czwartek, 9 czerwca 2011

Jeżeli gdzieś jest niebo...


Kiedyś, jako mała dziewczynka usłyszałam pewną historyjkę o tym, jak przedstawiciele władzy dawnego, komunistycznego Związku Radzieckiego kazali szukać Boga pierwszemu radzieckiemu kosmonaucie lecącemu w kosmos. Jurij Gagarin, to o nim mowa, wezwany na dywanik po zakończeniu lotu, miał powiedzieć do I Sekretarza ZSRR, że on nie widział w przestworzach Boga i Aniołów.

Ilekroć lecę samolotem, zawsze przypomina mi się to opowiadanie. Może dlatego, że chociaż przez ten czas pragnę pobyć blisko tych, którzy odeszli. Ostatnio też tak było - przez kilkanaście godzin leciałam w chmurach, a właściwie ponad nimi... Jasność, cisza, dokładnie tak, jakbym przeniosła się w inny wymiar, właśnie bliżej Boga. Tylko, gdzie w tych przestworzach miałam szukać Ciebie, Synku? W chmurach czy ponad nimi?

"Czy chcesz tylko, Synku
wędrować po pastwiskach nieba
białozielone obłoki zbierać
i niczego więcej ci nie trzeba?

Bo chociaż nie ma
tam brzegu twojego
śniegów i nieba, nieba zielonego
noc cię nie nuży, dzień się nie dłuży
czy jesteś wciąż w podróży, w drodze pod wiatr?"

Lubię patrzeć na wschód Słońca ponad chmurami, na tę ogromną, żółtą kulę, której promienie przenikają człowieka nawet przez szybę samolotu. Spokój, światło i ta nicość dookoła. Czy to już przedsionek Raju? Jakże często my, którzy pozostajemy tu na ziemi mówimy: on/ona na pewno jest już w niebie, przecież był(a) dobrym człowiekiem, albo on/ona z miłością patrzy na nas z góry... Wiem, że ma to służyć pocieszaniu się, abyśmy mogli poradzić sobie z bólem i tęsknotą. Patrzymy z czułością w niebo i szukamy jakiegoś śladu, znaku od tych, co odeszli. A to wszystko nadal pozostaje jedną, wielką TAJEMNICĄ...

Gdzie, więc jest to niebo, pod jaki adres mamy słać listy do naszych bliskich? A może oni wcale nie odeszli w przestworza, tylko z nami są i żyją obok nas, i patrzą na nas z miłością. Ile razy mówimy, że czujemy ich pomoc, ich obecność "więc, gdy z ciemnością rozmawiasz, to oni cię widzą, oni są, co tu jest jawą, co snem..." jak to śpiewał w jednej ze swoich piosenek Ryszard Rynkowski. Jeżeli gdzieś jest niebo, to może obok nas...

                                                                     

                                                       

                                                                                                                    Clara

23 komentarze:

  1. Tyle razy słuchałam tej piosenki.
    Dopiero teraz dotarła...
    Teraz rozgościła sięwe mnie na dobre. Rozpanoszyła się i wyciska pamięć....

    Wierzę, że oni nie odeszli. Że są. Są nawet bliżej...
    Jakoś mi lżej z tą wiarą.....


    Otulam pamięci miękkiej szelestem:************
    i on otula :**********

    OdpowiedzUsuń
  2. rowniez lecialam niedawno samolotem,podobne pytania sobie zadawalam,bo chmury pode mna,niebo nade mna...ale to niebo ma swoj koniec,bo tam nad nim jest kosmos,wiec gdzie to niebo i nasi bliscy? mysle,ze czasem bardzo blisko,czasem gdzies tam.....

    OdpowiedzUsuń
  3. Do anioła kulawego: mnie też pomaga ta piosenka, ona niesie wiarę i daje nadzieję, a tak przy okazji cieszę się, że trafiłam w końcu do Ciebie, pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  4. Emocjo, cieszę się, że nie jestem sama w tych rozważaniach. Ja będąc tam w górze czasami czuję radość, że jestem o te dziesiątki tysięcy km bliżej boskości, a momentami czuję się tak po dziecinnemu zawiedziona.
    Fajne masz te zdjęcia z podróży - jeszcze raz muszę się im przyjrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja z kolei często słucham "Inny Świat" Antoniny Krzysztoń, piosenkę którą śpiewała na pożegnaniu naszego Stasia. Mam nadzieję, że Wam też się spodoba i wleje troszkę otuchy w serca, przybliży nasze dzieci. Światełka pamięci dla naszych Aniołków (*)(*)(*)

    Niestety nie umiem umieścić piosenki z youtube.

    OdpowiedzUsuń
  6. Claro, całkiem przypadkowo "wpadłam" na piosenkę Rynkowskiego-Jawa,nie znałam jej wcześniej. Karmiłam sie nią przez cały dzień, i przed wyjazdem na cmentarz i tym bardziej po powrocie. Skutek tego był taki, że dodałam ją na swojego bloga, tylko tyle...Słowa nadal nie przychodzą...
    Jakież było moje zdziwienie, gdy parę minut temu, postanowiłam na koniec zajrzeć na Twój blog i ujrzałam tę piosenkę dodaną przez Ciebie dwa dni wcześniej.
    W pierwszym odruchu chciałam natychmiast usunąć posta, bo poczułam się, jakbym popełniła plagiat :) Jednak, po zastanowieniu, zamiast tego, postanowiłam napisać ten komentarz.
    Przepiękna piosenka, skłania do reflesji, wyciska łzy, napawa nadzieją, koi rozdygotaną duszę i sprawia, że jest się o kroczek bliżej akceptacji tego, czego nikt i nic zmienić nie może.

    OdpowiedzUsuń
  7. Do ma.ta: dziękuję, że przypomniałaś mi A.Krzysztoń. Kiedyś słuchałam jej aż do przesytu, potem nastąpiła długa przerwa, aż do dziś. Tylko na moje dziś czuję ją inaczej.
    Jak mam poczytać Twoje wpisy na blogu? Miło mi, że mnie odwiedziłaś. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Do maprzema: nie odbieraj tego w ten sposób! Po prostu obie czujemy przekaz tej piosenki - dla nas jest bardzo ważna. Ja osiągam przy niej stan kompletnego wyciszenia.

    OdpowiedzUsuń
  9. Claro ja w zasadzie bardzo mało piszę, jakoś niedługo po odejściu Stasia trafiłam na stronę www.plomykdonieba i tam Staś ma pokoik, potem zaczęłam czytać wpisy na forum dlaczego i chyba po raz pierwszy napisałam pod Twoim wpisem o rzeczach naszych dzieci. Czasami wydaje mi się, że tyle chciałabym napisać ... Ostatnio znowu przyszedł bardzo ciężki dla mnie czas i tak naprawdę szukam w internecie sama nie wiem czego - śladu, wspomnienia, pociechy a może znaku - bardzo to wszystko trudne.
    Pozdrawiam Cię serdecznie magda.t

    OdpowiedzUsuń
  10. Claro, nie wiem co napisac, bo zadne slowa nie sa w stanie wyrazic smutku i tesknoty za bliskimi ktorzy od nas odeszli. Wiec jesli pozwolisz, to przykucne z boku i pomilcze.
    Pozdrawiam.

    P.S.Jesli pozwolisz to przeczytam archiwum Twojego bloga.

    OdpowiedzUsuń
  11. Do ma.ta: Magdo, ja też się cieszę, że trafiłam na to forum, tylko w moim przypadku dopiero po trzech latach. Pytam i dostaję odpowiedzi m.in. od Ciebie. To pozwala mi spojrzeć na samą siebie, że mieszczę się jeszcze w granicach tzw. normalności np. psychiczna niemoc, żeby uprzątnąc rzeczy syna. Zachęcam Ciebie do pisania, to jest coś, co utrwalamy - nasze emocje, smutek. Robisz, to dla siebie, ale i dla Twojego Stasia, a dla Niego światełko do samego nieba (*)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ataner, miło mi będzie, gdy zajrzysz do mnie od czasu do czasu. To też jest ważne, co napisałaś, że przykucniesz z boku i pomilczysz, bo w tym milczeniu jest potęga myśli, a u Ciebie czekam na dalsze nowinki ze świata. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Claro, przeczytalam poczatki Twoich wpisow i jestem pod wielkim wrazeniem. Napislas u mnie na blogu, ze trafilas do mnie przez przypadek. Ja rowniez nie wierze w przypadki, tak musialo byc, abysy trafily na siebie w tym wirtualnym swiecie.
    Pozwol, ze "scisne Twoja dlon - wirualnie"
    Jestes bardzo madra i dzielna kobieta, Twoj blog o tym swiadczy.
    Trzymaj sie dzielnie! Przesylam buziaki z zimnego Chicago:(

    OdpowiedzUsuń
  14. Dziękuję za ta piosenke, jakoś nie znałam jej wcześniej.
    pozdrawiam ciepło
    nikulam

    OdpowiedzUsuń
  15. Ataner, dzięki za te ciepłe słowa z zimnego Chicago, jak sama piszesz. Ja niby trzymam się, ale to trudne. Na codzień zakładam "maskę", żeby nie straszyć ludzi swoim smutkiem.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nikulam, tę piosenkę (muzykę) R.Rynkowski napisał bodajże w 1996r po śmierci swojej żony - ciekawa prawda?

    OdpowiedzUsuń
  17. Witaj.
    Za dużo jest nas matek ,które straciłyśmy swoje dzieci.
    Mój syn zginął w wypadku,gdy miał 18 lat.
    Przez długi czas pisałam do niego listy.Zapisałam kilka 100-kartkowych zeszytów.
    W tym roku będzie 16 rocznica.
    Nigdy nie pogodziłam się,z jego odejściem,ale nauczyłam się żyć.Wierzę,że on jest ciągle blisko.
    Życzę,Ci ,żebyś też nauczyła się na nowo,żyć.
    Warto.

    OdpowiedzUsuń
  18. Witaj Teniu w moim trochę smutnym świecie. Dziekuję Ci za ten komentarz. Ja też próbuję jakoś żyć, ale to wcale nie jest łatwe. Nigdy przedtem nie zdawałam sobie sprawy, ile młodych ludzi odchodzi. Ty zapisywałaś kartki w zeszytach, ja próbuję pisać tutaj. Dla mnie to swoistego rodzaju terapia, momentami mam wrażenie, że żyję tylko dlatego, że wszystko wyparłam ze świadomości, a gdy dochodzi do konfrontacji z rzeczywistością, wtedy ból jest nie do zniesienia. Cieszę się, ze dałaś ten komentarz.

    OdpowiedzUsuń
  19. Witaj.
    Ja też dopiero po odejściu Grzesia zobaczyłam ile jest nas płaczących matek.Jeszcze teraz ,pamiętam ten straszny ból,który chciał "rozwalić " mi głowę na tysiące kawałków.Claro rób wszystko co pomoże Ci przetrwać:pisz,płacz,krzycz.A najważniejsze nie wiń siebie.My matki robimy to często.Ja ,najbardziej ,nie mogłam wybaczyć sobie,że go zapominam,że tylko od czasu do czasu potrafiłam , przypomnieć go ,zobaczyć takiego jaki był.Wyczytałam ,w jakiejś książce,że tak właśnie postępuje zdrowy organizm.Zamyka nam jakieś klapki pamięci,żeby uchronić się przed bólem którego nie można znieść.Jeżeli pozwolisz,to zajrzę tu co jakiś czas.Ściskam Cię mocno.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja też tak na prawdę zdałam sobie sprawę jak dużo jest nas Aniołkowych mam dopiero po odejściu Stasia. Teniu piszesz, że nie mogłaś wybaczyć sobie, że zapominasz synka. Ja któregoś dnia bardzo się spłakałam bo zdałam sobie sprawę, że nie pamiętam głosu Stasia - to było straszne. Tak naprawdę ja chcę pamiętać pomimo, że boli to jednak nie oddałabym tych wspomnień. Jedno tylko chciałabym zapomnieć - ten wieczór gdy policja zawiadomiła nas, że był wypadek i świadomości, że nie umiałam Stasia ochronić i nie byłam przy nim...
    Claro bardzo Ci dziękuję za ten blog i Tobie Teniu i wszystkim którzy piszą bo to co piszecie daje mi poczucie "normalności" w tym co się teraz ze mną dzieje.
    Pozdrawiam Was serdecznie i światełka dla naszych dzieci (*)(*)(*)

    OdpowiedzUsuń
  21. Teniu i ma.to, pozwólcie, że napiszę do Was jednocześnie. Wy, jak i wiele matek tutaj piszących komentarze, robicie nieasmowicie dużo dla samych siebie, swoich dzieci i wielu innych osób będących w Waszej, mojej sytuacji. Pokazujecie, co dzieje się z człowiekiem po stracie i to jest NAJWAŻNIEJSZE! Nie czytamy o tym w książkach, tylko mamy namacalne przykłady: oto jestem, popatrz na mnie, bądź przy mnie w tym trudnym czasie, mimo iż uciekamy przed ludźmi. Ja byłam i jestem sama w swoim smutku, oprócz moich rodziców i córki, gdzie rozmawiamy o Filipie. Ludzie obchodzą nas, jak jeża - jesteśmy dziwolągami nie zawsze i nie u wszystkich, oczywiście! Jest pochwała młodosci, życia i bardzo dobrze, ale jest też i druga nieodłączna strona medalu, tak jak śpiewa M. Rodowicz w "Łatwoplanych". JAK NIE CHCIAŁAM ROZMAWIAĆ I WYCHODZIĆ Z DOMU NA POCZĄTKU, TO LUDZIE SOBIE ODPUŚCILI NA ZASADZIE PROPONOWAŁAM I NIE CHCIAŁA, SKORO NIE, TO NIE! I tak już zostało. Ja też łapię sie na tym, że czasami jakieś fragmenty z przeszłości zapominam, a potem jest mi smutno, że coś ze mną nie tak. Wychodzi na to, że jeteśmy tak skonstruowani, że ta "niepamięć" pozwala nam żyć. Jeszcze raz dziękuję Wam za te wpisy.

    OdpowiedzUsuń
  22. Droga Claro,
    nie odbieraj tego jako atak, bo czytam Twojego bloga ze łzami w oczach i tak samo nasunęło mi się pytanie...
    a co Ty zrobiłaś w kierunku spotkań z tymi znajomymi?? uwierz - oni na pewno tez mają utrudnioną sytuację w kontaktach z Tobą, bo zwyczajnie nie wiedzę jak się zachować czy z Tobą rozmawiać, zwłaszcza że wcześniej ich zbywałaś. Nie możesz oczekiwać, że Ci znajomi będą próbować w nieskończoność, ponieważ dla nich to tez niezręczne i nie chcą czuć się jakby się narzucali. No sama powiedz, jesli koleżanka odmówiłaby Ci spotkania któryś raz z rzędu zrozumiałabyś to po swojemu, ze zwyczajnie nie ma ochoty sie z Tobą spotkaż wcale?? może po kilku odrzuceniach czekaja na Twój ruch?? moze fajnie by było wyciagnąć rękę i zaprosić ich na kawę, najlepiej na mieście...oderwać się od tego wszystkiego??? bez poczucia winy?? myślisz, ze Twój synek byłby szczęśliwy widząc cię taką i wiedząc, że to w jakimś tam stopniu "prze niego" wiem, ze łatwo się mówi.. Może czasem warto troche inicjatywy wykazać a nie zamykac się na świat który chce pomóc??
    anqe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anqe, ja absolutnie nie traktuję Twojego kmomentarza jako ataku na mnie :) Teraz, po tak długim czasie, też przyznaję Ci rację, że ile można zapraszać na przysłowiową kawę?! W ogóle wydaje mi się, że wtedy miałam zbyt dużą postawę roszczeniową, czułam się bardzo samotna, a przy tym nie potrafiłam wyjść do ludzi(obwarowałam się w swojej twierdzy)! Tak, niestety, jest w żałobie - tylko rozpacz czarna! Ważne, żeby nie zostać w niej na stałe.
      Tak myślę sobie, że może jest dla mnie jakaś nadzieja, skoro od czasu do czasu zapraszam na dobrą, aromatyczną kawę.

      Anqe, serdeczności moc dla Ciebie w tym Nowym Roku.

      Usuń

Drogi Gościu,

Zanim napiszesz choćby jedno słowo, nie krytykuj, nie osądzaj, tak od razu! Znasz raptem mój pseudonim, ale nie znasz mojej historii...