wtorek, 25 września 2012

Wianek z różyczek pleciony

Witam,

Od jakiegoś czasu pod niektórymi moimi postami, zaczęły pojawiać się komentarze stwierdzające, że za mało piszę o samej schizofrenii, o objawach, które występowały u mojego syna. Mnie jednak wydaje się, że do tej pory, napisałam wystarczająco dużo na ten temat. Ze wszechmiar staram się, aby ów blog był zapisem pewnych fragmentów z życia mojego syna, który zachorował na schizofrenię, ale który żył w rodzinie, miał swoich znajomych i przyjaciół. Próbuję przy tym wplatać różne skrawki historii, które w moim odczuciu były i są ważne. Piszę głównie o moich uczuciach do syna, o jego i mojej walce z tą chorobą,  o tym co czułam, gdy żył i co czuję teraz, gdy odszedł. Tak, jego już nie ma, a  ja znowu walczę, aby tym razem uporać się z żalem, czasem popatrzeć na tę traumę z boku w nadziei, że może coś znajdę teraz, czego wcześniej nie udało mi się dostrzec, aby poczuć spokój. Może ten blog powinien mieć inny tytuł np. "Oczyszczenie", wówczas łatwiej byłoby mi poruszać różnorakie tematy?! A tak padają głosy, że za mało jest schizofrenii w blogu o schizofrenii!

Bywają momenty, że chciałabym zwrócić uwagę czytającym, aby uważnie zapoznali się z krótkim opisem na początku każdego postu, ponieważ tam kryje się odpowiedź, co do zasadności pisania tego bloga. Być może w odczuciu niektórych osób podchodzę zbyt emocjonalnie do tego pisania, ale w końcu piszę o własnym dziecku, które straciłam w wyniku choroby, o emocjach jakie towarzyszyły jemu i całej mojej rodzinie. Czy tłumaczę się? Z pewnością, tak. Czy w ogóle powinnam tłumaczyć się? Na pewno, nie, bo piszę tak jak umiem, czuję i pojmuję pewne zdarzenia. Równocześnie dziękuję za wszystkie komentarze, bo one pokazują, że każdy ma prawo do swoich przemyśleń. Czasami ważne dla mnie tematy, czekają na swoją kolej długo, ale nie mogę ich przyspieszyć, bo takie jest życie ze swoimi barwami. Na dany moment coś dzieje się po drodze, którą gdzieś tam podążam i jest na tyle ważne, że nie może czekać, ponieważ cały ładunek emocjonalny uleciałby bezpowrotnie.

Piszę więc o tym, co jest dla mnie istotne, jak choćby dziś, w dzień urodzin mojego syna. W jednym z postów, przywołam w pamięci CUD JEGO NARODZIN. Wspomniałam wtedy o wczesnojesiennym dniu, kiedy Filip przyszedł na świat. Dzisiejszy, słoneczny dzień, typowe polskie "babie lato" zapraszało do wyjścia na spacer. Ten szczególny dzień, chciałyśmy spędzić z Polą blisko niego i z myślą o nim. Kiedy w drodze na cmentarz, weszłyśmy do kwiaciarni, od razu naszą uwagę przykuły maleńkie bordowe różyczki.
fot.Clara Fabio 2012r.



















Odkąd sięgam pamięcią, koło mnie zawsze były i są róże, a to Filip dawał mi je z okazji urodzin czy imienin, a teraz Pola. Zresztą do tej pory zachowałam i ususzyłam bukiecik bordowych róż od niego, nie przypuszczając, że będzie on ostatnim... Gdy pani z kwiaciarni, powiedziałam, że te piękne kwiaty za chwilę zaniosę do mojego syna, ona bez namysłu, podała mi figurkę maleńkiego anioła, prosząc, abym położyła go koło tych różyczek. Niby taki mały, a zarazem tak wielki gest, który wywołał łezkę w oku. Więcej słów, poza moim dziękuję, okazało się zbędnych. Ten jeden gest pociągnął za sobą cały splot dobych i miłych zdarzeń, prawie jak wianek pleciony z tych małych różyczek. Bo jak opisać to, co zaczęło się dziać, gdy po chwili spotkałam na drodze kobietę, proszacą o parę drobnych na bilet do domu. W moich oczach, podarowana jej moneta, była tą kolejną różyczką dodaną do wianka.

Będąc już na cmentarzu, zauważyłyśmy, błądzacą między alejkami siostrę zakonną. Podejrzewałam, że szuka kilku znajomych mi grobów sióstr zakonnych ze swojego zgromadzenia. Tym razem, to ja usłyszałam ciepłe słowo: dziekuję, gdy okazałam jej pomoc. Która z nas dołożyła kolejną różyczkę do wianka? Właściwie nieważne która, bo znowu liczył się gest dobrej woli! Siostra z różańcem w ręku, modliła się, a ja  odważnie podeszłam do niej. Skrępowanie gdzieś odpłynęło, a ja prosiłam o odmówienie choćby jeden raz "Zdrowaś Maryjo" w intencji mojego syna. Chciałam mocno wierzyć, że dziś również u Pana Boga Filip obchodzi swoje urodziny i jest szczęśliwy. Gdy odchodziłyśmy z cmentarza pełne spokoju i zadowolenia, widziałyśmy jej małą, pochyloną postać, modlącą się na grobem Filipa. To była już inna, ale jakże piękna, następna różyczka do wianka.

Kto dziś tu na ziemi, plótł dla nas wianek z tych dobrych uczynków? Ten wianek, to taki symbol koła po którym krążą dobre uczynki i zawsze wracają do tego, który je wysyła (znowu w to wierzę)! Ale mam też pokorne pytanie: czy ten KTOŚ od wianka równie z wielka miłością zatroszczył się dziś o mojego syna, tam w niebie? Wszak, to pamiątka CUDU NARODZIN! A ja tak  mocno pragnę wierzyć, że tam wysoko, wysoko, gdzie nad chmurami świeci słońce, każdy obchodzi dzień swoich urodzin na specjalnym balu wszystkich świętych...
                                                                                                           
                                                                                                          Clara

PS.

A co jeszcze na ziemi? Msza i komunia św. w intencji Filipa i maleńka karteczka położona obok anioła, że tęsknimy, że codziennie jest w naszych myślach i sercach...

16 komentarzy:

  1. Przepiękne świadectwo pani Claro. Na początku niezbyt to wszystko pojmowałam,bo jak dziecko może pojmować ból matki,która stracila dziecko????Ale teraz już wszystko wiem i naprawdę podziwiam panią...Jest pani obecna w mojej codziennej modlitwie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmm, bardzo dziękuję za ten piękny komentarz. Rozumiem też, że ciężko jest mówić o czymś, czego się nie doświadczyło.

    Pozdrawiam Cię ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ktoś , kto utkał Filipa w twoim łonie, Ktoś, kto wcześniej go już znał - On dzisiaj mocno tuli go do swego serca...dzisiaj i w każdej chwili tej Rzeczywistości, którą dopiero poznamy.
    Niech Jego Miłość będzie nieustająco z tobą Claro.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spes, ależ pięknie to wszystko ujęłaś. Tak, musiał być
      ten Ktoś, kto utkał mojego syna w moim łonie. Muszę i chcę wierzyć, że właśnie ten Ktoś troszczy się o niego.
      Dziękuję Spes za te słowa pocieszenia i nadziei.

      Usuń
  4. Ten wianuszek róż to pewnie Filip spowodował:), chciał Ci ubarwić ten dzień, by t tęsknota za nim nie przysłoniła Cudu Narodzin.

    Myślę też, że masz prawo tutaj pisać o emocjach i tęsknocie ile chcesz. Nikt nie powinien dyktować Ci ile masz pisać o chorobie, a ile o uczuciach matki wobec syna. Nie musisz się nikomu tłumaczyć, bo to twój blog i to TY decydujesz co piszesz:).

    Pozdrawiam i tulę mocno:*

    J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale cieszę się, że to napisałaś :) Może Filip chciał dać mi znak, że jest blisko mnie i Poli tego dnia, stąd ten cały splot dziwnych, ale miłych sytuacji. Dziękuję za pokazanie tego światełka.

      Dziękuję też za wsparcie i zrozumienie mnie, bo schowałam się do swojej skorupy ze strachu.

      Usuń
    2. Klaro nie chowaj się do skorupy:). Jest tutaj wiele osób, które Cie rozumieją, a ci co Cie nie rozumieją to nie wiedza przez co przechodzisz, ponieważ nie umieją patrzeć sercem.

      Nie masz za co Dziękować:. Podziękuj za to Filipowi, bo to on jest sprawcą tych miły zdarzeń:)

      Usuń
    3. Cieszę się, że spotykam tak życzliwe osoby jak Ty i jeszcze parę innych sympatyków tego bloga. Wasze wpisy utwierdzają mnie tylko w przekonaniu, że mimo wszystko, powinnam dokończyć pisanie tego bloga.

      Pozdrawiam Cię serdecznie

      Usuń
  5. ja również kompletnie nie rozumiem Twoich rozterek dotyczących tego, czy tym co piszesz 'wpasowujesz' się w 'tematykę' bloga czy tez nie... to jest Twój i tylko Twój blog i powinnaś pisać o tym o czym chcesz, nawet jeśli będzie to wpis dotyczący tego co Cię spotkało w codziennym życiu. Jak dla mnie to ten blog jest w takim samym stopniu o Filipie co o Tobie i tym jak sobie w życiu radzisz po tym co Cię spotkało. Mnie np to chyba nawet bardziej interesuje od medycznych aspektów choroby - bo o tym akurat mogę poczytać w wielu miejscach w interenecie. Ciężej jest znaleźć informację jak ta choroba wpływa na rodzinę, jak sobie z nią radzić, jak rozumieć niektóre zachowania ludzi z naszego otoczenia itd. Pisz więc Claro jak najwięcej o tym co Ci na sercu i duszy leży, a jeśli nie trafisz z danymi wpisami w czyjeś gusta? to najwyżej nie będzie czytał danego wpisu. Ja też nie wszystko czytam - jako osoba niewierząca omijam wpisy o tematyce czysto religijnej, co nie przeszkada mi wracać do tego bloga regularnie :)

    pozdrawiam Cię ciepło
    Joanna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joanno, bardzo, ale to bardzo, chcę Ci podziękować, że wzięłaś mnie w obronę. Wiesz był taki moment, że nawet myślalam, aby przestać pisać tego bloga, bo przestraszyłam się opinii niektórych komentatorów. Ja też uważam, że wystarczy kliknąć i wyskakują setki stron dotyczące samej choroby i jej objawów. Nie chcę powtarzać tego, co Ty napisałaś, bo ja też myślę podobnie.
      Przy okazji, nie jestem wcale odporna na krytykę i gdzieś kulę się w sobie pod naporem ciężkich dla mnie słów.

      DZIĘKUJĘ, ŻE JESTEŚ

      Usuń
    2. Klaro myślę, ze nie powinnaś rezygnować z bloga tylko dlatego, ze ktoś Cie krytykujesz, bo nikt Ci nie powinien nakazywać o czym masz tutaj pisać i w jaki sposób. To Ty decydujesz:)

      Usuń
  6. Claro nie rezygnuj z pisania bloga proszę...Wracam tu, czytam, czekam z niecierpliwością na kolejne Twoje wpisy, rozmyślam i... podziwiam Cię. Masz prawo pisać to co uważasz, to co leży Ci na sercu, bo to Twoje miejsce, a pisanie na jakiś temat pod przymusem nie miałoby najmniejszego sensu.
    Dziękuję za Twój blog:)
    E.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja dziękuję za tak wielką dawkę ciepłych słów od Ciebie. Może już najwyższa pora trochę okrzepnąć i nie przejmować się tak bardzo tylko pisać, co w duszy gra, więc mężnie pierś do przodu i do boju o swoją prawdę i uczucia!

      Usuń
  7. Nigdy nie zrozumiem, dlaczego jedni ludzie oceniają drugich, gdy sami nie poznali danej sytuacji z odpowiedniej strony. Już chyba parę notek temu tłumaczyła się Pani z zasadności pisania tego bloga. Wg mnie... zupełnie niepotrzebnie.
    Nie jestem częstą odwiedzającą tutejszy blog, bo życie własne i córki wymaga ode mnie nakładu czasu, którego wciąż za mało. Ale lubię tu wracać i czasem cichutko czytać Pani notki. Dlaczego? Bo ten blog jest przepełniony niesamowitą, nieskalaną szczerością. A tej szczerości w dzisiejszym świecie ciągle za mało.
    Proszę nie przestawać pisać. I proszę też nie przejmować się mało pozytywnymi komentarzami. Jakby to powiedział mój ulubiony pisarz: "olać to sikiem prostym" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W większości mądre poradniki psychologiczne mówią nam, aby nie oceniać czyjegoś zachowania, bo nie jesteśmy w stanie pojąć powodów, dlaczego ktoś zachowuje się w taki a nie inny sposób, że nie należy mierzyć czyichś zachowań swoją miarką, a jednak tak robimy!
      Podobnie jak w moich poprzednich odpowiedziach, chcę podziękowac Pani za ten komentarz, gdyż to daje mi kierunek jak i co dalej pisać. W pewnym momencie zaczęłam się nawet zastanawiać, czy niektórych tematów dla mnie ważnych po prostu nie pominąć, bo znowu narażę się na atak, a może i drwinę, ale wtedy nie będę w zgodzie z samą sobą, nie przedstawię prawdy takiej jaka ona była. Dziękuję raz jeszcze za obronę mojego bloga i obiecuję, że doprowadzę go do końca, tak jak chcę!
      A ten "sik prosty" wbrew pozorom też daje siłę! :)

      Usuń