poniedziałek, 8 sierpnia 2011

W pajęczynie smutku

Parę dni temu przyleciała na wakacje, moja córka Pola, po rocznej nie obecności w domu. Bardzo cieszę się z jej przyjazdu, mimo iż nie obyło się bez problemów typu: zmiana terminu wylotu o dzień później, ponieważ utknęła w korku na autostradzie, gdzie doszło do karambolu i po prostu nie zdążyła na samolot. Ofiary w ludziach, helikoptery, karetki pogotowia, straż pożarna - to co oglądała w mrożących krew scenach z filmów, stało się nagle smutną rzeczywistością. Cysterna z przyczepą wywróciła się i stanęła w poprzek trzech pasów autostrady, kierowca zasnął za kierownicą, a nadjeżdżające auta z impetem uderzały w cysternę. Jeśli tak wygląda piekło, to ludzie stali u jego bram... Mój smutek usadowił się wtedy na delikatnej pajęczej nici...

Rzecz znamienna, że już na drugi dzień spotkałyśmy dwóch, a właściwie trzech chłopców, którzy są znajomymi (sąsiadami z dzielnicy), a chorują na schizofrenię. Czy to przypadek, czy też te spotkania miały nam coś powiedzieć. Proszę, nie zrozumcie mnie źle, że teraz chodzę i rozmyślam nad znaczeniem i powodem tych spotkań. Tyle tylko, że było to bardzo dziwne, a zarazem smutne...

Jeden z chłopców Paweł - rówieśnik Poli, miły, przystojny chłopak, od kilku lat jest na rencie z powodu schizofrenii. Ma za sobą pobyty w szpitalach, ciężkie psychozy, przerwy w braniu leków i długą drogę do akceptacji choroby. Na dziś już wie, że bez leków nie może ogarnąć tej choroby. Ma też świadomość, że jego ciało, postura zmieniły się pod wpływem brania psychotropów. Zrobił się otyły, ociężały w ruchach. Niestety, jest to cena, którą musi płacić za okiełznanie tego wroga. Dopóki organizm nie przyzwyczai się do leków, człowiek bywa otumaniony, senny, bez energii. Brak ruchu powoduje nadwagę i inne skutki uboczne. Tak, to bardzo przykre, ale nie można zrezygnować z brania leków kierując się li tylko zmianą figury i sennością. To dokładnie tak, jakby kobieta chorująca na raka powiedziała, że rezygnuje z brania chemioterapii, ponieważ z tego powodu wypadają jej włosy, a dla niej to atrybut kobiecości. Wybranie mniejszego zła, to może klucz do jakiegoś małego sukcesu, ale żeby takie wybory nastąpiły trzeba czasami przejść "drogę cierniową". Ta pajęcza sieć okryła i ten smutek - Poli i mój.

Było nam strasznie smutno, gdy Paweł mówił nam, że tak bardzo chciałby mieć dziewczynę. Przypominały nam się sceny, kiedy Filip, to "ciacho" z przed choroby, miał problemy ze znalezieniem dziewczyny w jej trakcie. Wprawdzie umawiał się z nimi, ale trwało to bardzo krótko, dopóty dopóki dziewczyna nie zorientowała się, że czasami wygłaszał on te swoje mądrości nijak nie przystające do panujących w ówczesnym świecie norm. Huśtawka nastrojów, której podlegał, a z którą on sam nie mógł sobie poradzić powodowała, że dziewczyna odpływała w siną dal. Wtedy i jego dosięgała pajęczyna smutku. Próbował szukać odpowiedzi, dlaczego tak się dzieje, ale ta odpowiedź raczej nie nadchodziła, więc szukał dalej...

O, ten pająk smutku był zachłanny i zaborczy - swoją pajęczą sieć zarzucał i na mnie. Powoli wpuszczał swój jad w moje ciało, w mój mózg paraliżując emocje. Nie wiedziałam, jak pomóc synowi, co uczynić, aby choć trochę był szczęśliwy?! Przecież nie mogłam złapać dziewczyny niczym barwnego motyla i usadowić jej na tej pajęczej sieci - to byłoby powolne konanie! Nie miałam moralnego prawa, aby tak postąpić, więc znowu miotałam się w swoim smutku... Czasami miałam wrażenie, że ta pajęczyna była drugą powłoką dla Filipa przez którą on nie miał siły przedrzeć się, oplatała go niczym kokon, wręcz dusiła go.

Bartosz, drugi fajny chłopak, niestety też w szponach tej choroby. Przykre, ale oprócz leków bierze czasami narkotyki, jak sam mawia, żeby złagodzić skutki choroby. Jego "schizy" nie pozwalają mu funkcjonować. Przebywa w ośrodkach odwykowych przez parę miesięcy, po czym wychodzi i wraca do nałogu. Sympatyczny, uśmiechnięty, dobrze ubrany młody człowiek, zawsze gotowy do pomocy, a jednak...
Ilekroć patrzę na nich, serce mi pęka, ale przystaję przy nich, z radością rozmawiamy, czuję, że jestem wtedy bliżej Filipa. Smutno mi, Boże - po co, na co, dlaczego to wszystko? Wiem, że odpowiedzi nie znajdę, a pajęczyna smutku coraz bardziej mnie oplata...

Trzeci chłopak też Paweł, tym razem rówieśnik Filipa. Będąc na studiach, zachorował. Skończył z trudem licencjat i nie mógł dalej kontynuować nauki. Pamiętam go z przed wybuchu choroby: szczupły, typ południowca, tyle tylko, że wysoki i smagły, teraz bardzo otyły. Ma za sobą ciężki epizod choroby w schizofrenii katatonicznej. Mógł siedzieć nieruchomo przez kilkanaście godzin w dziwacznej pozycji, niczym człowiek z kamienia. Kiedy ocknął się z tego odrętwienia, walił pięściami w drzwi oddziału szpitalnego, błagając matkę, aby zabrała go stamtąd. On - cierpiący psychiczne męki po jednej stronie drzwi i matka szalejąca z rozpaczy po drugiej stronie. Po wielu tygodniach okazało się, że te drzwi stały się bramą do spokojniejszego jutra. Został w szpitalu, psychoza minęła. Paweł, jest bardzo religijny, kiedy jestem w kościele, szukam go wzrokiem, modlę się za niego. Gdy wychodzi, czasami specjalnie idę za nim, patrzę ukradkiem. Rozmyślam, jak wyglądałby Filip, gdyby żył. Nienormalne, być może, ale nie zważam na to! Są dni, kiedy widuję go w autobusie, czy tramwaju. Siedzi, tempo patrzy w okno i mówi coś do siebie, a właściwie nie do siebie, tylko do kogoś kogo on sam widzi...smutne

Pola, powiedziała ostatnio, że to nie tak, iż ona nie chce z nimi rozmawiać, tylko tak strasznie jej smutno i ciężko, kiedy patrzy na nich i nic nie może zrobić. Wtedy myślę bojowo, jak to nic! Może dać im cząstkę swojego czasu, swojej uwagi, swojej delikatnej czułości. Zerwać choć na chwilę te pajęcze nici smutku z nich i  samej siebie.
                                                                                                        Clara


                                                                 

                                                                                                                  

16 komentarzy:

  1. Życie z tą chorobą jest trudne.Czuje się mniej samotna gdy ktoś dostrzega osoby chore i potrafi zrozumieć jak poważna i ciężka jest to choroba. Ja sama czuje się tak jak pani omotana pajęczyną smutku.Mam 34 lata i mieszkam w Polsce.Uczyłam się zawsze bardzo dobrze.Szkoła średnia skończona z wyróżnieniem , na studiach same piątki, rój znajomych wkoło i super perspektywy zawodowe. Niestety moja psychika zachwiała się po porodzie.Po pierwszym dziecku psychoza poporodowa.Trafiłam szybko do psychiatry.Pierwszy wyśmiał mnie i kazał wracać do domu i karmić mlekiem dziecko.Cała noc nie przespana-myśli samobójcze.Następnego dnia rano szybka jazda do drugiego psychiatry i na szczęście dostałam leki pobrałam dwa tygodnie i wszystko mineło.Szczęśliwa zajmowałam się dzieckiem.Niestety po trechlatach po drógim porodzie nie miałam tyle szczęścia.Psychoza poporodowa była tak silna że nie zdążyłam zareagować. Wyszłam sama ciemną nocą i żuciłam się z dzieckiem z mostu.Mój synek utonął a ja niestety przeżyłam. Spędziłam pół roku w psychiatrycznym szpitalu sądowym.Biegli lekarze wydali wyrok Niepoczytalna i wróciłam do domu, lecz to nie zwróci mi synka,którego bardzo,ale to bardzo kocham.Po tem zachorowałam na schizofrenię. Nigra

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Nigro,
      Przypadkowo trafiłem na Twój poruszający wpis. Jestem dziennikarzem Onetu. Przygotowuję się do artykułu na temat społecznych i zdrowotnych skutków depresji poporodowej. Gdybyś zechciała podzielić się ze mną swoimi doświadczeniami, bardzo proszę o kontakt: marcin.wyrwal@grupaonet.pl
      Pozdrawiam,
      Marcin

      Usuń
  2. Witaj Claro.
    Jaka to straszna choroba.
    Jak dużo ludzi na nią choruje-trzech chłopców na jednym osiedlu,to przerażająca statystyka.
    Straszne jest tez to ,że atakuje z zaskoczenia,mądrych,zdolnych młodych ludzi.
    Wiesz Clar cieszę się,że jest przy Tobie Pola.Mam nadzieję,że chociaż chwilami zapomnicie o swoim cierpieniu i będziecie szczęśliwe ,że jesteście razem.
    Pozdrawiam Cię serdecznie.
    PS.
    Przeczytałam oczywiście komentarz Nigri.Z tego co napisała wynika ,że jest jeszcze bardzo młoda ,a już tyle cierpienia....
    Nigra przeczytaj uważnie motto Clary"Jeśli....

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigro, dziękuję, że zawitałaś na moją stronę, proszę, pozostań tu jak najdłużej. Może z tych moich zapisków i komentarzy innych osób, weźmiesz dla siebie coś, co pozwoli Ci spojrzeć na pewne sprawy z większym spokojem i przyniesie ulgę w cierpieniu. Trzeba nielada odwagi, aby "stanąć w prawdzie" - Ty piszesz o największym dramacie swojego życia, bo to jest TWÓJ DRAMAT I TWOJE ŻYCIE, ale to, co się stało jest wynikiem choroby, wiem też, że takie stwierdzenie nie zmniejszy Twojego bólu. Ty, byłaś tylko wykonawcą myśli, które wtedy zawładnęły Tobą, które być może nakazywały właśnie zrobić to, co zrobiłaś. Mój syn popełnił samobójstwo, bo był w silnej psychozie! O, dziwo lekarze w instytucie, nie widzieli tego?! Nie popełnia samobójstwa lub innego czynu (mam na myśli Ciebie), człowiek zdrowy, stąd Ty, nie miałaś wpływu na swoje reakcje. Nikt z nas nie chce być chory, jednak zdarza się, że zapadamy na tę czy inną chorobę. Nigro, nie chcę za bardzo filozofować, ale pozwól, że przytoczę tekst, który specjalnie dla Ciebie wzięłam z innego bloga pt."Staś i Stanisław", mam tylko nadzieję, że jego autorka ma.ta nie będzie miała mi tego za złe. Proszę, przeczytaj uważnie: "Wobec niemożliwego i niezrozumiałego schylam głowę i kładę ją na kolanach Boga." - M.Gandhi. Dla mnie te słowa niosą ulgę i mówią mi: nie wal głową w granitową skałę, są pytania na które nigdy nie znajdziesz odpowiedzi. A ja...przytulam Cię i jestem blisko, pisz kiedy tylko będziesz miała taką potrzebę. Clara

    OdpowiedzUsuń
  4. Teniu, widzę, że jesteś zdziwiona tą ilością 3 młodych ludzi tylko na moim osiedlu. Muszę Cię zmartwić, ale te statystyki są dosyć przykre. Nasze społeczeństwo ma bardzo umiarkowaną wiedzę na temat tej choroby. O tym głośno się nie mówi, najczęściej dramat rozgrywa się w zaciszu czterech ścian, boimy się wyśmiania, nie zrozumienia.
    Teniu, bardzo cieszę, z przyjazdu Poli. Nie możemy się nagdać, tylko ona gnębi mmnie tym ciągłym farbowaniem włosów, niestety, ale ma rację! Pozdrawiam gorąco, mimo iż za oknem piękna polska jesień tego lata.

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj Claro,
    dziękuję za Twojego bloga. Byłam rówieśnicą Twojego Syna, gdy oko w oko zetknęłam się z chorobą psychiczną mamy, jakoś tak się w życiu składało, że na swoje drodze spotykałam osoby chore, moja najlepsza przyjaciółka jest chora na schizofrenię, straciła pracę, dom, mąż niestety nie potrafił się znaleźć w tej sytuacji i odszedł z dzieckiem. Wiesz, tak bardzo chcę ja wspierać, a czasem nieświadomie ranię. Lektura Twojego bloga dała mi dużo do myślenia, inaczej też patrzę na moją dzielną mamę.
    Pozdrawiam serdecznie, mam nadzieję, że Filip będzie dodawał Ci sił.

    OdpowiedzUsuń
  6. Do Animowy: To ja dziękuje Ci, że zaglądasz do mnie. Piszesz, że czasmi nieświadomie ranisz swoją przyjaciółkę. Ze mną działo się podobnie, gdy byłam tylko sama z synem i po prostu nie dawałam sobie rady, czułam sie zmęczona, przeciążona problemami w pracy, znikąd pomocy. Jesteśmy tylko ludźmi ze swoimi słabościami. Cieszę się, że cokolwiek bierzesz do siebie z tego pisania, dziekuję i życzę Ci dużo siły.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuje za zrozumienie i przytulenie. Masz rację CLARO że trzeba zaufać Bogu. Tylko tak trudno mi znależć sens i pogodzić się z utratą dziecka oczekiwanego z radością przez całą ciążę.Tak trudno sobie wybaczyć.
    Pozdrawiam serdecznie. Nigra

    OdpowiedzUsuń
  8. Nigra,myślę, że zaistniały jakieś wyjątkowo niekorzystne okoliczności w Twoim życiu które spowodowały taką a nie inną Twoją reakcję, wywołały objawy choroby... może utrata wsparcia bliskich, może jakieś ogromne problemy, może nienajlepszy czas na dziecko, który wywołał ogromny lęk o przyszłość...
    korzystasz z psychoterapii? dobry psychoterapeuta pomógłby Ci w zrozumieniu tego wszystkiego, w przebaczeniu i zaakceptowaniu.
    ogromnie mi przykro, że doszło do tragedii...
    pozdrawiam serdecznie,
    kalina.

    OdpowiedzUsuń
  9. Moja mama jest chora na schizofrenie, cala rodzina odsunela sie od nas gdy bylysmy malymi dziecmi, wiec wychowywalysmy sie z siostra z chora mama nie rozumiejac jej dziwnyh zachowan. Potem okazalo sie, ze dziadek, wujek ciotka tez sa chorzy. Co jakis czas boje sie o swoje zdrowie, bo wiem jak strasznie wyniszczajaca jest ta choroba, boje sie ze moja siostra zachoruje. Dawno nie plakalam z tego powodu, piszac ten komentarz zbiera mi sie na placz:(
    Czy kiedys znajdzie sie lekarstwo na schizofrenie, takie jak na grype, kilka tabletek, syrop i juz po chorobie...wierze w to!

    OdpowiedzUsuń
  10. Przecztalam! Czytam, i caly czas wracam do Twoich postow Claro.
    Jestes dzielna! Otwierasz okno dla ludzi szukajacych pomocy - pomagasz wielu ludziom piszac ten blog.
    Gdybym miala taka moc, ukochalabym wszystkie osobby ktore pisza komentarze na Twoim blogu.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nigro, powiem może coś, co nie spodoba się wielu osobom. To zaufanie do Boga, według mnie, to jest już etap końcowy, kiedy człowiek nie ma już siły dłużej gniewać się na Niego! To są te miliony pytań: Boże, po co dałeś mi to dziecko - tylko na chwilę? Dlaczego? Jaki był w tym cel? Ja namawiam Cię właśnie do tej złości!!! Wściekaj się, tak po ludzku! W którymś z postów napisałam, że chciałam kiedyś wejść na szczyt góry wziąć sękaty kij do ręki i powygrażać Panu Bogu! Oczywiście przestraszyłam się swoich myśli, do czasu kiedy jeden z księży powiedział mi, że to normalna reakcja i nie powinniśmy karać się za takie myślenie, ponieważ wyrzucasz złość robiąc miejsce dla dobrych uczuć. Może i Tobie to przyniosłoby ulgę.

    OdpowiedzUsuń
  12. Kalino, witaj - nie wiadomo do tej pory, co wywołuje tę chorobę. Przyczyn może być dziesiątki. Medycyna, jak do tej pory jest bezsilna w tej kwestii. Ważne, żeby szukać pomocy dla samego siebie i bliskich, którzy czasami nie radzą sobie z emocjami. Psychoterapia może pomóc i tu będę brutalna - pod warunkiem, że trafi się na dobrego psychoterapeutę i jest świadomość choroby. Pozdrawiam Cię, Kalinko.

    OdpowiedzUsuń
  13. Do Anonimowy: "Moja mama chora jest..." ciężkie jest to o czym piszesz, ale proszę Cię nie dajmy się zwariować i wkręcić w jakąś piekielną machinę złych myśli! Każdy z nas może zachorować na taką czy inną chorobę! Wiem, że mogą być specyficzne uwarunkowania (rodzinnne, ale nie sprawdzone tak do końca), ale takie postrzeganie powoduje, że przestajemy trzeźwo myśleć, a to nas psychicznie osłabia!Nie mamy innego wyjścia - musimy być silne! Ty, choćby dla swojej Mamy! Tej siły Ci życzę.

    OdpowiedzUsuń
  14. Oj, Ataner - to jest już nas dwie, a na pewno o wiele więcej w tym ukochaniu i przytuleniu osób, które tego potrzebują. Ty, masz tę wirtualną moc, bo głośno mówisz o tym, a to równie ważne! Jeśli nawet mówimy, że chcemy być sami w ciężkich chwilach, to jakaś cząstka nas pragnie tego przytulenia, bo ono daje nam siłę. Ataner, bądźmy uważne - może każde przytulenie to jeden punkt wiecej w niebie?!

    OdpowiedzUsuń
  15. bardzzo proszę o kontakt Clara fabio,
    Agnieszka agalubawska@wp.pl 516444962

    OdpowiedzUsuń

Drogi Gościu,

Zanim napiszesz choćby jedno słowo, nie krytykuj, nie osądzaj, tak od razu! Znasz raptem mój pseudonim, ale nie znasz mojej historii...