnie bezcenna.
      Ja też pozdrawiam Cię niezwykle serdecznie.

      Usuń
  2. Człowiek z natury bywa spóźniony. Wiele rzeczy robimy za późno,a potem siebie za to karcimy, ale czy słusznie? Każdy ma swoje smutki, żale, rozpacz i zajęcia, nie możemy byc wszędzie i ciągle pytac siebie co by było, gdyby..Osoby wrażliwe takie jak ja i Pani niestety nie potrafią tego pytania z głowy wyrzucic. Zawsze, gdy umiera ktoś bliski żałuję i mam do siebie pretensji, że nie było mnie częściej, że nie odwiedziłam, nie poznałam lepiej. Analizuję, rozmyślam, wyobrażam sobie ból najbliższych tej osoby. Jest to katorga, ale na pewno troszkę potrzebna, bo inaczej cierpielibyśmy na znieczulicę. Pamiętajmy jednak zachowac w tym umiar.
    Życie jest nam dawane i odbierane. Koło życia się zamknęło, okropne jest to jak wcześnie i niespodziewanie dla Jakuba.
    Szczerze i od serca mocno współczuję...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ważne jest, aby mieć świadomość, że nie tylko my jesteśmy zapędzeni, że brakuje nam czasu i siły. Nie chcę się w ten sposób usprawiedliwiać, tylko tak jak Pani pisze, takie jest życie ze swoją prozą! Na szczęście dla nas samych, jesteśmy tak mądrze stworzeni, że sporo jest w nas mechanizmów obronnych, aby dążyć do równowagi.
      A dla Jakuba od nas wirtualne światełko do samego nieba: {*} {*}
      Dziękuję za tak szczere wyznania.

      Usuń
  3. Sądzę, ze ta zazdrość nie była czymś złym, ponieważ żałujesz, ze nie było Ci dane być z twoim Synem w chwili jego śmierci. A ten żal po śmierci bliskiej osoby, ze się nie zdarzyło jest tez normalny i uzasadniony. Każdy to odczuwa jeśli traci kogoś bliskiego. A śmierć Jakuba nie dość, ze Cie zasmuciła to otworzyła na nowo twoją ranę. Ja także sadzę jak Ty, że taka rana się tak do końca nigdy nie zagoi. Można wrócić do normalności, żyć, funkcjonować, ale ten ból i tak będzie wracał z siłą wybuchu wulkanu co jakiś czas.

    Ta Pieta jest niesamowicie poruszająca i tak idealnie pasuje do tego wpisu.

    J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, co dla mnie jest tak niesamowicie ważne w komentarzu Twoim i innych piszących - ZROZUMIENIE dla moich uczuć i emocji, że ktoś np. myśli i odczuwa podobnie jak ja w tej konkretnej sytuacji, dziękuję. Bardzo bałam się napisać o tej zazdrości, iż znowu ktoś mnie oceni, ale chęć wyrzucenia z siebie tych emocji była większa.
      Cieszę się bardzo, że akurat ta Pieta podoba Ci się. Przejrzałam sporo fotografii, ale ta przemówiła do mnie najbardziej.
      Serdeczności moc dla Ciebie.

      Usuń
  4. Ja do dziś nie wierzę, że 32 lata temu zmarł mój 4 - miesięczny synek. Wszystko przeszłam, nadal żyję, ale jak to? - umarło mi dziecko? Dlatego wolę nie pamiętać, nie wspominać,bo inaczej...ehh.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla Twojego Synka, te Światełka Pamięci {*}{*}{*}
      Czy w tym konkretnym przypadku mogę napisać, że wiem, co czujesz...
      Przytulam Cię Moja Kochana Izis

      Usuń
  5. Prawdziwe ten zrozumie śmierć kto sam na własne oczy widział ją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mocne i piękne zarazem słowa, dziękuję.

      Usuń
    2. Ja widziałam śmierć mojej baci,którą bardzo kochałam,a niekoniecznie doceniałam. Przeżyłam to bardzo.

      Usuń
    3. Ja chciałabym być w takim momencie z moimi rodzicami w bardzo dalekiej przyszłości.

      Według religii chrześcijańskiej, my żyjący, możemy pomóc tym, co odeszli modlitwą i przyjmowaniem komunii św.

      Usuń
    4. Tak. Bo to,że postawię znicz na grobie to nic nie pomoże. Ale modlitwa,a szczegolnie Msza Świeta najbardziej pomagaja zmarłym.

      Usuń
    5. Wydaje mi się, że ten znicz na grobie pomaga głównie nam żyjącym i też jest potrzebny, to pamięć o tych, którzy odeszli.

      Usuń
    6. Też tak myślę. Byle ten ból nie stał się częścią naszego życia. W tym sensie że za wszelką cenę będziemy chcieli sie z nimi skontaktować.

      Usuń
  6. Klaro jeśli ktoś przeszedł śmierć bliskiej osoby, niekoniecznie dziecka to będzie umiał zrozumieć takie emocje.
    Odczuwać zazdrości nikt Ci nie zabroni, bo to jest jedno z ludzkich uczuć, do których masz prawo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za pokazanie tego uczucia od innej strony. Wydawało mi się, że uczucie zazdrości jest czymś złym w tak dramatycznej sytuacji, Ty pokazujesz, że mam do niego prawo, dziekuję.

      Usuń
  7. Cześć.

    Mój najbliższy przyjaciel od kilku miesięcy prowadzi bloga. Służy mu on do wyrzucenia z siebie pewnych rzeczy z którymi usiłuje się jakoś uporać. Chce je pozostawić gdzieś za sobą by móc iść naprzód. Uporządkować bałagan w głowie.

    Mimo, że zdecydował się "wykrzyczeć" z siebie to co leży mu na sercu, nie jest egoistycznym, zapatrzonym w siebie gówniarzem pragnącym zwrócić na siebie uwagę. Jest wrażliwym, uczciwym, zabawnym człowiekiem.

    Niestety dosyć często dopada go depresja. Czytając bloga zrozumiesz skąd się wzięła.

    Mam wielką prośbę - chciałbym Cię prosić o umieszczenie adresu na Twoim blogu oraz/lub/albo przeczytanie kilku postów i pozostawienie ciepłego komentarza. Oraz/lub/albo napisanie posta z prośbą do czytelników by zajrzeli pod wskazany adres.

    Nie będę w stanie się odwdzięczyć prócz napisania szczerego:

    Dziękuję.

    http://www.cien-feniksa.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście odwiedzę bloga Twojego kolegi. Natomiast, aby napisać posta Jemu poswięconego, potrzebuję trochę czasu. Jeszcze dziś tam zajrzę.

      Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.

      Usuń
  8. RiP

    Claro, długo mnie nie było. Dzisiaj z radością otwierałam tę stronę by nacieszyć się twoim szczęściem spotkania z Polą- tego oczekiwałam.
    A tu, kolejne słowa jak cierń wbijały mi się w myśli.
    Mój Boże..wspaniałe słowa księ∂za Twardowskiego tylko mogły przyjść na myśl: "śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą"....
    Niech perspektywa radości Jakuba w Niebie będzie utuleniem dla wszystkich pogrążonych w żałobie.
    Claro, zawsze możesz nadrobić brak spotkań ziemskich ofiarą mszy gregoriańskich za zmarłą osobę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Spes, wiem o różnych możliwościach "duchowej pomocy", co nie zmienia faktu, że na pewne sytuacje już tu na ziemi jest za późno.
      Okazało się, że Jakuba dwaj przyjaciele, zginęli w wypadku samochodowym w czerwcu tego roku, a teraz cała trójka spoczywa niedaleko siebie.
      Spes, czy słyszałaś, jak czasami ludzie mówią, pocieszając siebie w obliczu tragedii, że ktoś kto odszedł, za jakiś czas "pociagnął" kogoś za sobą?
      Wiem, że w ogóle takie myślenie budzi kontrowersje, ale zdarza się, że musimy znaleźć dla siebie punkt zaczepienia, żeby dalej żyć... Ci młodzi ludzie byli jak przyjaciele z podwórka...było ich trzech, tak jak w "Autobiografii" Perfectu.

      "Było nas trzech,
      w każdym z nas inna krew,
      ale jeden przyświecał nam cel.
      Za kilka lat
      mieć u stóp cały świat
      wszystkiego w bród.
      Alpagi łyk
      I dyskusje po świt
      niecierpliwy w nas ciskał się duch.
      Ktoś dostał w nos
      to popłakał się ktoś
      coś działo się."

      Pola, przyleciała tydzień później do domu. Cieszymy się sobą, ale termin jej wyjazdu zbliża się niubłaganie. Zawsze tego czasu jest za mało, ile by go nie było.

      Pozdrawiam Cię serdecznie.

      Usuń
    2. Tak, Claro, słyszałam . I myślę, że w tym jest jakaś cudowna mą∂rość ludowa i troska aby ten ktoś TAM miał swoich znajomych i bliskich.
      Claro, to co na ziemi jest tak krótkie, że aż może przerażać.
      Bogu dziękuję za Rodziców, którzy nauczyli mnie patrzenia na wszystko w perspektywie wiary. Popatrz, tam już nie będzie odejść i pożegnań. Tam, będziemy razem z Jego światłości.
      Warto na to czekać z utęsknieniem...."tu"- szybko minie....czy to nie radość?
      ;))

      Usuń
  9. Bardzo Pani współczuję takich bolesnych doświadczeń. Mam nadzieję że moja matka nie będzie musiała czegoś takiego przeżywać. Ostatnio co raz bardziej zaczynam się obawiać się o to że mam schizofrenię. Czasem słyszę jakieś głosy, nie mogę w nocy spać spokojnie bo boję się że znowu się to wydarzy.
    Czytałem o sposobach leczenia tej choroby ale czy są jakieś skuteczne? Coś co na prawdę potrafi wyleczyć do końca tę chorobę ? :( W tym artykule http://www.schizofrenia.medserwis.pl/index.php?t=14&id_t=7029 jest o tym, że można tylko 'wyleczyć' osobę chorą na tyle aby mogła normalnie funkcjonować w społeczeństwie :( Proszę o radę w tej sprawie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, to co przytrafiło się mojemu synowi i mnie wcale nie musi przytrafić się Tobie czy też Twojej rodzinie.
      Na Twoim miejscu poszukałabym jakiegoś dobrego lekarza psychiatrę oraz psychologa. Dlaczego psychologa? Ano dlatego, że tak naprawdę, to psycholog poświęca pacjentowi więcej czasu na nurtujące go pytania. ZAUFANIE, zarówno do lekarza i psychologa to podstawa! Postawienie trafnej diagnozy w wypadku zaburzeń psychicznych może zrobić tylko lekarz, a nie Ty sam ani Twoi znajomi!
      Bycie pod kontrolą, przyjmowanie leków, które też nie działaja od razu (to nie antybiotyk), powoduje, że można dobrze funkcjonować w społeczeństwie.

      Postaram się przeczytać ten artykuł o którym piszesz. Przepraszam, za zwłokę w odpisaniu na Twój komentarz, ale nie było mnie pod komputerem przez ostatnie dni.
      Idź, proszę, na wizytę do lekarza i nie patrz na zegarek, że długo tam siedzisz! On powinien być Twoim "spowiednikiem"! Nie możesz niczego zatajać przed nim, że masz takie lub inne objawy, to ważne.
      Jeśli mogłabym jeszcze pomóc Ci w czymś, pisz.

      Usuń