sobota, 30 marca 2013

Moja przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, Panie

Witam świątecznie,


Z okazji Świąt Wielkiej Nocy dla Wszystkich, którzy zatrzymujecie się przy moim blogu, składam najserdeczniejsze życzenia, aby te święta upłynęły w spokoju i miłości. Pozwólcie, że przywołam słowa, na  które niby przez przypadek natrafiłam. Niech one stanowią motto na te nadchodzące święta:


"MOJA PRZESZŁOŚĆ PANIE W TWOIM MIŁOSIERDZIU.
 MOJA TERAŹNIEJSZOŚĆ W TWOJEJ MIŁOŚCI, PANIE.
 MOJA PRZYSZŁOŚĆ W TWOJEJ OPATRZNOŚCI."
                                                                               
                                                                                św. O.PIO

11 komentarzy:

  1. Piękne słowa, dziękuje i wzajemnie oraz życzę jeszcze zdrowia;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziekuje za zyczenia i rowniez zycze Ci spokojnych Swiat!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wzajemnie :)
    Św. Ojciec Pio, niczym autorytet :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja jednak ciągle mam nadzieję, że przyszłość moja i mojego 19-to letniego syna Benedykta chorego od roku na schizofrenię jest jednak "Panie w Twoim Miłosierdziu". Walczę Claro od roku, 24 godziny na dzień, przechodzę przez to wszystko co Ty tutaj opisujesz i ciągle czekam na jakąś minimalną zmianę. Na razie nic. Leki nie działają, elektrowstrząsy nie podziałały, gdy myślę o tych milionach chorych na schizofrenię na całym świecie, to czasami się zastanawiam czy Bóg ich po prostu w jakiś sposób nie potrzebuje. Czy nie tworzą swoistego "legionu" bożego, bo przecież oni wszyscy są niewinni, bo przecież świadomie nie grzeszą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy czytam wszystko to, co napisałaś, przypomina mi to moją walkę z chorobą syna! To jest tak, jakbyś była jeszcze na etapie największego buntu! Ja, nie potrafiłam tak do końca pozbyć się tego buntu, ale gdy nie miałam już sił psycho-fizycznych, przyszedł czas na akceptację tego stanu! Bo cóż innego mogłam uczynić jak nie zaakceptować tej choroby?!

      Widzisz, mojego syna nie ma tyle czasu na tym świecie, a ja nie mam jeszcze "pozałatwianych" wielu spraw emocjonalnych związanych z jego chorobą, odejściem!

      Jeśli chcesz na łamach tego bloga prosić kogoś o pomoc, proszę pisz! Zresztą ten blog jest dla Was, będziesz chciała wypłakać się, masz do tego prawo! Wiem, że to tylko słowa, ale chciałabym jakoś ulżyć Twojemu i Twojego Syna cierpieniu!

      Usuń
    2. Claro, dziękuję za odpowiedź. I mam pytanie. Czy nie zgodziłabyś się spotkać ze mną, odwiedzić mnie i mojego syna u nas w domu? Twój blog jest wspaniały, ale wszystkiego tutaj się nie napisze. Tak bardzo chciałabym się podzielić moim doświadczeniem z Tobą, może czegoś więcej się od Ciebie nauczyć, może jest coś czego jeszcze nie próbowałam, coś przeoczyłam. Do tej pory nie rozmawiałam, nie spotkałam się z osobą, która z tą chorobą, tak jak ja, walczy (a w Twoim przypadku - walczyła) na co dzień. Nie wiem, czy ktoś kiedykolwiek wystąpił do Ciebie z taką propozycją, czy w ogóle czujesz się na siłach takie spotkanie odbyć. Nie ukrywam, że dla mnie byłoby to ogromnie ważne, znajduję wiele podobieństw w opisie choroby Twojego syna Filipa, a tym co się dzieje/działo z Benedyktem. Również miał problem z narkotykami (choć była to "tylko" marihuana), również był aresztowany, również kilkakrotnie w szpitalach. Zawsze dbał aż do przesady o swój wygląd. Teraz na wszystko zobojętniał, nie utrzymuje kontaktów z dawnymi przyjaciółmi, koncentracja zerowa, nie jest w stanie od roku nawet jednej strony z książki przeczytać. Chodzi całymi dniami po pokojach i słucha głosów. Na szczęście nie są to głosy agresywne, przynajmniej na razie. Rozważ proszę moje zaproszenie, nie wiem z jakiej części Polski jesteś, ale pokryję wszystkie koszty związane z ewentualną podróżą. Jest to prośba od matki do matki:) Pozdrawiam Cię serdecznie. Mama Benedykta

      Usuń
  5. Witaj, jeśli mogę coś poradzić to proponuję wizytę u księdza egzorcysty. Mój syn jest jeszcze młodszy od Twojego i też od maja zeszłego roku ma diagnozę. Lekarstwa działały średnio 3-4 tygodnie, od maja do stycznia był dwa razy w szpitalu po 6 i 5 tygodni. W końcu jak wyszedł w połowie lutego to poszliśmy z mężem i chorym synem do księdza egzorcysty . Syn nie wiedział i nie wie do dziś że to to był egzorcysta. Wcale nie chciał jechać do tego księdza, twierdził że jest już nie wierzący i jedzie tam pierwszy i ostatni raz. My byliśmy już tak zmęczeni jego cierpieniem i życiem w niepewności, czy rano jak wstaniemy on jeszcze będzie, albo czy wróci ze szkoły do domu , że nie daliśmy się i pojechaliśmy do tego księdza. Od wizyty minęły już 5 tyg, syn czuje się coraz lepiej, nie boli go głowa, przesypia całe noce i mówi że lekarstwa są mu nie potrzebne, chce mu się żyć i ma plany na przyszłość, jutro idziemy do psychiatry z polecenia księdza, rozmawiać o zmniejszeniu leków. Nie wiem jakie będą owoce rozmowy. Jeśli chcesz więcej informacji to napisz na mojego maila jagulkaa@gmail.com ,
    Bądż cierpliwa i nie podawaj się.
    To co pokazują w tv o egzorcystach to chyba jakieś ekstremum, mojemu synowi wystarczyła spowiedż, oczywiście nasza modlitwa i w sobotę jedziemy już z synem po raz drugi na mszę o uzdrowienie i uwolnienie i syn dostał od księdza książeczkę z modlitwami do codziennego odmawiania, wiem że modli się codziennie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za odpowiedź, wysłałam Ci maila. Pozdrawiam gorąco.

      Usuń
  6. Dziękuję Ci Claro ...za Ojca Pio

    OdpowiedzUsuń
  7. zapraszam na bloga temat wiara!

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie zmierzone są Twoje granice dobroci
    Twojej miłości, Twojego pragnienia
    Radosnego życia,
    Twojego pragnienia, czynienia dobra...


    OdpowiedzUsuń