piątek, 6 stycznia 2012

Sami i samotni

Nie zajmuję się zawodowo polityką ani nie interesuję się nią zbyt przesadnie, ale chciałabym napisać o tej całej akcji dotyczącej refundacji leków i problemach z tym związanych dla chorego, widzianą do niedawna oczami rodzica, którego dziecko było chore na schizofrenię. Nie chcę tym samym nikogo obrazić w sensie "ciężkości" chorób, ale nasuwa mi się jedno spostrzeżenie, mianowicie o ile człowiek chorujący na cukrzycę, astmę, nowotwór oraz wiele innych poważnych chorób, sam może zawalczyć o siebie, oczywiście nie zawsze, o tyle grupa osób chorujących na choroby psychiczne pozostaje na tym polu walki SAMA I SAMOTNA! Przepraszam, ale takie są moje osobiste spostrzeżenia i doświadczenia. Zgadzam się, że osoby ciężko chore lub dotknięte jakąś chorobą też miewają problemy natury emocjonalnej, choroba spada na nich i ich bliskich, jak grom z jasnego nieba. Budzi to szereg emocji, najczęściej negatywnych, często z depresją włącznie, ale pozostaje jeszcze grupa ludzi zaburzonych psychicznie, którym sama choroba nie pozwala na wiele, albo na nic. Dlaczego? Bo właśnie tak objawia dana choroba!

W niczym nie można generalizować, wkładać coś w jakieś sztywne ramy. Wszystko zależy od stopnia samej choroby, jej objawów i sił obronnych organizmu. Pod jednym z moich postów komentarz napisał 40 letni mężczyzna chorujący od dwunastu lat na schizofrenię. Bierze leki sporadycznie, pracuje dorywczo, miał jakiś epizod choroby, z tego wynika, że dobrze się czuje. I to jest WSPANIAŁE, ale znam rzesze młodych ludzi, skazanych na pomoc rodziców, czy bliskich, a chorujących na schizofrenię, którzy bywają bezradni w swoim życiu z powodu tej choroby. Nic ich nie interesuje, są wycofani z życia społecznego, nic im się nie chce. Najchętniej szeroko pojęty minimalizm, typu spanie i leżenie na kanapie. Broń Boże, tym stwierdzeniem nie chciałabym nikogo dotknąć czy obrazić - tak działo się z moim synem Filipem, pisałam o tym wielokrotnie w poprzednich postach. Tak, w jego przypadku objawiała się ta choroba i leki na nią działające! Nie chcę być odebrana, jako matka cierpiącego syna ze złotą aureolą nad głową, bez której on przepadłby, ale prawdą jest, że bez mojej pomocy ciężko byłoby mu żyć. To ja załatwiałam mu przedłużenie leków, gdy on czasami nie był w stanie iść sam do lekarza, albo wysiedzieć dwie godziny pod gabinetem, mimo wizyty w gabinecie prywatnym. Gdyby nie moja perswazja, co do zadbania o siebie, to on wcześniej sprzed choroby, dbający o siebie, czytaj pedant, teraz miał na to wszystko "wywalone", jak mawiał. Gdyby nie moi rodzice, ich troska o niego, ciężko byłoby mu odnaleźć się w tej rzeczywistości - POZOSTAŁBY SAM I SAMOTNY!

Jak w takiej sytuacji, chorujący np.na schizofrenię ma zawalczyć o siebie? Czy będzie w stanie biegać od apteki do apteki, aby sprawdzać ceny leków? Czy ceny do niedawna tak wysokie na niektóre leki, byłyby na przysłowiową kieszeń młodego rencisty, który we wczesnym wieku zachorował i nie wypracował sobie odpowiednich lat, aby jego świadczenie zusowskie (renta) były na tyle wysokie, aby mógł spokojnie żyć? NIE, NIE, po wielokroć NIE!

A teraz coś, co chcę zatrzymać na tych kartkach... Na przestrzeni kilku lat, od zdiagnozowania choroby, Filip przyjmował różne leki przepisywane przez lekarzy z prywatnych praktyk lekarskich oraz, gdy przebywał w szpitalach i akademi medycznej. Z pewnością te nazwy wiele mówią samym zainteresowanym, oto one: FENACTIL, ZOLAFREN, FLUANXOL, TRILAFON ENANTHATE, ZYPREXA, TRILAFON PERPHENAZINUM, CLORANXEN, AKINETON, ENERBOL, FLONIDAN, AMIZEPIN (jako skutek uboczny innych leków, miał mimowolne ruchy języka, stąd ten lek), CLOPIXOL DEPOT, CLONAZEPANUM. To nie wszystkie leki, które przyjmował. Miało być dobrze, był pod opieką lekarską, a jednak choroba zwyciężyła!
                                                                                                                   
                                                                                                                   Clara

PS.
Nadziei na lepsze jutro w tym Nowym Roku 2012, dla Nas Wszystkich.

Wiadomość z ostatniej chwili to, że mam odrobinę racji w tym, co napisałam dotyczy ostatniego wpisu pt."Wyję do księżyca" na blogu "Monologi intymne. Galeria mojej duszy" - proszę, przeczytajcie ten wpis.

20 komentarzy:

  1. Claro,sciskam Cie w Nowym Roku!:)

    Bylas najlepsza matka dla Filipa.To nie zlota aureola,to milosc,troska,oddanie i wszystko to,co zapewne go uszczesliwialo na swoj sposob i mimo wszystko.
    a o tej 'akcji' z lekami slyszalam-co to bedzie....

    OdpowiedzUsuń
  2. Emocjo, tak mi miło, oczywiście te noworoczne uściski przyjmuję :-)
    A tak odnośnie tej aureoli...chyba zawsze człowiek obwinia siebie o coś, że tego nie zrobił lub zrobił za mało! Tak jest w moim przypadku, gdy czytałam na jednym z forum, jak pewien ojciec walczył o zdrowie swojego syna, to...kuliłam się ze wstydu, że ja tak mało uczyniłam, że mogłam więcej! Rozumiesz, zawsze jest to okropne poczucie winy, które wiernie trwa przy człowieku!

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj Claro; dawno się nie odzywałam, co nie znaczy, że nie zaglądam na Twój blog - robię to regularnie choć nie zawsze mam siły, aby zostawić komentarz. Jednak chcę, żebyś wiedziała, że wszystkie moje najcieplejsze myśli i uczucia są z Tobą i cierpiącymi z powodu tej strasznej choroby, która dotknęła bądź to ich samych, bądź najbliższych. Poruszyłaś bardzo istotny problem samotności chorych na schizofrenię ale też ich rodzin: matek, żon, dzieci. Ja też przeżyłam długi czas totalnej bezradności, gdy kolejne wizyty u lekarza /oczywiście w gabinecie prywatnym, bo syn stracił uprawnienia do opieki bezpłatnej po długim okresie pozostawania bez pracy/ nie tylko nie przynosiły poprawy, ale nawet nie doprowadziły do postawienia właściwej diagnozy. Pani doktor o dobrym sercu /ordynator szpitala psychiatrycznego/ dawała mi droższe leki ZA DARMO wyjmując je po prostu z szuflady i wciąż powtarzała, że syna należy za wszelką cenę ubezpieczyć. Tylko jak to zrobić, gdy kolejki po zamknięciu największego w naszym mieście zakładu pracy liczyły wtedy ok. 300 osób a syn nie był w stanie nawet wyjść z domu, nie mówiąc o staniu pod zamkniętym urzędem pracy od 3 rano? Dzięki kilku nieprzespanym nocom moim i męża za 3. razem udało się synowi dostać przed oblicze urzędniczki, po czym wyleciał za drzwi z wielkim hukiem, bo jedno z zaświadczeń było niewłaściwie wypełnione przez zakład pracy. Dość powiedzieć, że po miesiącu!!!!!!! starań całej rodziny, syn uzyskał upragnione zaświadczenie o zarejestrowaniu jako bezrobotny bez prawa do zasiłku. Nastąpiło to w samą porę, bo po zmianie lekarza dostaliśmy skierowanie do szpitala, gdzie po trzymiesięcznym pobycie i wielu przetestowanych lekach /to temat na powieść grozy/ ustalono właściwą kurację. Nigdy w życiu nie zapomnę chwili, gdy stałam w aptece przy kasie i patrzyłam na migające coraz wyższe kwoty, zupełnie dla mnie abstrakcyjne, bo w portfelu miałam nieco ponad 300 zł, drugie tyle na karcie, a w okienku kasowym wyświetliło się coś około 2500 !!!!! Był to koszt 2-miesięcznej kuracji, który musiałby ponieść pacjent nie korzystający z refundacji leków. Ja zapłaciłam niecałe 40 zł i wyszłam z apteki na chwiejnych nogach błogosławiąc dobrą panią doktor, która przy każdej wizycie krzyczała na mnie, że syn jest jeszcze nie ubezpieczony. Ponowne chwile grozy przeżyłam pod koniec roku, gdy okazało się, że nie ma na liście refundacyjnej Abilify, na szczęście po poprawkach lek ten został tam umieszczony, a wiem, że wielu osobom on pomaga. Przepraszam Cię Claro, że na Twoim blogu uprawiam prywatę i rozpisuję się tak drobiazgowo o swoich sprawach lecz myślę, że może moje przeżycia pozwolą pomóc choć jednej matce, która dzisiaj jest zrozpaczona i nie widzi nadziei na lepsze życie dla swojego dziecka.Wierzcie mi kochane - przeżyłam wszystko co matka przeżyć może i wciąż przeżywam to na nowo, stąd wiem, że bez naszego wsparcia, opieki, pomocy, naszym dzieciom będzie niewyobrażalnie trudniej. Z tego przekonania ja czerpię siłę do zmagania się z tą straszną chorobą, ale też z własną niemocą, zmęczeniem, depresją. I tego też Wam życzę: siły i wytrwałości, i przekonania, że dla swoich dzieci jesteście opoką. Tak jak Clara dla Filipa.........

    Matka syna chorego na schizofrenię hannajp@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Pozdrawiam serdecznie.Jestem chora na schizofrenię i często zaglądam do ciebie tak po cichutku. Właśnie jutro jadę do lekarza i cała drżę ze strachu.Moje leki w tamtym roku kosztowały 100 zł ale bez refundacji to kwota 2 i pół tysiąca.Na własnej skórze dowiem się jak państwo pomaga chorym ludziom.Mam to szczęście że mąż mnie utrzymuje bo z mojej renty 550zł to ,,mogę sobie waciki kupić,, ale co będzie dalej??? NIGRA

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak, to potworne co piszesz. Z pewnością z własnego doświadczenia. Pewnie, jest wiele fizycznych chorób które powodują że człowiek nie może wyjść z domu bez pomocy ale psychika to absolutna podstawa. Sparaliżowany może na ogół kogoś poprosić o pomoc, gdzieś zadzwonić, cokolwiek. A taki ktoś może pewnie nawet nie zdawać sobie sprawy z tego że w ogóle potrzebuje pomocy...

    OdpowiedzUsuń
  6. Hanno, nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że dałaś swój komentarz. Ty nie czynisz prywaty, Ty piszesz o faktach z życia swojego i syna. Ty swoim wpisem, tylko potwierdzasz to, o czym ja akurat napisałam - PODAJEMY FAKTY, przybliżamy problem i tak jak kończysz swój komentarz, MOŻE DAJESZ NADZIEJĘ INNYM CHORYM I ICH RODZINOM, więc jeśli tylko masz czas i siły bądź gorszy czy nawet lepszy dzień, to pisz! Ty, swoim komentarzem po prostu postawiłaś kropkę nad "i" pod moim wpisem. Serdecznie dziękuję Ci za to i tego światełka w tunelu z Nowym Rokiem dla Ciebie i Syna.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nigro, witaj z Nowym Rokiem :) Tak, tak, dawno Ciebie nie czytałam na moich wirtualnych kartkach. To, o czym piszesz, tylko potwierdza wcześniejszy post Hanny, która jako matka, boryka się z podobnymi problemami finansowymi w związku z chorobą syna. Może wyjściem pozostaje poproszenie lekarza o przepisanie zamienników, jeżeli takowe istnieją! Przecież nie możesz pozostać bez leków! Napisz, proszę, jak zmierzyłaś się z tym problem. Ty, tylko potwierdzasz fakt, że renta nie wystarcza na normalne życie. Przykre, że osoby chore są tym samym uzależnione finansowo od rodziny. NIGRO KOCHANA - NADZIEI

    OdpowiedzUsuń
  8. Witaj Liam, dziękuję za Twój komentarz. Ty, z pewnością znasz tego typu problemy z mediów, może i nie tylko?! A tak a propos' mediów - wydaje mi się, że właściwie media nie za bardzo skupiają się, akurat na tej kwestii, mało jest programów o tej tematyce: jak mają żyć najczęściej za najniższą rentę ludzie chorujący na choroby psychiczne? Zastanawiam się gdzie i jak nagłośnić ten temat.

    OdpowiedzUsuń
  9. Witaj Claro! Czytam Twoj blog od samego poczatku i uwazam , ze jestes wielka wojowniczka! Wiesz komu chcesz pomoc, uda Ci sie!
    Trzymam za Ciebie kciuki- powodzenia, usciski w Nowym Roku:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeszcze raz o finansowej stronie walki o normalne życie...... na początek leki: niektóre "dostawałam" za przysłowiową złotówkę, a nawet za darmo - w zależności od apteki; na ogół cena dwumiesięcznej kuracji wynosiła ok. 50 zł /oczywiście przy uwzględnieniu wszelkich możliwych zniżek/. Raz na 2 miesiące wizyta u lekarza - 150 zł /przy czym pierwsza kosztuje 200/, co uwzględniając bardzo korzystną cenę przepisywanych przez niego leków jest wydatkiem jak najbardziej do przyjęcia. Tym bardziej, że pan doktor okazał się skuteczny, jest dostępny ZAWSZE pod telefonem i zawsze można do niego zadzwonić, służy rada i pomocą w staraniach o rentę lub nawet w podjęciu pracy. Minus - mieszka i przyjmuje ponad 300 km od naszego miejsca zamieszkania. Tam też umieścił syna w szpitalu, gdzie jak już pisałam wyżej - w warunkach ambulatoryjnych ustalono właściwą kurację, co trwało prawie 3 miesiące. W tym czasie "pomieszkiwałam" kątem u rodziny, odwiedzałam syna prawie codziennie, wyprowadzając go na spacer jak małe dziecko i modliłam się, aby po kilku dniach lepszego samopoczucia nie nastąpił kolaps, co w tym czasie raczej było normą. W ciągu tych 12 tygodni syn przytył 30 kg, parę razy zemdlał podczas rozmowy ze mną przy telefonie wiszącym na oddziałowym korytarzu, po niektórych lekach tętno słabło tak, że było prawie niewyczuwalne, ciśnienie spadało do wartości krytycznych, aż trzeba go było reanimować. Dość powiedzieć, że był najdłużej w tym czasie przebywającym pacjentem na oddziale psychiatrycznym Szpitala w Katowicach - Ochojcu. Wymieniam nazwę tego szpitala, bo wierzę głęboko, że to tam uratowano mojego syna, do końca życia będę wdzięczna lekarzom tam pracującym, cudownym ciepłym, przyjaznym pielęgniarkom. Nazwiska lekarza, który bardzo szybko postawił właściwą diagnozę i skierował syna do szpitala, nie podaję publicznie, ale służę tą informacją każdej osobie, która się do mnie zwróci. Wizyta kosztuje 150 zł, nie jest to mało ale... w naszym nie najmniejszym przecież mieście wojewódzkim wizyty w poradni psychiatrycznej na NFZ są już wyczerpane na kilka miesięcy. W ubiegłym roku o tej porze /połowa stycznia/ NFZ nie podpisał jeszcze umowy z ŻADNYM gabinetem psychiatrycznym, w tym roku nawet nie podejmujemy prób dostania się do nich. I tak - zatoczywszy koło - dochodzę znowu do kwestii społecznych kosztów schizofrenii, w których nasze państwo uczestniczy w sposób zawstydzająco mały, zwalając je na barki rodzin osób chorych, bo przecież żaden chory nie jest w stanie samodzielnie zapewnić sobie minimum GODNEJ egzystencji i skutecznego leczenia. Jeśli człowiek zachorował w wieku 20 paru lat, to przecież jasne jest, że nie ma za sobą wielu lat pracy, nie zawsze też może się uczyć lub studiować /choćby nawet bardzo chciał/. I takiemu człowiekowi państwo rzuca ochłap w postaci renty socjalnej. Ja się zgadzam, że w naszym kraju jest za wielu rencistów, w tym wielu nieuprawnionych ale przecież od tego są instytucje zasilane z naszych pieniędzy, aby weryfikować wszystkich, którzy się po pomoc zwracają. Renta nie może być wypłacana z łaski - tym którym się należy. Ktoś wyżej napisał, że należałoby nagłośnić temat.... To oczywiste - tak samo na uwagę zasługują inni chorzy i odrzuceni, wykluczeni z naszego społeczeństwa z różnych względów, najczęściej od nich niezależnych. Ale nasze "niezależne" przecież media mają zupełnie inną misję do spełnienia i przypadkowe społeczeństwo jest im potrzebne o tyle, o ile zwiększy wyniki sprzedaży i podniesie słupki oglądalności. My - dotknięci schizofrenią - nie obchodzimy nikogo.

    Matka syna chorego na schizofrenię
    hannajp@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  11. Witaj Ataner, dużo dobrego dla Ciebie w Nowym Roku w szczerych życzonkach ode mnie. Chciałabym przybliżyć ludziom nie związanym z chorobą problem egzystencji ludzi chorych na zaburzenia psychiczne - o tym tez się nie mówi. Ty, mieszkasz w Stanach, ja w Polsce na bieżąco śledzę ten bałagan w służbie zdrowia. Dziś 12.01.2012 znowu strajkuje Krajowa Rada Aptekarska w sprawie odpowiedzialności za wydawanie leków refundowanych. Kto na dziś jest najbardziej poszkodowany, niestety PACJENT. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Haniu, dziękuję raz jeszcze za Twój komentarz. Uważam, że Ty nawet bardziej jesteś wiarygodna w tym momencie ode mnie, bo na co dzień borykasz się ze wszystkimi problemami związanymi z chorobą swojego Syna. Może Twoje słowa dotrą do ludzi, którzy do tej pory nie mieli pojęcia, jak wygląda życie samego chorego i jego rodziny, szczególnie w tym bałaganie dotyczącym leków, recept. Chciałoby się powiedzieć - NADZIEJO, NA GODNE ŻYCIE NIE ODCHODŹ...

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja też choruję - nie wiadomo nawet na co, na coś w rodzaju schizofrenii prostej, ale lekarze podejrzewają, że mogło mi się to zrobić nawet po lekach. OD 2 lat każdy dzień jest taki sam - nieodczuwanie uczuć, pustka, cierpienie psychiczne... też dsama sobie nei radzę...jestem własnie w 9 szpitalu psychiatrycznym w ciągu 3 lat - ja, która mialam przed sobą świetlaną przyszłość. Na dodatek ciotka psychiatra wmówiła rodzicom, że ja to robię specjalnie, że wymuszam ich opiekę...co za bzdury...a ja też jestem sama i samotna...mieszkam sama, ale zrobienie zakupow, odebranie czegos z poczty, przyrządzenie posiłu jest często ponad moje siły...zgadzam się z Tobą Claro w całej rozciągłosci - nieraz tłumaczyłam mojej mamie, czego Ona nie mogła zrozumieć, że wolałabym nie mieć rąk czy nóg... cierpienie psychiczne jest potwornym cierpieniem, chyba dobrze to rozumiał Kępiński...lekarze interesują się na chwilę, potem ważne jest tylko kasa,kasa, kasa...
    tak mi jest żal, ze nie napiszę już pracy doktorskiej, nie zobaczę pierwszego ząbka u swojego dziecka, że muszę żyć następne kilkadziesiąt lat w ciągłym cierpieniu...
    Zocha

    OdpowiedzUsuń
  14. Zosiu, nie umiem Ci pomóc ani pocieszyć, tak jak nie potrafię pocieszyć Clary i ukoić Jej bólu po stracie Dziecka, ale chcę przytoczyć zdanie, które kiedyś powiedział Ktoś Bardzo Mądry pod adresem mojego syna - nie znając go zupełnie. A brzmiało ono tak: "Pani dziecko to następny młody człowiek zbyt wrażliwy aby przeżyć w dżungli współczesnego świata". Ty Zosiu taka jesteś i taki też był Filip, On jest już w lepszym świecie, Ty masz przed sobą wiele nowych doznań i doświadczeń...tu i teraz. Nie przejmuj się tym co mówią inni; musisz mieć świadomość swojej wartości i wyjątkowości.
    Matka syna chorego na schizofrenię hannajp@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  15. po 5 latach choroby mojego syna na schizofrenie weszlam w net i w wyszukiwarce google zaczelam szukac jakiegos forum dla matek chorych dzieci .trafilam na ten blog.przeczytalam tutaj jak wiele osob jest w podobnej sytuacji.jak wszyscy cierpia podobnie jak ja.przechodze przez wiele etapow depresji.ja i moj syn leczymy sie u tego samego lekarza.mozna powiedziec ze trafilismy na dobrego specjaliste.nasza pani doktor potrafi dostosowac wlasciwe leki.syn zachorowal 5lat temu .teraz ma 22 lata.nie ukonczyl zadnej szkoly sredniej.zdazyl skonczyc gimnazjum.przez 4lata opiekowalam sie synem dostajac skromne swiadczenje pielegnacyjne gdy syn mial przyznana 1grupe.w zeszlym roku,mimo iz nic sie nie zmienilo komisja przyznala juz tylko drugi stopien niepelnosprawnosci.musialam biegiem podjac jakas prace,by miec za co zyc.syn pozostal sam w domu,sam nigdzie nie wyjdzie,nic nie zdrobi,...ja musze siedziec caly dzien w pracy za najnizzsza pensje..rzadzie polski wolamy pomocy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj to, że Twój Syn nie ukończył żadnej szkoły, wcale mnie nie dziwi. Niestety, tak dzieje się w wielu przypadkach. Wszystko zależy od stanu zdrowia chorego i trudno go o to obwiniać. Mój syn też musiał zrezygnować w którymś momencie ze studiów.
      Może czytałaś na moim blogu, że chorzy w tej chorobie niejednokrotnie wycofują się z życia społecznego, nic ich nie interesuje. Bywało, że syn gdzieś wychodził z domu na moją prośbę po czym zaraz wracał.

      Przykre, ale nasz rząd pozostaje głuchy na wszelkiego rodzaju apele o pomoc! Dobrze, że jesteście pod opieką lekarza, a gdyby jeszcze ktoś chciał Cię wysłuchać - jakiś DOBRY PSYCHOTERAPEUTA, to przyniosłoby Ci ulgę.
      Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę duzo siły.

      Usuń
    2. Mam podobny problem z chorym na schizofrenię synem.Jest dorosłym mężczyzną o mentalności nastolatka. Zdjagnozowano tę chorobę jak odbywał służbę wojskową. Najpierw szpital wojskowy, potem zamknięty oddział psychiatryczny. Jest jednak gorzej niż z Pani synem bo mój cały czas przeczy chorobie. Jest zdrowy w swoim mniemaniu, nie przyjmuje leków nie pracuje, nie odczuwa potrzeby rozwoju ani zmiany. Nie chce iść do lekarza, terapeuty,nie przyjmuje tego rodzaju pomocy.To ja chodzę do lekarzy ale nikt nie umie mi pomóc

      Usuń
    3. Na Twoim miejscu wybrałabym się po jakąś poradę prawną. Ubezwłasnowolnienie jest tp przykry krok, ale czasami konieczny dla ochrony samej siebie i przede wszystkim osoby chorej. Jeśli jest Twój Syn zdiagnozowany, a nie bierze leków to, niestety, ale choroba postępuje. Ja ubezwłasnowolniłam syna, kiedy nie chciał słyszeć o szpitalu, a koledzy namówili go do wzięcia na jego konto oczywiście pożyczki na koszmarny procent! To, co chłopcy - koledzy wciskali mu, woła o pomstę do nieba! Zanim dostałam papier z sądu to ja płakałam i spłacałam raty!
      To Ty musisz walczyć o Syna, sama widzisz, że chorba ma Go w swoich szponach!

      Pozdrawiam Cię i WALCZ!

      Usuń
  16. Diagnoza, że mój syn Mateusz jest chory na schizofrenię spadł na mnie jak grom z jasnego nieba. Od tego momentu, kiedy to usłyszałam dokonuję retrospekcji całego jego dotychczasowego życia, bo teraz już wiem. Ale jeszcze 2 tygodnie temu krzyczałam na niego, wyganiałam- "idź gdzieś, nie wiem, do kolegi, czy pochodź po sklepach... nie siedź tak cały dzień w domu", a on godzinę siedział na przystanku, cały zziębnięty. Na szczęście zauważyłam go z okna, serce mi powiedziało- "zejdź po niego". Przyszliśmy na górę, zrobiłam mu herbaty... Teraz widzę, że przede mną długa droga ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To będzie długa droga, ale Twoja droga, która wcale nie musi być tak wyboista jak moja! Czuwaj nad swoim Synkiem, szczególnie teraz on bardzo potrzebuje Twojej troski i bezwarunkowej miłości. Ważne, żeby brał leki i był pod dobrą opieką lekarską.

      Jeśli będziesz chciała napisać cokolwiek, to pisz, proszę - zawsze odpowiem.

      Bądź blisko swojego Syna...

      Usuń

Drogi Gościu,

Zanim napiszesz choćby jedno słowo, nie krytykuj, nie osądzaj, tak od razu! Znasz raptem mój pseudonim, ale nie znasz mojej historii...